Mój prywatny słownik

Poprzednie hasło

 

Powrót

 

Następne hasło

Wymóg

Wymaganie, wymagać, wymagający – te wyrazy, o ściśle powiązanych ze sobą znaczeniach, są nierozerwalnie związane z ludzką aktywnością od zarania dziejów. Słowa te mają dwa podstawowe znaczenia. W pierwszym z nich wymaganie to po prostu warunek, jaki musi być spełniony, aby coś mogło zaistnieć lub aby coś działo się prawidłowo. Przykładami użycia tego pojęcia w takim znaczeniu są następujące zdania: „Samochód wymaga paliwa”, „Telewizor wymaga naprawy”, „Zawód lekarza wymaga wieloletnich studiów”, „Ziemia wymaga uprawy”, „Dom wymaga gruntownego remontu”, itp. Rzecz jasna, samochód bez paliwa nie pojedzie, popsuty telewizor nie będzie działał prawidłowo, więc do użytkowania tych urządzeń muszą być spełnione postawione wymagania.

Czasami spełnienie określonego warunku wiąże się z jakąś, niekiedy nawet bardzo wielką potrzebą, co wyrażają takie zdania, jak: „Człowiek wymaga tlenu do oddychania”, „Niemowlę wymaga troskliwej opieki”. „Od wartownika wymaga się czujności”. „Od kierowcy wymaga się trzeźwości”. Wówczas oprócz samego określenia warunku, bardzo istotne staje się jego spełnienie, które z jakichś powodów może być uznane za pożądane lub nawet konieczne. Wymaganie w drugim znaczeniu to żądanie spełnienia określonych warunków. W zależności od skutków, jakie przynosi jego spełnienie, bądź niespełnienie, tego rodzaju wymóg można jeszcze podzielić na dwa rodzaje: wymóg dopuszczający i wymóg represyjny. Wymaganie dopuszczające to takie, którego spełnienie przynosi awans, dopuszczenie do czegoś, zaliczenie czegoś, zezwolenie na coś, itp. Przykładem zadośćuczynienia takiemu wymogowi jest zdanie egzaminu, nałożenie kapoka, czy wykupienie biletu wstępu. Niespełnienie wymagania represyjnego pociąga zwykle za sobą przykre konsekwencje dla tego, do którego to wymaganie jest kierowane. Np. niezapłacenie podatku grozi karą grzywny, a czasami nawet więzienia. Innymi słowy, jeśli spełnisz wymóg dopuszczający to dostajesz promocję, jeśli nie spełnisz wymogu represyjnego to oberwiesz. Oczywiście mogą być również i takie wymagania, które mają cechy obu rodzajów, tzn. są dopuszczająco-represyjne. Powszechnie bowiem uważa się, że najlepszym sposobem stymulacji, który jest skuteczny nie tylko wobec osłów, jest połączenie kija z marchewką.

Wymaganie w drugim znaczeniu, rozumiane jako mniej lub bardziej stanowcze żądanie czegoś od kogoś, stanowi typ najbardziej rozpowszechniony w dziejach ludzkości. Najczęściej przybiera ono postać obowiązku, nakazu lub zakazu. Zgodnie z mitologią biblijną wywodzącą się z kultury judeochrześcijańskiej, pierwszym wymaganiem postawionym przed człowiekiem był zakaz spożywania owoców z drzewa wiadomości dobrego i złego. Wszystkie cywilizacje, od starożytnych poczynając a na współczesnych kończąc były oparte (i są nadal) na rozlicznych wymaganiach znajdujących swoje odzwierciedlenie nie tylko w obyczajowości czy religii, ale przede wszystkim w przepełnionych wymogami prawach.

Wymagania w życiu współczesnego człowieka

Cała współczesna cywilizacja planety Ziemia jest oparta na wymaganiach. Już od lat najmłodszych przekonujemy się, że ktoś (najczęściej rodzice) czegoś od nas żąda:


Gdy dzieci podrosną, wzrastają też wymagania, które teraz nadchodzą już z dwóch stron, od rodziców i od szkoły:


Dorosłość nie uwalnia od wymagań. Przeciwnie, dochodzą nowe, jeszcze bardziej represyjne. Młodzież płci męskiej już na progu dorosłości doświadcza służby wojskowej, której odbycie wymuszane jest represyjnym wymaganiem i której odbywanie stanowi nieprzerwany ciąg wymagań. Wcieleni do wojska doświadczają, a nawet uczą się przemocy nie tylko od swoich przełożonych, ale i od starszych kolegów, którzy pastwią się nad młodszymi rocznikami, poniżając tych ludzi i depcząc ich godność (zjawisko fali).

Pełnoletni członkowie społeczeństwa podlegają w pełni przepisom prawa, które w dużym stopni jest zbiorem wysoce represyjnych wymagań, których niespełnienie grozi karą grzywny, więzienia, a nawet (w niektórych krajach) śmierci. Ma to na celu wymuszenie na społeczeństwie określonych zachowań, uznanych za konieczne i niedopuszczenie do innych, uznanych za niedozwolone. W niektórych krajach, w których prawa są określone przez religię, a zwłaszcza w krajach muzułmańskich, zjawisko to przybiera monstrualne rozmiary, stanowiąc całkowite zaprzeczenie wolności i demokracji. Ale również w tzw. krajach demokratycznych zdarzają się wymagania o niezrozumiale wysokim stopniu represyjności. I tak np. w USA można było pójść do więzienia na długie lata za wypalenie dwóch joint-ów z marihuaną1. Innym przykładem jest Belgia, gdzie uczestnictwo w wyborach (które z natury demokracji powinno być czymś wolnym) jest obowiązkowe, a uchylenie się od tego obowiązku podlega karze grzywny.

Państwo narzuca swoim obywatelom jeszcze wiele innych rzeczy. Podstawowym wymaganiem jest obowiązek płacenia podatków. Oprócz tego, wspomniany już obowiązek służby wojskowej, obowiązek szkolny, meldunkowy, konieczność posiadania dokumentu osobistego, paszportu, prawa jazdy, oraz różnych licencji, koncesji, rejestracji (np. samochodu, działalności gospodarczej, itp.), płacenia różnych składek czy obowiązkowych ubezpieczeń. Konieczność egzekwowania i kontroli wymogów powoduje, że tworzone są do tego celu odpowiednie komórki administracyjne, a nawet całe urzędy. Prawo, a zwłaszcza prawo karne, potrzebuje organów ścigania, sądów i więzień.

Jednak najczęściej spotykane wymagania stawiane współczesnemu człowiekowi związane są z pracą. W państwach komunistycznych praca była podniesiona niemal do rangi obywatelskiego obowiązku. Sławiono ją w pieśniach i na plakatach. Dotyczyło to szczególnie pracy fizycznej, z powodu wyniesienia robotników na ideologiczne ołtarze. Każdego niepracującego oskarżano o pasożytnictwo społeczne i nazywano spekulantem, kułakiem lub burżujem. Z drugiej strony trzeba jednak przyznać, że o pracę było łatwo i liczba bezrobotnych nie z własnego wyboru była niewielka. W państwach kapitalistycznych praca dla większości jest koniecznością, ponieważ bez niej przeciętny człowiek nie byłby w stanie utrzymać siebie i swojej rodziny. Ale o pracę, a zwłaszcza o dobrą pracę, nie jest łatwo. Jeśli ktoś już ją ma, to stara się skrupulatnie spełniać wszystkie wymagania pracodawcy, aby jej nie stracić. Cnotą jest tu już nie tylko przestrzeganie regulaminów ale i duża dyspozycyjność. W skrajnych przypadkach niektórzy ludzie popadają w pracoholizm. Wymagania dotykają nie tylko ludzi pracy, ale także i emerytów. Wszystko w życiu człowieka jest obwarowane różnymi przepisami, nawet sprawy związane ze zgonem i pochówkiem.

Tak więc wymagania towarzyszą człowiekowi od urodzenia aż do śmierci. Powstaje jednak pytanie, czy rozwój i ewolucja społeczeństw ma się opierać głównie na przymusie, restrykcjach i surowych przepisach prawa? Czy w celu wyegzekwowania wymagań trzeba stosować przemoc? Czy należy z przemocą oswajać już małe dzieci? Czy rodzice mają prawo do wymierzania kar cielesnych? Czy to samo prawo przysługuje szkołom? Za jakie przestępstwa karać więzieniem? Jakie wymogi należy spełnić, aby zdać egzamin? Ile trzeba pracować, żeby zarobić sto złotych? Ile trzeba mieć lat, żeby móc prowadzić samochód? Czy przywrócić karę śmierci? Czy kara 6-ciu lat więzienia za gwałt ze szczególnym okrucieństwem jest wystarczająca? Kto ma przy tym decydować o tym, czego należy wymagać? Elity polityczne? Potentaci gospodarczy? Osoby powszechnie szanowane? Pisarze i inni twórcy? Naukowcy? Nobliści? Księża? Parlamentarna większość? A może wszyscy w powszechnym głosowaniu czy w referendum? W końcu można zadać najbardziej fundamentalne pytanie: Czy wymagania są w ogóle potrzebne?

Czy wymagania są potrzebne? Jeśli nie – to co w zamian?

Obecnie wielu uważa, że stawianie innym wymagań, jest potrzebne, a nawet konieczne. Istnieje dość rozpowszechniony pogląd, iż ludzie nigdy nie będą, przynajmniej w niektórych sprawach, postępować właściwie, jeżeli się ich do tego nie zmusi. Wymogi w postaci regulaminów, instrukcji, przepisów, zakazów, nakazów, oraz nakładania różnych obowiązków, są według nich najskuteczniejszymi regulatorami i stymulatorami ludzkich zachowań. Prawie nikt nie ma wątpliwości, że wymagać trzeba, niektórzy mają tylko problem z ustaleniem wielkości tych wymagań i stopnia ich represyjności. Są gorący zwolennicy represyjnych wymagań, upatrujący w nich receptę na zdrowe społeczeństwo. Żądają zaostrzenia przepisów, regulaminów i kodeksów karnych, zwiększenia wymagań w pedagogice szkolnej, surowego systemu wychowania dzieci przez rodziców łącznie ze stosowaniem kar cielesnych. Dość powszechne jest przekonanie, że dobry sędzia, to surowy sędzia, dobry ojciec to wymagający ojciec, dobry nauczyciel to wymagający nauczyciel, a dobre prawo to prawo restrykcyjne. Niektórzy uważają, że nawet dobry Bóg jest surowy i wymagający. Ludzie ci sądzą, że skoro wymagania mają boski wymiar i boskie pochodzenie, to cywilizowane społeczeństwo bez stawiania wymagań nie może prawidłowo funkcjonować. Jeżeli każdy człowiek musi sobie zasłużyć na niebo, to tym bardziej musi sobie zasłużyć na życie ziemskie. Kto nie pracuje, ten nie je. Kto nie spełnia społecznych wymogów, ten nie ma prawa żyć w tym społeczeństwie. Są również i tacy, którzy uważają wymagania za dobry sposób sprawowania władzy, tym lepszy im są one surowsze.

Istnieje jednak i druga strona medalu. Im więcej wymagań opartych na przymusie, tym mniej wolności. W starożytności niektórym ludziom w ogóle odmawiano prawa do wolności zmuszając ich do życia niewolniczego, opartego niemal wyłącznie na wymaganiach. Kilkaset lat temu zmuszano ludzi do wyznawania określonych poglądów, paląc na stosie tych, którzy ujawniali te niewłaściwe. Obecnie, w tzw. państwach totalitarnych, również zmusza się ludzi do określonych działań, a nawet określonych przekonań, nie pytając ich o zgodę i tłumiąc brutalnie wszelka opozycję. Jeszcze nie tak dawno w wielu krajach świata obowiązywał surowy model wychowania oparty trzcinie i dyscyplinie. W Polsce, przed II Wojną Światową istniało, na ziemiach obecnie zabranych, w Chyrowie, gimnazjum męskie prowadzone przez zakon jezuitów. Stosowane tam metody wychowawcze przypominały nieco Epokę Wiktoriańską według opisów Karola Dickensa. Czas dany do dyspozycji uczniom był pod całkowitą kontrolą zakonników. Prawie wszystko wymagało zezwolenia, nawet przejście na sąsiednie boisko przeznaczone dla innego rocznika i porozmawianie z kolegą. Kontakty męsko-damskie były drastycznie ograniczone. Nie wolno było prowadzić nawet korespondencji z płcią przeciwną bez zezwolenia, a ujawnienie takiego faktu groziło wyrzuceniem ze szkoły. Uczniom w pewnych porach dnia nie wolno było nawet się do siebie odzywać. Powszechnie stosowaną karą było lanie „na goły tyłek” stosowane publicznie, przed całą klasą, przez specjalnie przeznaczonego do tego celu pracownika szkoły. Każdy uczeń po wymierzeniu kary obowiązany był za nią ojcu profesorowi podziękować i pocałować go w rękę. Za większe przewinienia golono głowę „na łysą pałę” (Dziś powiedzielibyśmy „na skina” i nie byłaby to żadna kara, ale wówczas była to kara bardzo dotkliwa). Szkoła w Chyrowie była szkołą elitarną, którą ukończyło wiele znanych osobistości - ale jak wielu uczniów opuściło ją ze złamanym duchem? Niektórzy z nich mieli potem uraz na całe życie, nie tylko do szkoły, ale i do kościoła katolickiego.

Nadmierna surowość i represyjność wymogów przynosi najczęściej jeden z dwóch możliwych skutków: jeżeli nie jest ona połączona ze skutecznym nadzorem nad ich wykonaniem, to prowadzi do tego, że ludzie je łamią, jeśli jednak system kontroli i karania jest efektywny, wówczas te wymogi łamią ludzi. Nie sprzyja to pozytywnym przemianom w naszym świecie. Istotą człowieka i człowieczeństwa jest wolność. Jej ograniczanie na dłuższą metę do niczego dobrego nie prowadzi. Tłumaczenie, że bez wymagań nie mogłoby istnieć żadne współczesne państwo jest tak samo zwodnicze, jak tłumaczenie starożytnych patrycjuszy, że bez niewolnictwa nie mogło by istnieć ich państwo, bo kto by wtedy wykonywał codzienne, domowe prace. Nie tak dawno, w taki sam sposób, potrzebę niewolnictwa tłumaczyli plantatorzy amerykańskiego Południa: „Jeśli znieślibyśmy niewolnictwo, to kto by pracował na naszych plantacjach?” Nie przyszło im do głowy, że ludzie mogą robić coś z własnej woli, bez przymusu. Ci, którzy domagają się niewoli, przymusu, surowych praw i dotkliwego karania widzą w człowieku tylko zło. Inni, przeciwni temu wszystkiemu, którzy wiedzą, że można działać dobrowolnie, widzą w człowieku dobro. W zależności od tego co ludzie widzą w człowieku, to człowiek im objawia.

Zilustrujmy to co zostało powiedziane kilkoma przykładami. Jako pierwszy przykład niech posłuży, ogłaszany niejednokrotnie podczas suszy, zakaz wstępu do lasu. Cel takiego działania jest wzniosły, chodzi o to, żeby zmniejszyć prawdopodobieństwo zaprószenia ognia i wybuchu pożaru. Ale służby leśne nie mają odpowiednich sił i środków, aby skutecznie wyegzekwować ten zakaz. Dlatego pewna, chociaż stosunkowo niewielka część ludzi go łamie. Chodzi zwłaszcza o tych, którzy są z natury niepokorni, nieposłuszni i nieodpowiedzialni. Tacy ludzie nie przestrzegają też zwykle zasad bezpieczeństwa i to właśnie oni mogą być potencjalnymi podpalaczami. Zakaz nie powstrzymuje również tej garstki zwyrodnialców, którzy podpalają lasy z premedytacją. Pozostała większość to ludzie odpowiedzialni, którzy przestrzegają zakazu. Tacy ludzie nigdy by pożaru nie wywołali. Przeciwnie – to oni pierwsi, korzystając z bardzo popularnych już telefonów komórkowych, powiadomiliby straż pożarną, zanim dym czy ogień zostałby dostrzeżony z wieży obserwacyjnej lub z samolotu. Pozwoliłoby to szybko ugasić pożar w zarodku, oszczędzając lasy i oszczędzając na kosztach akcji gaśniczej. Jak więc widzimy, ogłaszanie takich zakazów jest nieskuteczne, bo nie stanowi efektywnej zapory dla potencjalnych podpalaczy, a równocześnie blokuje tych, którzy mogliby las uratować. Znacznie skuteczniejsze byłoby wywieszenie tablic z prośbą ostrożność z ogniem, nie pozostawianie w lesie butelek i zaalarmowanie odpowiednich służb w razie zauważenia pożaru, ponieważ w ten sposób zostałaby poruszona ta dobra, szlachetna strona człowieczeństwa. Niestety – stare nawyki i bezmyślność niektórych decydentów powodują, że wciąż ogłaszane są takie niepotrzebne zakazy.

Inny przykład to ogłaszany tu i ówdzie zakaz kąpieli. Mechanizm zjawiska jest prosty. Gdzieś, w jakimś miejscu nad jeziorem, stawem czy rzeką topi się podczas kąpieli się paru ludzi. W lokalnej prasie podnosi się krzyk, że lokalna władza nie dba o bezpieczeństwo obywateli. Niestety, lokalnej władzy nie stać na zbudowanie w tym miejscu bezpiecznej plaży, zatrudnienie ratowników, itp. Dlatego sięga się po rozwiązanie najprostsze – ustawienie tablicy z zakazem kąpieli. Teraz urzędnicy czują się całkowicie zwolnieni z odpowiedzialności za wypadki utonięcia. Jeśli ktoś się kąpie wbrew zakazowi, to już jest jego wina, a nie ich. Ponadto zasoby finansowe odpowiednich jednostek organizacyjnych władz lokalnych są wzbogacane o wpływy z wymierzanych od czasu do czasu mandatów za złamanie zakazu. Wszyscy są zadowoleni, ale... ludzie topią się nadal. Czy więc nie lepiej byłoby znowu odwołać się do tej lepszej strony człowieka, do jego mądrości i przezorności? Może byłaby zatem skuteczniejsza tablica o takiej treści: Człowieku! W tym miejscu kąpiel jest niebezpieczna! Utopiło się tu już siedem osób. Ty możesz być ósmy. Zanim wejdziesz do wody – zastanów się!

Jeszcze inny przykład wart rozpatrzenia, to tzw. „wymagający nauczyciel”. Nie zawsze wymagania szkolne przybierają tak skrajną postać jak we wspomnianym już gimnazjum w Chyrowie. Jednak wymagający nauczyciel cieszy się zwykle dużym poważaniem i stanowi zwykle wzór do naśladowania dla innych nauczycieli. Również i sami uczniowie bardziej szanują takiego nauczyciela, który potrafi ich sobie podporządkować, niż takiego, który im pobłaża. Dlaczego się tak dzieje? Wynika to ze stosowanych we współczesnym świecie metod nauczania. Nauka w szkołach jest procesem pamięciowego przyswajania gotowych „prawd”. Nie ma tu miejsca na twórcze myślenie czy na myślenie krytyczne. Dotyczy to niemal wszystkich przedmiotów od historii po fizykę. Uczeń musi np. nie tylko zapamiętać poszczególne fakty historyczne, ale również wtłacza mu się określoną interpretację tych faktów. Próba krytycznego podejścia do nich przez ucznia może skończyć się oceną niedostateczną. Dorośli boją się pozwolić swym potomkom na krytyczne myślenie, bo boją się usłyszeć, co młodzi o nich naprawdę myślą. Dlatego wolą im wtłaczać gotowe schematy, gotowe reguły, gotowe osądy. Zabija to naturalną ciekawość, a siłą napędową do nauki staje się przymus. Proces dydaktyczny staje się w związku z tym trudny i nudny. Uczniowie muszą nie tyle poznawać, odkrywać, zdobywać, co „wkuwać”. Uczą się nie dla wiedzy, ale „na ocenę”, „aby zaliczyć”, „do egzaminu”, „do matury”, „dla uzyskania dyplomu”. Naturalne pragnienie poznawania, właściwe każdemu człowiekowi już od lat najmłodszych, zostaje brutalnie stłumione i zastąpione wymaganiem przyswajania gotowych treści. Rzecz jasna, że w tej sytuacji, im bardziej wymagający nauczyciel, tym lepsze efekty. Jednak skutkiem ubocznym takiego modelu nauczania jest to, że jest on całkowicie pozbawiony radości. A przecież naturalna radość poznawania i odkrywania towarzyszy nam już od wczesnego dzieciństwa. Przykładem jest zabawa, która dla dziecka pełni ważną rolę poznawczą, dając mu równocześnie dużo zadowolenia - dlatego dzieci do zabawy zmuszać nie trzeba. Czy więc jest możliwe aby na podobnych pozytywnych emocjach oprzeć nauczanie? Tak, tak i jeszcze raz tak! Ale... nie na naszej planecie. Przynajmniej jeszcze nie teraz. Trzeba by bowiem wszystko, co ludzie sądzą na temat nauczania, wywrócić do góry nogami. Nie jest to na razie możliwe w sposób globalny, spotkałoby się bowiem z olbrzymim oporem konserwatywnie nastawionej społeczności, a zwłaszcza środowiska nauczycieli. Musieliby oni wszyscy zrozumieć, że zaciekawienie i radość to znacznie lepsze stymulatory niż strach. Wtedy dopiero byliby zdolni pojąć rzecz następującą: Najlepszy nauczyciel to nie ten, który poprzez stawianie surowych wymagań wtłacza uczniom do głowy wiadomości zgodnie z określonym programem nauczania. Najlepszy nauczyciel to ten, który potrafi swoim uczniom zaszczepić miłość do wiedzy i umie ją z nich wydobyć. Szkoda, że tacy obdarzeni charyzmą pedagodzy zdarzają się na naszej planecie niezwykle rzadko.

Kolejny przykład to tzw. „demokracja parlamentarna”. Dzieli się ona na władzę ustawodawczą (parlament), wykonawczą (rząd) i sądowniczą. Jest to system oparty głównie na wymogach. Wszak tworzone przez parlament prawo to wielki zbiór wymagań: nakazów, zakazów, zaleceń, regulacji oraz sposobu postępowania wobec tych, którzy tych wymogów nie przestrzegają (zwykle represji, kar). Zadaniem rządu jest kierowanie państwem zgodnie z ustanowionym prawem, a zadaniem sądów jest rozstrzyganie sporów prawnych i karanie tych, którzy narzuconych przez prawo wymogów nie przestrzegają. Niektóre państwa demokratyczne, jak np. Stany Zjednoczone, kładą bardzo duży nacisk na przestrzeganie prawa, które jest tam wynoszone ponad wszystko. Dochodzi nawet do takich paradoksów, że odrzuca się w pełni wiarygodne i niepodważalne dowody winy jakiegoś bandyty czy mordercy i wypuszcza się go na wolność tylko dlatego, że owe dowody zostały zdobyte niezgodnie z prawem.

Sama demokracja, wbrew nazwie2, zdaje się być w dużym stopniu iluzją. Winston Churchill słusznie nazwał ją „najgorszym systemem, nie licząc wszystkich pozostałych”. Czynny udział w działalności politycznej jest dostępny dla nielicznych, których stać na sfinansowanie kosztownej kampanii wyborczej, lub których popiera finansowo wystarczająco mocna partia. „Ludowładztwo” dla większości to mało świadomy udział w głosowaniu raz na kilka lat. Kandydaci na posłów czy radnych usiłują przekonać wyborców, że ich interesy i interesy wyborców są zgodne, co często mija się z prawdą i objawia się już w trakcie, lub dopiero po zakończeniu kadencji. Obietnice głoszone przez poszczególnych kandydatów w kampanii wyborczej są przy tym często ogólnikowe i bez pokrycia, a głosujący i tak nie są w stanie sprawdzić ich wiarygodności. W rezultacie o wyniku wyborów decydują często nie sprawy merytoryczne, ale ilość pieniędzy wydanych na kampanię czy popularność partii, która tego kandydata wystawiła. W przypadku wyborów tylko jednej osoby (np. prezydenta) znaczenie ma również popularność samego kandydata, który jest zwykle wyborcom dobrze znany, jednak w wyborach parlamentarnych czy samorządowych większość kandydatów jest najczęściej wyborcom nieznana3, lub znana w sposób niewystarczający. Według jakich więc kryteriów mają być wybierani? Ze względu na wygląd krawata, miły uśmiech czy ładną szatę graficzną ulotki podrzuconej pod drzwi? A może ze względu na głoszone przez nich hasła typu „będę dążyć do zmniejszenia bezrobocia” czy „zadbam o wzrost bezpieczeństwa publicznego”, które się i tak w większości powtarzają u wszystkich kandydatów?

Po wyborach wpływ społeczeństwa na władzę jest znikomy, a rząd ochoczo, choć często wybiórczo, zabiera się do wdrażania ustanawianych przed parlament wymogów. Jedynym, choć zupełnie „niedemokratycznym” sposobem oddziaływania silniejszych grup społecznych na władzę są wówczas różne społeczne protesty, strajki, demonstracje i blokady. Słabsi nie mają żadnych szans i możliwości, oprócz takich aktów desperacji jak oblanie się benzyną w miejscu publicznym i podpalenie lub przykucie kajdankami do bramy ministerstwa. Co prawda pewną rolę w wywieraniu nacisku na władzę wywierają niezależne media, ale rząd robi wszystko co możliwe, aby tą niezależność ograniczyć4. Zresztą interes bogatych właścicieli mediów zwykle nie pokrywa się z interesem najuboższych i najsłabszych. Nie istnieją zatem żadne demokratyczne mechanizmy wpływania społeczeństwa w okresie między wyborami, a raz wybranych parlamentarzystów usunąć się już nie da. Dodatkowo chroni ich immunitet poselski. Parlament jest więc jedną z najbardziej nieodpowiedzialnych instytucji w historii świata. Niemal wszystkich da się jakoś pociągnąć do odpowiedzialności, nawet prezydenta można postawić przed Trybunałem Stanu, ale czy można ukarać parlament za niewłaściwe, czy wręcz szkodliwe ustawy5? Po wyborach społeczeństwo praktycznie już nic, oprócz rewolucji, nie może zrobić, aż do następnych wyborów6. Jeżeli w parlamencie jakaś partia czy koalicja ma zdecydowaną większość, to opozycja nie ma wtedy żadnego wpływu na stanowione ustawy, może jedynie protestować z mównicy, często przy prawie pustej sali. Gdy w państwie dzieje się bardzo źle i działania rządu budzą wiele zastrzeżeń, to wpływ na bieg wydarzeń mogliby co prawda mieć sami posłowie, np. ogłaszając wotum nieufności dla premiera czy rozwiązując parlament, ale w takich sytuacjach interes grupowy staje się zwykle ważniejszy niż interes państwa. Ilu znalazłoby się przy tym posłów, którzy chcieliby ryzykować utratę ciepłej posadki? Dlatego można zaryzykować twierdzenie, że demokracja w rzeczywistości nie jest ludowładztwem, lecz tylko jego pozorem7.

Władza zaczyna więc realizować interesy rządzących zgodnie z tworzącymi się „grupami trzymającymi władzę” i międzygrupowymi powiązaniami. Teraz naprawdę okazuje się, że władza nigdy nie miała zamiaru dotrzymywać przedwyborczych obietnic. Zaczyna się „gra o pieniądze”, „podatki”, „budżet”, ale w tle toczy się również zakulisowa gra o korzyści indywidualne pewnych osób i korzyści zbiorowe pewnych wąskich grup. Gdybyśmy wiedzieli, co naprawdę myślą niektórzy politycy i jakie cele sobie stawiają, to być może niektórym by włosy na głowie dęba stanęły, a być może wybuchłaby nawet rewolucja. Niestety, współczesna polityka oparta jest głównie na mydleniu oczu. Czasem dzieje się jeszcze gorzej. Ponieważ urzędnicy państwowi, chociaż zarabiają niemało, to jednak znacznie mniej, niż np. niektóre gwiazdy sportu, więc niekiedy zdarza się, że chcą sobie jakoś to dodatkowo zrekompensować. Tak powstaje korupcja.

A co z resztą społeczeństwa? Reszta społeczeństwa musi być utrzymywana w ryzach za pomocą surowych wymogów. Bo jakże by inaczej mogło funkcjonować państwo? Strach pomyśleć, co by się stało, gdyby ludziom dać wolną rękę w decydowaniu o podstawowych sprawach ich bytu. Chaos? Rozprzężenie? Anarchia? Demontaż państwa? Nie, strajki i demonstracje trzeba tłumić, porządek musi być! Dlatego im surowsze prawa i dotkliwsze kary, tym lepiej. Przecież demokracja to najlepsza forma rządów, a kapitalizm jest najlepszym ustrojem społeczno-gospodarczym. Każdy ma równe szanse, a że komuś się nie udało, to tylko jego wina, bo się nie dość starał. – Takimi oto argumentami uzasadnia się celowość utrzymywania systemu, który z władzą ludu ma niewiele wspólnego.

A przecież można by inaczej. Wystarczyłoby oprzeć system nie na tworzeniu praw i zmuszaniu do ich przestrzegania, ale na głoszeniu wartości, do których wszyscy dążyć będą. I nie chodzi tu tylko o pewne ekonomiczne wskaźniki jak wzrost gospodarczy, zmniejszenie inflacji, itp. To głosi niemal każda współczesna władza. Chodzi o takie wartości, które nie tylko prowadzą do podnoszenia dobrobytu materialnego, ale które przede wszystkim wzbogacają człowieka duchowo. Nie chodzi więc o dążenie do państwa przymusu, ale do państwa zasad, powszechnie uznawanych nie z narzuconego obowiązku, ale ze względu na świadomość tego, że ich respektowanie przynosi dobre owoce. Nie chodzi tu także o dążenie do państwa prawa, a państwa sprawiedliwości, która przecież bardziej zależy od sumień ludzkich niż sztywnych i bezdusznych przepisów. Motorem działania i regulatorem zachowań powinny być nie artykuły, ustępy i paragrafy, do których się tak dużą wagę dziś przywiązuje8, ale wzniosłe cele wzbudzające powszechnie pozytywne emocje. Zamiast zmuszać i karać nieposłusznych można przecież zachęcać i promować aktywnych. Zamiast hamować i ograniczać można uwalniać i przyspieszać. Nie chodzi tu też przy tym o władzę ludu, ale o zapewnienie społeczeństwu możliwości wolnego, nieskrępowanego rozwoju. Inaczej działamy, kiedy coś musimy i inaczej – kiedy swobodnie realizujemy swoje pragnienia. To pierwsze jest narzuconą powinnością. To drugie przynosi radość. Nawet zakład pracy mógłby się wtedy przemienić z miejsca uciążliwego obowiązku w miejsce radości.

Zwolennicy mocnego prawa i twardej ręki nazwaliby od razu taki system nie dającą się nigdy zrealizować utopią. Być może powątpiewałoby w niego także wielu liberałów. Ale przecież każda nowa myśl, która burzy skostniałe poglądy, jest dla wielu podejrzana i niewiarygodna. Idealne państwo to nie tylko pomysł Tomasza Morusa. Nad tym zagadnieniem głowiło się wiele umysłów od Platona po Marksa. Komunizm był jednym z późniejszych pomysłów. Niektóre ideały komunizmu nie były zresztą wcale złe i nie należy potępiać ich w czambuł. „Od każdego według jego zdolności, każdemu według jego potrzeb” – ta piękna, choć już zapomniana, marksistowska sentencja wyraża przecież miłość bliźniego. Komunizm przegrał nie dla tego, że głosił błędne, szkodliwe idee - przynajmniej niektóre z nich były całkiem dobre. Przegrał, ponieważ jego twórcy usiłowali bezwzględnie i bezlitośnie wprowadzić głoszone przez siebie zasady, ograniczając ludzką wolność oraz stosując terror i przemoc. Nigdy nie zrozumieli, że nie można budować sprawiedliwości na gwałcie i krwi. Jednak odrzucać wszystkiego co komunistyczne nie można, bowiem byłoby to „wylewanie dziecka z kąpielą”. Wydaje się, że ideałem byłby system, który by łączył wszystkie dobre cechy komunizmu i kapitalizmu, promując równocześnie wolność, jednak nie samowolną, ale opartą na mądrości, uczciwości i odpowiedzialności, wolność nie bez zasad, ale bez ograniczeń. Ci, którzy wierzą w przyrodzoną niegodziwość człowieka, mogliby to nazwać utopią. Ci, którzy głoszą jego wielkość, mogliby zapytać: Czy nie warto by jednak spróbować? Może wtedy wreszcie zdołalibyśmy przejść od politycznego makiawelizmu do polityki uduchowionej?


Czy więc wymagania są ludziom potrzebne? Odpowiedź nie jest jednoznaczna, zależy to bowiem od stopnia rozwoju danej cywilizacji, od tego, co oni sami na ten temat uważają. Dopóki ludzie sądzą, że złodziejowi należy odcinać dłoń, a bluźniercy wyrywać język, to takie przekonanie jest ich jedynie słuszną prawdą i nic nie jest w stanie tego zmienić, aż oni sami nie zmienią swojego myślenia na ten temat. Podobnie, dopóki ludzie uważają, że jedynym sposobem na zapewnienie porządku społecznego w rodzinie czy państwie jest stawianie wymagań, to te wymagania są im potrzebne, tak długo, aż zmienią zdanie w tej sprawie. Zawsze bowiem można mieć nadzieję, że w końcu znajdą się bardziej wnikliwi obserwatorzy, którzy zaczną badać, co lepiej się sprawdza: czy przymus, czy łagodna perswazja, czy posługiwanie się strachem, czy oddziaływanie miłością. Jeśli w końcu dojdą do wniosku, że lepszymi od wymogów stymulatorami ludzkich zachowań są pozytywne emocje, to stanie się to zalążkiem nowego myślenia, które zainspiruje innych i w końcu doprowadzi do zmiany przekonań wielu. Wówczas otworzy się droga dla miłości bezwarunkowej i ludzie pojmą właściwy sens słów św. Augustyna: „Kochaj i rób co chcesz”. Zrozumieją, że kto naprawdę kocha, nigdy świadomie nie czyni zła, a przeciwnie, stara się o jak najwięcej dobra, dlatego nie trzeba go do niczego zmuszać ani w niczym go ograniczać. W cywilizacji miłości nie potrzebne są nawet prawa czy organa ścigania, bo wszyscy, wysoce świadomi, uczciwi i odpowiedzialni przedstawiciele tej cywilizacji sami wiedzą co mają robić i sami się pilnują. W takim społeczeństwie nawet zakaz wjazdu na skrzyżowanie przy czerwonym świetle nie byłby potrzebny, bo ludzie i tak by jechali w taki sposób, aby nikomu nie wyrządzić szkody. Jeśliby więc respektowali zasadę czerwonego światła czy ruchu prawostronnego, to nie ze względu na to, że są to obowiązujące wymogi, ale ze względu na korzyści dla dobra publicznego, jakie wynikają z ich stosowania. Ludzkość uczyni więc milowy krok naprzód, gdy przejdzie od bezmyślnego spełniania wymuszanych represjami nakazów i zakazów do świadomego i dobrowolnego respektowania zasad, które się sprawdzają i dlatego, że się sprawdzają. Dziś nie jest to jeszcze możliwe, ale trzeba wierzyć, że kiedyś będzie. Oby jak najszybciej.

Powrót do początku tekstu


Bóg

Honor

Jałmużna

Konopie

Kradzież

Miłość

Obraza

Polityka

Prawda

Religijność

Rozwód

Sekta

Strach

Szczęście

Terroryzm

Wymóg


1 Jest to nawiązanie do znanego przypadku skazania w USA w latach 70-tych działacza politycznego Johna Sinclaire’a na 10 lat więzienia za wypalenie 2 joint-ów. Przeciw temu wyrokowi protestował John Lennon, a nawet napisał na cześć skazanego piosenkę.

2 Demokracja to inaczej „ludowładztwo”, które w zamierzeniu uznaje wolę większości w sprawowaniu władzy.

3 W małych społecznościach kandydaci do samorządu lokalnego są zwykle dobrze wszystkim znani, ale już w średnich czy dużych aglomeracjach miejskich większość kandydatów na radnych czy posłów to osoby mało znane lub w ogóle nie znane, chyba, że kandyduje popularny aktor, prezenter, itp.

4 Zdarzało się w historii, że ujawnione przez prasę fakty czy dokumenty doprowadzały czasem do upadku rządu, jak np. stało się to w aferze „Watergate” w USA. Jednak w późniejszym okresie, rządy państw, pamiętając o takich aferach, stały się ostrożniejsze i obecnie trudno przedstawicielom władzy udowodnić działalność pozaprawną.

5 W Polsce ustawę można co prawda zaskarżyć do Trybunału Konstytucyjnego, ale nie każda zła ustawa jest niezgodna z Konstytucją, stąd rola tego trybunału jest dość mocno ograniczona. Ustawę może również zawetować prezydent, lecz dysponujący odpowiednią większością parlament może to weto anulować. Jeśli jednak prezydent wywodzi się z tej samej opcji politycznej co parlamentarna większość, to zwykle popiera uchwalane ustawy i prezydenckie weta zdarzają się wtedy bardzo rzadko.

6 Teoretycznie społeczeństwo może mieć jeszcze jakiś wpływ na bieg wydarzeń poprzez referendum. Ta najbardziej z wszystkich demokratyczna forma wyrażania woli ludu jest jednak ustanawiana niezwykle rzadko, a na jej ogłoszenie społeczeństwo zwykle ma niewielki wpływ.

7 Może dlatego tak wielu obywateli nie uczestniczy ostatnio w wyborach i to nie dlatego, że nie rozumieją demokracji, ale dlatego, że rozumieją czym jest naprawdę.

8 Może dużym błędem Unii Europejskiej jest nadmierna unifikacja prawa, podporządkowanie i ograniczanie poszczególnych państw oraz promowanie rozwoju gospodarczego, jako jednego z celów głównych, a zapominanie o wartościach.