Mój prywatny słownik

Poprzednie hasło

 

Powrót

 

Następne hasło

Sekta

Definicja

Wokół sekt narosło tyle uprzedzeń, powstało tyle niedobrej atmosfery, że dziś trudno jest podejść do tego pojęcia bez emocji. Nie ma też jednej ścisłej definicji tego słowa. Pochodzi ono od łacińskiego wyrazu secta, który oznacza „sposób życia”, „stronnictwo”, „szkołę czegoś”. Historycznie chyba najstarsze rozumienie tego pojęcia jest oparte na sposobie utworzenia się religijnej społeczności. Sekta, w klasycznym pojmowaniu, to grupa religijna, która oderwała się od którejś z wielkich religii światowych, lub jakiejś religii narodowej, odłam wyznaniowy jakiegoś kościoła. Ta definicja pasuje do wielu ugrupowań religijnych, zwłaszcza tych, które oddzieliły się od kościoła rzymskiego w okresie tzw. reformacji. Z początkowych dużych odłamów, które zapoczątkowali w XVI wieku M. Luter, U. Zwingli i J. Kalwin, wyłoniło się w XVII i XVIII wieku wiele mniejszych. Zgodnie z takim pojmowaniem tego słowa także chrześcijaństwo rozwinęło się z początkowo niewielkiej sekty judaistycznej. W obrębie buddyzmu również powstało wiele tak pojmowanych sekt.

Jednak definicja oparta na odszczepieństwie jest nieścisła i dość ograniczona w czasie, ponieważ większość z tych, nawet początkowo małych ugrupowań, pierwotnie uznawanych za heretyckie, urosło w siłę i zyskało status kościołów. Dziś nawet takie niewielkie grupy religijne, jak mormoni, baptyści, adwentyści, świadkowie Jehowy, nie są już na ogół traktowane jako sekty. Dlatego może nieco bliższe prawdy jest stwierdzenie, że sekta jest to małe i stosunkowo młode ugrupowanie religijne, co do którego społeczeństwo nie ma jeszcze wyrobionego zdania. Niektóre z takich ugrupowań się po jakimś czasie rozpadają, a część z nich się rozrasta i w końcu przestaje być sektą. Inne zaś, nie zmieniając zbytnio swej liczebności, trwają bardzo długo i uzyskują w końcu akceptację społeczną, stając się uznaną religią. Można zaryzykować twierdzenie, że niemal każda sekta, która zdoła przetrwać dłużej niż sto lat, ma duże szanse przestać nią być, przekształcając się w kościół. Zupełnie inne podejście do zagadnienia mają dwaj szwedzcy religioznawcy Helmer Ringgren i Åke V.Ström. Dzielą oni ugrupowania religijne na trzy kategorie - religie narodowe, kościoły (gminy) i sekty1:



Takie rozumienie pojęcia sekty wyłącza większość ugrupowań chrześcijańskich, zostawiając tylko te, które stawiają swoim wyznawcom określone wymagania. Np. baptyści zdają się pasować do definicji, bo stawia się tam żądanie zdecydowanego nawrócenia. Dotyczy to również wszystkich innych ugrupowań religijnych, które wymagają nie tylko wyznania wiary, ale i jej praktycznego potwierdzania swoim życiem, uzależniając od tego przynależność do grupy2. Ta definicja w sposób szczególny określa większość sekt opartych na religiach Wschodu, w których podstawowym wymaganiem jest uznanie „guru” za najwyższy autorytet i całkowite podporządkowanie się mu. Również wiele młodych ugrupowań religijnych, które powstały po 1960 roku, spełnia warunki tej definicji, ponieważ wymaga się tam zwykle od członków wykonywania obowiązków wynikających z przyjętej doktryny, czy nakazów lidera, albo też osiągnięcia określonego stopnia wtajemniczenia.

Są również inne definicje sekt akcentujące ich hierarchiczną strukturę organizacyjną i autorytarne kierownictwo głoszące jedynie słuszną drogę dla swych członków, ale są one na tyle nieścisłe, że pozwalają wyłączyć spod tak rozumianego pojęcia sekty wiele różnych ugrupowań religijnych, które tradycyjnie są za sekty uznawane (np. kwakrów), w zamian za to włączyć tego rodzaju ugrupowania, które sektami na pewno nie są. Wartość takich definicji jest więc problematyczna.

Kryteria wyróżniające sekty

Skoro nie można zdefiniować sekty w sposób ścisły, jednoznaczny i nie budzący wątpliwości, to może lepiej sformułować zespół cech swoistych, które mogłyby wskazywać na to, że dana organizacja religijna jest sektą. Kryteria rozpoznawania sekt mogłyby być następujące:



Problem w tym, że żadna sekta nie ma wszystkich takich cech jednocześnie, ale niemal wszystkie mają przynajmniej połowę z nich. Można zatem przyjąć, że jeśli dana grupa religijna ma więcej niż połowę wymienionych właściwości, to nazwanie jej sektą jest zasadne.

Dlaczego sekty powstają i po co ludzie do nich przychodzą?

Nic w świecie nie trwa wiecznie, każdy system religijny pozostaje niezmienny dopóty, dopóki zadowala tych, którym ma służyć. Jednak w miarę ewolucji pojmowania rzeczywistości, odpowiedzi, jakie oferuje taki system, mogą stać się niewystarczające. Konieczne więc stają się pewne zmiany i korekty, które by go dostosowały do nowego poziomu rozumienia. Jednak na przeszkodzie stoi zwykle sztywność takiego systemu, wyrażająca się w głoszeniu nienaruszalności zasad, na których jest oparty, niezmienności tradycji, itp. Niekiedy doprowadza to oderwania się od kościoła pewnych grup i zapoczątkowania nowego nurtu religijnego w postaci sekty. Takie zjawiska miały miejsce już w starożytności. Jednak sekt było wtedy stosunkowo niewiele. Jako przykład można by tu podać kult Mitry w Cesarstwie Rzymskim i żydowską sektę esseńczyków. W wiekach średnich również było mało sekt, szczególnie w chrześcijaństwie, zwłaszcza dlatego, że groziło to potępieniem przez władze kościelne, a w okresie Inkwizycji – oskarżeniem o herezję, z wiadomym skutkiem. Istniejący w XI wieku ruch Orleańczyków został oskarżony o herezję, a jego przedstawicieli spalono na stosie. Można by tu także wymienić katarów i albigensów3, którzy działali w XII i XIII wieku. Zostali oni jednak niemal kompletnie wymordowani w wyniku 20-letniej krucjaty, jaką przeciw nim podjął papież Innocenty III. Również powstały w drugiej połowie XII wieku ruch waldensów był ścigany i prześladowany przez inkwizycję. Jednak w miarę jak reformacja zataczała coraz szersze kręgi, a groźba spalenia na stosie stawała się coraz mniejsza, zaczęło tworzyć się coraz więcej sekt, chociaż najwięcej z nich pojawiło się dopiero w drugiej połowie XX wieku, zwłaszcza w Japonii i Stanach Zjednoczonych4. Tworzenie się nowych sekt wciąż trwa, a nawet się nasila. Wiele z takich ugrupowań powstało w oparciu o religie Wschodu. Niektóre z nich działają w Polsce, jak np. założone w 1966 przez A.C. Bhaktivedantę Swamiego Prabhupadę „Międzynarodowe towarzystwo świadomości Kriszny”, zwane popularnie „Hare Kriszna”.

Można wyróżnić klika przyczyn powstawania nowych ugrupowań religijnych. Jedną z nich jest to, że w obrębie systemów religijnych zawsze znajdują się tacy, którzy nie zgadzają się a pewnymi teologicznymi praktykami i dają temu wyraz w różny sposób. Czasami prowadzi to do oderwania się od kościoła, jak to miało miejsce w przypadku M. Lutra, który zaprotestował przeciw handlowi odpustami, co zapoczątkowało reformację i pociągnęło za sobą powstanie wielu sekt w późniejszym czasie.

Inni, nie zadowalając się tym, co kościoły podają do wierzenia, prowadzą poszukiwania na własną rękę, studiują pisma święte i wyciągają z tego własne wnioski. Mogą one być jednak nie do pogodzenia z istniejącą doktryną, co zwykle prowadzi do zapoczątkowania nowego nurtu religijnego. W XVIII i XIX wieku wiele osób, w tym teologów, dociekało daty ponownego przyjścia Jezusa na Ziemię (paruzji). Posługując się Apokalipsą św. Jana, Księgą Daniela i innymi źródłami starotestamentowymi, dokonywali obliczeń przynoszących różne wyniki, zależne od przyjętych założeń. Po ogłoszeniu tych wyników zyskiwali zwolenników, co dawało początek nowej sekcie. I tak na przykład amerykański baptysta William Miller wyliczył przyjście Chrystusa na dzień 21 marca 1844 roku, co dało początek sekcie adwentystów. W ustalonym dniu nastąpiło wielkie rozczarowanie, co spowodowało nowe wyliczenia i w następstwie przesunięcie tej daty o pół roku. Po nowym rozczarowaniu wystąpiła ekstatyczka Ellen White, która wszystkim wyjaśniła, że Jezus już przyszedł i rozpoczął „przesłuchania w niebie”. To zadowoliło członków sekty, a adwentyzm rozwinął się i dziś nie jest już nawet za sektę uważany. Jednak największe sukcesy spośród ruchów apokaliptycznych odnieśli świadkowie Jehowy. Ich założyciel, amerykański baptysta i adwentysta Ch. T. Russel, ogłosił, że przyjście Jezusa już nastąpiło „w świecie duchów” w 1874 roku. To ugrupowanie religijne rozwinęło się nad wyraz i dziś ma swoich członków w stu dwudziestu kilku krajach.

Bywa również i tak, że niektórzy doznają niezwykłych przeżyć mistycznych, nie zawsze zgodnych z dogmatami ich dotychczasowej wiary, co daje początek nowemu odłamowi religijnemu. Przykładem takiej prorockiej sekty są mormoni. Jej założycielowi, Josephowi Smithowi miał ukazać się w wieku 14 lat Jezus, co doprowadziło5 w końcu do powstania nowej religii. Na przeżyciach mistycznych oparte jest też ugrupowanie swedenborgian i zielonoświątkowców.

Są również i tacy, którzy nie chcą być tylko posłusznymi wyznawcami tego, co ich kościoły podają do wierzenia i szukają prawdy z pominięciem tych kościołów, wierząc w możliwość poznania nadprzyrodzonego opartego nie na wierze, lecz na wiedzy. Pojęcie zła czy grzechu wiążą z niewiedzą, a swoje wyzwolenie upatrują w poznaniu prawdy i przez to – w uwolnieniu się od niewiedzy. W ten sposób powstają sekty gnostyckie. Jednym z przykładów takich ugrupowań jest „Towarzystwo teozoficzne”, założone w 1875 roku przez Amerykankę rosyjskiego pochodzenia – Helenę Pietrowną Bławatską. Celem tego ruchu miało być zestawienie mądrości wszystkich religii. W istocie, można się tam dopatrzyć kabalistyki, mistyki, magii o zabarwieniu egipskim, hinduizmu i chrześcijaństwa. Z teozofii wyłoniło się towarzystwo „Powszechne braterstwo”, założone w USA przez Katarzynę Tingley, oraz „Towarzystwo antropozoficzne”, założone w Niemczech przez Rudolfa Steinera. Innym gnostyckim ugrupowaniem jest „Christian Science”, które powstało w 1866 roku w USA.

Zatem sekta może wyrosnąć zarówno na gruncie sprzeciwu wobec oficjalnej religii, niezależnych interpretacji pism świętych, przeżycia mistycznego, jak i własnego poszukiwania prawdy. Chociaż nie każda sekta jest oderwaniem się od jakiejś konkretnej religii, to jednak prawie zawsze do sekt przychodzą ci, którzy są rozczarowani swoją poprzednią religią, a nie są jeszcze gotowi, aby się obejść bez żadnej religii. Oczywiście obchodzenie się bez religii nie musi oznaczać ateizmu. Można bowiem wierzyć w Boga bez pomocy pośredników. Jednak taka wiara jest przymiotem ludzi kreatywnych, którzy mogą raczej dawać początek nowym nurtom religijnym, niż do nich wstępować jako wyznawcy. Przeważająca większość to ludzie reaktywni, którzy na ogół nie tworzą swego życia w oparciu o własne koncepcje, własne wybory i własne doświadczenia, ale wsłuchują się w cudze opinie, wybierają cudze koncepcje i powielają cudze, podjęte już kiedyś przez innych decyzje. Dotyczy to szerokiego zakresu wszystkich dziedzin życia, począwszy od sposobu ubierania się i fryzury, a skończywszy na zagadnieniach moralnych i pojmowaniu Boga. Ludzie tacy nie chcą sami decydować w sprawach zasadniczych. „Niech ktoś postanowi, ja się podporządkuję” - mówią. „Niech ktoś mi powie, co jest dobre, a co złe!”. „Niech ktoś mi powie, co jest słuszne, a co nie!”. „Niech ktoś mi powie w co mam wierzyć i jak mam wierzyć!”. „Niech ktoś za mnie zadecyduje!”. To może się wydawać niewiarygodne, ale wielu opiera się na cudzych decyzjach nawet przy przechodzeniu przez ulicę. Jakże często w dużych miastach widzimy grupkę ludzi stojącą na czerwonym świetle. Mimo, że nic nie jedzie, nikt nie przechodzi. Jeśli jednak ktoś się odważy i przejdzie pierwszy, wtedy cała grupa podąży za nim. Taki schemat można by nazwać „owczym pędem” lub „podążaniem za przewodnikiem”. Tego typu ludzie, a jest ich większość, odczuwają silną potrzebę jakiejś władzy, jakiegoś kierownictwa (w tym również duchowego) nad sobą, - stąd wielka popularność religii. Nie jest w gruncie ważne, jaka to jest religia, byleby udzielała jasnych i stanowczych odpowiedzi na podstawowe pytania egzystencjalne. Im bardziej jest sztywna w swoich wymaganiach, tym bardziej jest przez takich ludzi ceniona.

Najczęściej ludzie się grupują wokół wielkich religii światowych, jak różne odmiany chrześcijaństwa, islamu i buddyzmu, a także i wielu mniejszych. Jednak odpowiedzi, jakie oferują dane religie z czasem przestają niektórym wystarczać, a pewne, tkwiące w nich mity i zmyślenia, nie wytrzymują próby czasu. Kościoły głoszą, że Słońce kręci się wokół Ziemi, a tu pojawia się człowiek z otwartym umysłem, którzy dowodzi, że jest odwrotnie. Bibliści wyliczają, że świat trwa nie dłużej, niż kilka tysięcy lat, a naukowcy dowodzą, że trwa już miliardy lat. Bardziej dociekliwi wyznawcy zaczynają się z czasem zastanawiać: „Jak to jest, że Bóg dał człowiekowi wolną wolę, a jednocześnie żąda spełniania swojej woli, pod groźbą skazania na wieczne męki?”. Dlaczego mamy się bać tego, który jest miłością? Dlaczego rodzimy się obciążeni piętnem niegodziwości, ponosząc konsekwencje grzechów praprzodków? Jednak nie uzyskują zadowalających odpowiedzi na tego typu wątpliwości od swoich duchowych przewodników, bo „sztywność” teologii nie pozwala na dostosowanie jej do nowych pytań i wprowadzenie odpowiednich zmian. Taka sytuacja daje czasem powody do zwątpienia i poszukiwania odpowiedzi w różnych sektach.

Kolejnym powodem rozczarowań może być rozmijanie się oczekiwań odnoszących się do danej religii, opartych na tym co ta religia głosi, z codzienną praktyką, jaką niesie życie. Młodzież, a nawet starsze dzieci często dostrzegają hipokryzję dorosłych w sprawach religii i moralności. Ksiądz, który ślubował celibat, ma troje dzieci. Biskup molestuje seksualnie kleryków. Proboszcz jadąc po pijanemu powoduje wypadek. Przykład idzie również od rodziców. Matka, z jednej strony stale poucza swoją córkę, że nie wolno kłamać, ale pewnego dnia mówi do niej: „Gdyby dzwoniła pani Kowalska, powiedz, że mnie nie ma”. Ojciec blokuje synowi możliwość korzystania z erotycznych stron internetowych, a równocześnie sam do nich często zagląda. Młodzi zauważają znacznie więcej, niż się dorosłym wydaje i szybko odkrywają, że religijność wielu ludzi jest głównie „na pokaz”. Obraca się to w końcu przeciw samej religii i skłania niektórych do poszukiwania w sektach tego, czego nie znaleźli w swoim kościele.

Inni szukają w swoich kapłanach i w swoich współwyznawcach miłości, a spotykają hipokryzję i świętoszkowatość, co również może być powodem rozczarowań, prowadząc ostatecznie do zwątpienia w oferowaną drogę do Boga i poszukiwania alternatywnych dróg w sektach. Nierzadko powodem takiego stanu rzeczy jest brak miłości w rodzinie. Często również surowe, purytańskie wychowanie, kojarzące religię i Boga z jakimś przymusem raczej niż z miłością, oparte na dyscyplinie i lęku, prowadzi do poddawania tej religii w wątpliwość i kończy się czasem przejściem do sekty lub nawet ateizmem.

Zdarzają się również przypadki zwykłego „zauroczenia sektą” lub „uwiedzenia przez sektę”, która ze względu dużą siłę przekonywania, ciekawsze odpowiedzi na podstawowe pytania egzystencjalne i atrakcyjniejsze obietnice, przyciąga kogoś bardziej, niż kościół, do którego do tej pory należał. Tak już jest, że jedni potrafią być wierni swoim przekonaniom przez całe życie, a inni – podatni na wpływy, łatwo ulegający sugestii – często je zmieniają. Czy to dobrze, czy źle? Dobrze, jeśli prowadzi do duchowego rozwoju, źle – jeśli wiedzie na manowce. Właściwie ocenić to może jedynie sam zainteresowany.

Czy sekty są niebezpieczne?

Właściwie wszystko może być niebezpieczne, nawet przejście przez ulicę, jeśli się nie uważa. Ernest Hemingway opisał w którejś ze swoich książek przypadek chłopca, który potraktował dosłownie biblijne zalecenie odcinania grzesznych członków i nie mogąc sobie poradzić z własną seksualnością – amputował swoje narządy płciowe6. Tak więc nawet oficjalne religie mogą niekiedy być niebezpieczne. Wszystko zależy jednak od tego, czy dana osoba podchodzi do swojego wyznania świadomie i z pełnym jego zrozumieniem, czy też jej stosunek do religii jest tylko pakietem niedojrzałych reakcji. W najgorszej sytuacji są osoby podatne na wpływy różnych „autorytetów”, łatwo ulegające sugestii. Tacy ludzie mogą być bez większych trudności „uwiedzeni” przez jakąś sektę, zwłaszcza, gdy ta sekta stosuje psychologiczne metody uzależniania (np. od „guru”) zwane popularnie „praniem mózgu”. Jednak tego typu uzależnienie wytwarzają nie tylko sekty, ale i kościoły, poprzez głoszoną teologię, wykorzystując do tego naukę religii, katechizacje, rekolekcje, a także coniedzielne kazanie na obowiązkowej mszy. Różnica polega na tym, że działania kościołów uzyskują pełną społeczną akceptację, a działania sekt – nie. Jeśli młody człowiek pójdzie do seminarium duchownego czy wstąpi do klasztoru (nawet gdyby chodziło o wizytki, kamedułów lub trapistów), to rodzina z tym się zwykle godzi, a często jest to dla niej powód do dumy i radości7. Gdy pójdzie do sekty, podnosi się larum: „Sekta nam porwała syna (córkę)!”.

Niebezpieczeństwo uzależnienia się od jakiegoś religijnego ugrupowania tkwi nie tyle w tym ugrupowaniu co w ludzkiej podatności na wpływy. Jeśli jednak mielibyśmy się dopatrywać negatywnej roli religii, to zawierałaby się ona w głoszeniu - przez niemal wszystkie formacje religijne - swojej wyższości. Nie tylko sekty, ale nawet niektóre kościoły ogłaszają, że oferują jedynie słuszną drogę do Boga, że tylko one prowadzą do zbawienia, że tylko ich kapłani są boskimi namiestnikami. Przekonanie, że istnieje tylko jedna właściwa droga do Boga, w połączeniu z mnogością religii i sekt głoszących swoją wyższość, stwarza dylemat najwłaściwszego wyboru. Nic dziwnego, że czasem zwycięża to ugrupowanie, które o swojej wyjątkowości potrafi najlepiej przekonać niezdecydowanych.

Zjawisko przywiązywania się do sekt, kościołów czy różnego rodzaju tradycji jest przejściowe i dotyczy ludzi niedojrzałych duchowo. Ci, którzy w końcu zrozumieją, że Królestwo Boże jest w nich samych, nie szukają już go więcej w domach z drewna i kamienia. Ci, którzy wreszcie pojmą, że istnieje jedna, wspólna dla wszystkich droga do Boga i jest nią miłość, nie potrzebują już przewodników ani rytuałów. Jednak, dopóki to nie nastąpi, będą szukać i będą czasem błądzić. Nie jest naszą rzeczą ich osądzać, bo może właśnie przynależność do jakiejś sekty pozwoli im zrozumieć to, czego dotychczas nie rozumieli i w końcu odnaleźć dla siebie najlepszą drogę8. Niestety, niektóre kościoły (w tym również kościół katolicki) prowadzą bezpardonową walkę ze wszystkimi sektami, traktując każdą z nich jako potencjalne zagrożenie. Dzieje się to zarówno za sprawą oficjalnych przedstawicieli kościoła (np. dominikanów), mediów o profilu religijnym (np. Radia Maryja), czy licznych stowarzyszeń do walki z sektami. Działacz jednego z takich towarzystw, pokazywany swojego czasu dość często w polskiej telewizji, wielokrotnie powtarzał, że: „Każda sekta to organizacja przestępcza podająca się za kościół”. W walce z sektami stosuje się chwyty poniżej pasa, np. potępia się grupę „Hare Kriszna” tylko dlatego, że jacyś jej członkowie byli zamieszani w zabójstwo. Przecież na tej samej zasadzie można by potępić kościół katolicki, bo wielu zbrodniarzy (w tym Hitler i Mussolini) było katolikami. Atakuje się nie tylko sekty, ale astrologię, parapsychologię, wróżbiarstwo, a nawet różdżkarstwo czy bioenergoterapię, chociaż wymienione dziedziny sektami nie są ani ich nie tworzą. Kilka lat temu, na antenie Radia Maryja, zaproszony gość (tytułowany profesorem) z wielką powagą dowodził, że „kto uprawia medytację ten naraża na wielkie niebezpieczeństwo swój umysł”, a „kto jest wegetarianinem, ten szkodzi swojemu zdrowiu”.

Taka postawa niektórych działaczy religijnych i przedstawicieli kościelnej hierarchii jest podyktowana lękiem. Uważają oni, że tylko ich kościół ma monopol na interpretację pism, głoszenie jaki jest Bóg i co jest po fizycznej śmierci. Boją się, że niektóre dziedziny ludzkiej działalności mogą prowadzić do doświadczenia czegoś innego niż oni głoszą, dlatego nieufnie podchodzą do prywatnych przeżyć mistycznych, przeżyć na granicy śmierci, doznań „poza ciałem”, doświadczeń parapsychologicznych, itp. Ponieważ sami się boją utraty władzy i autorytetu, zasiewają „bojaźń Bożą” w innych. Żądają „przylgnięcia posłuszeństwem wiary” do tego co podają do wierzenia, a niezależne myślenie nie jest przez nich mile widziane.

Jednak trzeba przyznać, że istnieje pewien stosunkowo niewielki odsetek sekt szczególnie niebezpiecznych. Sekty takie głoszą teologie przeciwne życiu i często łamią prawo. Niektóre z nich ograniczają swoim członkom wolność osobistą (np. możliwość poruszania się), inne posuwają się aż do przemocy fizycznej, jeszcze inne - zmuszają np. do zbiorowych samobójstw. Są również i takie, które nakłaniają do popełniania przestępstw, w tym morderstw, jak np. „Najwyższa prawda”, której przywódca polecił wpuszczenie trującego gazu do tokijskiego metra. Niejednokrotnie przywódcy takich sekt uzależniają od siebie swoich członków, wywierając na nich silny, czasem nawet hipnotyczny wpływ.

Szczególnym rodzajem ugrupowania religijnego, a może raczej antyreligijnego, jest satanizm. Jest on niemal całkowitym zaprzeczeniem tego, co głoszą wszystkie inne religie. Zamiast miłości głosi nienawiść. Zamiast przebaczenia – zemstę. Zamiast wstrzemięźliwości – żądzę. Zamiast wiary w dobro i zło – wiarę w siłę. Na szczęście nie jest on zbyt licznie reprezentowany, zwłaszcza w katolickiej Polsce, a działalność satanistów ogranicza się na ogół do wypisywania satanistycznych symboli na murach, czarnych mszy, czy demolowania nagrobków na cmentarzach9. Jednak należy zdecydowanie stwierdzić, że satanizm, ze względu na głoszoną naukę, jest jednym z najbardziej niebezpiecznych ugrupowań na świecie i niebranie pod uwagę zagrożenia jakie z sobą niesie byłoby głupotą. Z drugiej strony nie sposób nie zauważyć, że to nie satanizm stworzył mit szatana, lecz religie powołały go do istnienia i dlatego w jakimś stopniu są odpowiedzialne za powstanie satanizmu10.

Nie można jednak obracać się przeciw wszystkim sektom11 tylko dlatego, że niektóre z nich sprzeciwiają się prawu, sieją zamęt w umysłach i nawołują do zbrodni. Każdy dorosły człowiek ma prawo wierzyć w to, w co chce wierzyć. Ogłasza to Powszechna Deklaracja Praw Człowieka ONZ12, a gwarantują konstytucje większości krajów. Dlatego wszystkie poglądy, które nie sprzeciwiają się życiu i nie prowadzą do łamania prawa, należy uszanować. Każdy ma bowiem prawo dochodzenia do własnej prawdy, na swój jedyny i niepowtarzalny sposób.

Powrót do początku tekstu


Bóg

Honor

Jałmużna

Konopie

Kradzież

Miłość

Obraza

Polityka

Prawda

Religijność

Rozwód

Sekta

Strach

Szczęście

Terroryzm

Wymóg


1 Helmer Ringgren i Åke V. Ström, Religie w przeszłości i w dobie współczesnej, Książka i Wiedza, 1975, s. 52-53. Autorzy wymieniają jeszcze czwartą kategorię – organizację religijną, która zajmuje się tylko pewną stroną życia religijnego i de facto religią nie jest.

2 Amisze stanowią przykład społeczności, w której wiara jest ściśle powiązana z praktyką codziennego życia. Naruszenie zasad wiąże się z wyłączeniem danej osoby z grupy.

3 Albigensi to francuska odmiana katarów. Nazwa wywodzi się od miasta Albi, w którym mieszkało wielu z nich. Katarzy działali we Włoszech, Francji, Flandrii i Nadrenii. Obecnie zespół muzyczny „ERA” nawiązuje w tekstach swoich piosenek do tych czasów.

4 W 1968 roku w Japonii było 722 ugrupowań, a w USA było ich 256 i stale pojawiały się nowe. Obecnie liczba sekt na całym świecie prawdopodobnie grubo przekracza tysiąc.

5 Niektórzy podają, że J. Smith miał pierwsze objawienia dopiero w wieku 15 lat. Kilka lat później anioł Moroni miał mu objawić miejsce zakopania złotych tablic ze świętym tekstem, które Smith przetłumaczył, tworząc w ten sposób Księgę Mormona – podstawę teologiczną tej religii.

6 Samokastracja w chrześcijaństwie rozpowszechniła się począwszy od drugiego wieku i była motywowana koniecznością likwidacji źródła grzechu. Sobór Nicejski w IV w. postanowił położyć temu kres. Nie udało się jednak zabronić samookaleczeń do końca. Jeszcze w XVIII wieku, w rosyjskiej sekcie skopców, poddawanie się kastracji było bardzo rozpowszechnione. Obecnie w kulturze chrześcijańskiej to zjawisko nie występuje, a przypadek opisany przez Hemingwaya był odosobniony.

7 W wielu środowiskach, zwłaszcza wiejskich, kapłan w rodzinie jest dla niej wielkim wyróżnieniem i zaszczytem. Pewien ksiądz opowiadał w jednym z programów telewizji TVN, że jego matka, podczas rozmowy o możliwości porzucenia przez niego stanu kapłańskiego, powiedziała: „Wolałabym widzieć cię w trumnie”.

8 Gdy ktoś chce naprawdę poznać, co jest słuszne, musi doświadczyć rzeczy niesłusznych, np. ten który brzydzi się wojną, musi czasem pójść na wojnę, aby w pełni zrozumieć, czym ona jest w rzeczywistości.

9 Niestety, zdarzały również przypadki morderstw. W Polsce podczas satanistycznej ceremonii na cmentarzu zabito młodą dziewczynę. Sprawca obecnie odsiaduje wyrok 25 lat więzienia.

10Wielu wyznawców różnych religii opartych na nurcie judeochrześcijańskim i islamskim głęboko wierzy w szatana i jego potęgę. Również kościół katolicki przydaje mu duże znaczenie, zwłaszcza w doktrynie o grzechu pierworodnym czy uzasadnianiu grzeszności ludzi współczesnych. W doktrynach wschodnich, a zwłaszcza w buddyzmie i hinduizmie, tak pojmowany szatan nie istnieje; uważa się, że tylko człowiek jest odpowiedzialny za zło, jakie wyrządza innym. Mówi się w nich co prawda czasem o demonach, ale są to zabłąkane, mało świadome dusze raczej niż dysponujący wielką mocą buntownicy walczący z Bogiem, odpowiedzialni za zboczenie ludzkości z właściwej drogi.

11Histeryczne reakcje niektórych kościołów na działalność sekt nie są zwykle, wbrew ogłaszanym deklaracjom, walką z niebezpiecznymi organizacjami przestępczymi, ale na ogół są walką z konkurencją.

12Artykuł 18 tej deklaracji głosi: „Każdy człowiek ma prawo wolności myśli, sumienia i wyznania; prawo to obejmuje swobodę zmiany wyznania lub wiary oraz swobodę głoszenia swego wyznania lub wiary bądź indywidualnie, bądź wespół z innymi ludźmi, publicznie i prywatnie, poprzez nauczanie, praktykowanie, uprawianie kultu i przestrzeganie obyczajów”.