Mój prywatny słownik

Poprzednie hasło

 

Powrót

 

Następne hasło

Religijność

Człowiek religijny to ten, który wypełnia nakazy swojej religii, zwykle z głęboką wiarą w ich sens. Religijność jest więc przede wszystkim praktyką dawania świadectwa swojej wiary, poprzez stosowanie się do nauk danej religii. Wypełnianie nakazów jest zwykle obowiązkiem wyznawców większości religii. Np. w Kościele Katolickim, z uwagi na dogmat nieomylności w sprawach wiary i moralności, każdy katolik jest obowiązany „przylgnąć posłuszeństwem wiary” do tego, co kościół „podaje do wierzenia jako objawione przez Boga”1 W wielu sektach wymaga się nie tyle wiary w dogmat, co w mistrza, bowiem żąda się uznania przywódcy sekty za bezwzględny autorytet i całkowitego podporządkowania temu „guru”. Tak czy inaczej, religijność zawsze prowadzi do ugruntowania się pewnego systemu przekonań opartych na wierze w dogmaty wzmacnianej przez wiarę w autorytety. Człowiek religijny spełnia więc wszystkie nakazy swojej religii, a w szczególności uczestniczy w nakazanych ceremoniach i obrzędach. Czy wobec takich obwarowań i ograniczeń jest jeszcze w takim kimś miejsce na wiarę w Boga? Oczywiście że tak, ale nie jest to zwykle wiara w takiego Boga „jaki jest” lub „jaki być może jest”, ale w takiego „jaki powinien być wedle dogmatu”. Tak więc prawowierny muzułmanin wierzy, że Bóg jest jeden i ludowy hinduistyczny politeizm czy henoteizm uważa za straszną herezję; nie może nawet zaakceptować chrześcijańskiej Trójcy Świętej. Chrześcijanin wierzy w to, że Bóg jest w trzech osobach ale nie może pojąć, jak wykształcony Hindus może wierzyć w nieosobowego Boga. Z kolei wykształcony Hindus uważa, że wierzyć w osobowego Boga, to mieć niższego rzędu wyobrażenie Boga i że jest to świadectwo niedojrzałości duchowej. Oczywiście nie wszyscy wierzący zagłębiają się w zawiłości nauk głoszonych przez ich religie. Jednakże każdy głęboko religijny człowiek wierzy w jeden podstawowy metadogmat: „Moja religia jest prawdziwa”. Tej wierze zwykle towarzyszy pewna uczuciowa podstawa. Takie podejście do religii często implikuje bezwarunkowe przyjęcie dogmatów szczegółowych, nawet bez ich pełnego zrozumienia.

Należy koniecznie odróżnić pojęcia religii i religijności od wiary i bycia wierzącym. Nie każdy bowiem człowiek wierzący jest religijny, a istnieją ludzie religijni, którzy mają wiarę niepełną. Istnieją bowiem dwa typy wiary: wiara podstawowa i wiara w system religijny (nadbudowę). Wiara podstawowa nie odwołuje się do wielości rytuałów ani dogmatów, ani też nie polega na umysłowych spekulacjach. Jest ona odpowiedzią na wołanie ducha. Polega na głębokiej wierze w „Tego Który Jest”, w Boga prawdy i miłości, stanowiąc świadectwo wysokiego rozwoju duchowego. Wiara podstawowa jest więc podobna u wszystkich, niezależnie od tego, czy i z jaką religią są związani. Jej esencja jest zawarta w niektórych skierowanych do Boga modlitwach, np. tej, znanej z literatury starożytnych Indii i równocześnie najczęściej cytowanej współcześnie2:


Od złego prowadź mnie do dobrego,
od ciemności prowadź mnie do światłości,
od śmierci prowadź mnie ku nieśmiertelności!

(Bryhadaranjaka-upaniszad 1,3)


Ta modlitwa może być chyba zaakceptowana przez wszystkie religie świata! Podobną rolę mogłoby być może pełnić chrześcijańskie „Ojcze nasz”. Ale już np. „Symbol apostolski” zupełnie by się do tego nie nadawał. Zawiera on bowiem elementy religijnego systemu. Wiara deklarowana w ”Symbolu apostolskim” nie jest więc wiarą podstawową, jest to wiara w system. Podobnie islamskie wyznanie wiary („Nie ma Boga prócz Allacha...”) jest wyznaniem wiary w system. Ciekawe, że te dwa wymienione rodzaje wiary nie muszą ze sobą współistnieć. Można mieć głęboką wiarę podstawową, a nie wierzyć w jakikolwiek istniejący system religijny. Zdarza się to najczęściej u ludzi rozwijających się duchowo, którzy nie szukają prawdy w rytuałach i dogmatach, ale szukają jej poprzez Ducha. W skrajnym przypadku może to nawet prowadzić do porzucenia religii, z równoczesną głęboką wiarą i całkowitym oddaniem się Bogu. Taką możliwość opisuje Bhagavad-Gita (Bhagavad-Gita, 18,66), ale jest ona udziałem tylko nielicznych. Może być i odwrotnie, tj. można wierzyć w system religijny bez wiary podstawowej. Ten rodzaj religijności jest udziałem wielu. Dotyczyć to może też tych, którzy z teologią są związani profesjonalnie. Np. filozof i zakonnik Józef Bocheński na krótko przed śmiercią przyznał publicznie w jednym z wywiadów telewizyjnych, że był okres w jego życiu, gdy nie miał wiary podstawowej, wierząc równocześnie w system. Religijność zawsze więc opiera się na wierze w system, ale nie zawsze musi jej towarzyszyć wiara podstawowa.

Bycie religijnym zwykle jest zjawiskiem ze wszech miar pozytywnym. Dzięki religii wzbogacają się ludzkie uczucia i rozwija się sfera duchowa. Życie człowieka religijnego staje się bardziej uporządkowane poprzez poddanie go kontroli i ograniczeniom wynikającym z religijnych nakazów i zakazów. Człowiek taki przestrzegając prawa moralnego głoszonego przez swą religię, rozwijając cnoty i pełniąc dobre czyny, zwykle staje się wzorem dla innych. Religijność wiąże się z uczestnictwem w jakiejś wspólnocie, sprzyja więc integracji ludzi. Religia pozwala na szybkie zaspokojenie ludzkiej potrzeby szukania prawdy, zwykle bez większego wysiłku, oferując gotowe odpowiedzi. Daje również wierzącym poczucie bezpieczeństwa. Systemy religijne mówią ludziom co dobre a co złe, w co mają wierzyć, jak mają żyć, itp. U wielu ludzi, na pewnym etapie ich rozwoju, postawy życiowe, w tym poglądy religijne, zależą przede wszystkim od instytucji aktualnie sprawującej władzę (również duchową). Ludzie ci są niezmiernie przywiązani do określonych praw, rytuałów, gestów, form czy języka. Dla takich ludzi bycie religijnym staje się niemal koniecznością. Zwykle wiąże się to jednak tylko z wiarą w system. Jest jednak szczególnie korzystne, jeżeli człowiek religijny potrafi połączyć wiarę podstawową z wiarą w system. Wiara podstawowa jest bowiem tym, co w sposób szczególny zbliża do Boga. Tak więc wówczas słowo „religia” staje się tym, co etymologicznie znaczy (z łac. re - ponownie, ligio - związać, zacieśnić), a „religijność” staje się odnawianiem związku z Bogiem.

Niestety, religijność czasem wiąże się z pewnymi aspektami negatywnymi. Jednym z nich jest np. koncentracja życia religijnego na nawykowym, mechanicznym traktowaniu obrzędów i rytuałów, tj. na religijnej nadbudowie, bez wiary podstawowej, co w skrajnych przypadkach może przybrać postać bigoterii. Innym jest dosłowne pojmowanie mitologii, która w mniejszym lub większym stopniu tkwi w każdej religii, co prowadzi do postaw fundamentalistycznych. Zastąpienie metadogmatu „Moja religia jest prawdziwa” innym metadogmatem: „Tylko moja religia jest prawdziwa a wszystkie inne są fałszywe” wyzwala religijną nietolerancję a nawet wrogość. W imię takiego metadogmatu prowadzono wojny religijne i palono na stosie heretyków. Stąd właśnie biorą się zwroty „naród wybrany”, „niewierny”, „kocia wiara”, „heretyk” oraz „poza kościołem nie ma zbawienia”, chociaż ten ostatni złagodzono w czasach współczesnych, rozszerzając definicję kościoła. Następne możliwe wypaczenia to pomieszanie religii z magią i kultywowanie różnych zabobonów. Jeszcze innym negatywnym aspektem religii jest próba projekcji religijnych dogmatów na inne dziedziny życia, nie związane z religią, np. na naukę. Mniemanie, że władza kościelna może się wypowiadać o faktach należących do dziedziny nauki, spowodowało w przeszłości wiele zła. Jego odrzuceniu dał wyraz Galileusz w słowach: „Pismo Święte uczy nas, jak dostać się do nieba, a nie jak niebo się obraca”.

Jest niewątpliwe, że wszystkie systemy podlegają ewolucji idącej w kierunku dostosowania się do zmian, a często i do ulepszenia tych systemów. Tak więc np. stare, niedoskonałe teorie naukowe są zastępowane nowymi, lepiej opisującymi rzeczywistość. Takim zmianom podlegają również obyczaje, prawo i wiele innych dziedzin życia człowieka. Zmianom podlegają również systemy religijne. Jak wynika z lektury Biblii, za czasów Mojżesza zbieranie chrustu w szabat można było przypłacić życiem, podczas gdy za czasów Jezusa naruszenie szabatu kończyło się już tylko na krytyce ze strony faryzeuszy. Galileusz przypłacił głoszenie poglądów kopernikańskich aresztem domowym (miał szczęście, bo niektórzy z tego powodu zginęli na stosie), ale pod koniec XX wieku został wreszcie przez kościół katolicki oczyszczony z zarzutów. Jednakże ewolucja systemów religijnych jest zwykle bardzo powolna, ponieważ systemy te zwykle dość mocno opierają się zmianom. Uzasadnienie takiej postawy jest wzniosłe, mówi się tu najczęściej o obronie „depozytu wiary”, „prawd objawionych”, „wartości” i zachowaniu „tradycji”. W rzeczywistości nie zawsze jednak chodzi o obronę „prawdy objawionej przez Boga” czy „słowa bożego” zawartego w pismach, ale raczej ich dotychczasowej interpretacji. Sprawa jest szczególnie trudna wtedy, gdy wprowadzanie zmian by wymagało zaprzeczenia istniejącym dogmatom. Czasami rzecz wydaje się być prawie niemożliwa, np. zniesienie zakazu transfuzji krwi u Świadków Jehowy. Co by wtedy powiedziały matki, które zabroniły przetaczania krwi swoim dzieciom i które wskutek tego zmarły? Podobnie jest i z innymi ugrupowaniami religijnymi. Wielu dogmatów nie można skorygować z dnia na dzień tylko dlatego, że zbyt wielu w nie wierzy i ich zmiana lub zniesienie spowodowałoby u wielu ludzi szok, protesty, a może nawet odłączenie się od kościoła. Należy tu pewne sprawy właściwie zrozumieć. Konserwatyzm systemów religijnych nie jest jeszcze sam w sobie tak zupełnie, do końca zły. Pewna stabilizacja prawa moralnego i innych prawd fundamentalnych jest konieczna dla zachowania systemu. Wielu dostojników kościelnych obawia się bowiem, że gdyby pozwolić na swobodne reformy systemów religijnych, prawdopodobnie pojawiło by się tak wiele reformatorów i reform, że systemy te szybko by się rozpadły, a owi dostojnicy straciliby swoją władzę. W Kościele Katolickim te obawy prawdopodobnie wpłynęły na zahamowanie procesu reform zainicjowanych przez Sobór Watykański II3. Jednak z drugiej strony, konserwatyzm za wszelką cenę, utrzymywanie dogmatów „na siłę” nawet wbrew odkrywanej prawdzie, jest wypaczeniem przeciwnego rodzaju. Dzieje się tak nie ze względu na jakieś wyższe dobro, ale ze względu na pewne osoby. Ochrona pewnych autorytetów staje się wówczas ważniejsza od ochrony prawdy. Tak więc członek jakiejś sekty nie może zakwestionować tego, co powiedział „guru”, bo jest on autorytetem ostatecznym. Niestety, również i kościół katolicki sformułował dogmat o nieomylności Urzędu Nauczycielskiego Kościoła i papieża osobiście w sprawach wiary i moralności. Dziwny to dogmat i chyba nie akceptowany przez większość religii światowych. Bhagavad-Gita mówi, że „w materialnym świecie każda istota jest omylna” [Bhagavad-Gita 15,16]. Nawet Jezus w czasie swego ziemskiego bytowania przejawiał ludzkie słabości, gniew, trwogę. On też powiedział, że Ojciec jest większy od niego [J, 14,28], a także nie pozwolił się nazwać dobrym, twierdząc, że tylko Bóg jest dobry [Mk 10,17-18]. Jeśli więc nawet Jezus nie uważał się za dobrego, to czy ktokolwiek ze śmiertelnych na tej ziemi może uważać się za nieomylnego? Ponieważ nie można poddawać w wątpliwość tego co nieomylne, wierzący musi przyjmować za prawdę to co mu podano. Prowadzi to do ograniczenia wolności wierzącego w poszukiwaniu prawdy. Wierzący może już tylko bronić ustalonych prawd wiary, dobierając argumenty do z góry założonej tezy. Taka wiara staje się więc „niereformowalna” przynajmniej w sensie możliwości indywidualnych interpretacji religii oraz wprowadzania szybkich zmian do całego systemu. Możliwe są tylko powolne procesy ewolucyjne, trwające dziesięciolecia a nawet i stulecia.

Wydaje się więc, że do najgorszych cech wielu religii można by zaliczyć to, że wymaga się od ich wyznawców bezwarunkowego uznania głoszonych przez nie dogmatów, oraz rezygnacji z poszukiwania własnej prawdy. Niejedna religia stara się przy tym przekonać ludzi, że ma ona odpowiedzi, których ci ludzie nie mają, podkopując przy tym ich wiarę w siebie i w możliwość bezpośredniej interakcji z Bogiem. Jednocześnie taka religia często kreuje się na jedynego pośrednika między Bogiem i człowiekiem twierdząc, że tylko ona zapewnia właściwy rezultat (np. wymieniana już katolicka formuła „poza kościołem nie ma zbawienia”).

Największym zatem niebezpieczeństwem, jakie może się wiązać z byciem religijnym, jest zamykanie się na przypływ prawdy i otaczanie się skorupą przekonań narzuconych przez tę religię. Taki stan był zawsze udziałem wielu niedojrzałych duchowo ludzi od zarania dziejów, niestety, dzieje się tak również w czasach współczesnych. Rozwój duchowości (wiary podstawowej), szukanie prawdy poprzez odwołanie się bezpośrednio do Boga, skutecznie przeciwdziała temu niebezpieczeństwu.

Powrót do początku tekstu


Bóg

Honor

Jałmużna

Konopie

Kradzież

Miłość

Obraza

Polityka

Prawda

Religijność

Rozwód

Sekta

Strach

Szczęście

Terroryzm

Wymóg


1 Katechizm Kościoła Katolickiego, Wydawnictwo Pallotinum, 1994, akapit 890-891, s. 222.

2 Tekst zaczerpnięto z książki: Helmer Ringgren, Åke V. Ström, Religie w przeszłości i w dobie współczesnej, Książka i Wiedza, 1975, s. 358.

3 Oczywiście nie można powiedzieć, że Kościół wycofał się z tych reform, bo niektóre postulaty, zwłaszcza te, które dotyczą ekumenizmu, zostały w pełni zrealizowane. Jednak niektórzy uważali, że Sobór Watykański II to dopiero początek i że będzie jeszcze dalszy ciąg, który jednak nie nastąpił. Kościół nie zmienił swojego stanowiska w sprawie kapłaństwa kobiet, celibatu księży, antykoncepcji (z wyjątkiem metod naturalnych), itp.