Mój prywatny słownik

Poprzednie hasło

 

Powrót

 

Następne hasło

Konopie1

Trochę historii

Ojczyzną konopi jest Azja. Występują tam trzy gatunki tej rośliny. Jedną z nich jest cannabis rudealis, która rośnie na terenie Afganistanu, Kazachstanu, Kirgistanu, Turkmenistanu i Uzbekistanu. Drugi gatunek to konopie indyjskie (cannabis indica) rosnący na Półwyspie Indyjskim. Najbardziej rozpowszechniona jest trzecia, środkowo-azjatycka odmiana tej rośliny o nazwie konopie siewne (cannabis sativa), która została przewieziona do Europy, a po odkryciu Ameryki, również i na ten kontynent. Najstarsze wzmianki o stosowaniu konopi pochodzą z 2600 roku p.n.e. W Polsce konopie są znane od tysiąca lat. Odmiana siewna była uprawiana głównie na włókno otrzymywane z łodyg, z którego wyrabiano sznury, liny, worki, a nawet przędziwo tekstylne. Nasiona wykorzystywano do tłoczenia oleju. Na konopnych płótnach malowano obrazy, używał ich m. in. Vincent van Gogh. Znane były również narkotyczne właściwości tej rośliny. Odmianę indyjską (cannabis indica) wykorzystywano od starożytności do wytwarzania haszyszu. Po skolonizowaniu Indii przez Wielką Brytanię wzrosło w Europie zainteresowanie narkotycznym, a także leczniczym działaniem konopi. Rozważano również możliwość zastosowania tej rośliny w medycynie. W 1839 została z powodzeniem użyta jako środek znieczulający przy bólach reumatycznych i bólach tężcowych. Również angielska królowa Wiktoria stosowała konopie dla złagodzenia bólów menstruacyjnych.

Na kontynencie amerykańskim konopie zaczęły być uprawiane z tych samych powodów, co i w Europie. Otrzymywano z nich mocne liny, żagle, worki, a z ich nasion – olej. Włókno konopne wykorzystywano również do produkcji tkanin. Niewiele osób wie, że pierwsze LEVIS-y były sporządzone właśnie z konopi. Wykonywano z nich również flagi amerykańskie. Zwyczaj palenia wysuszonej mieszanki kwiatostanu i liści rozpowszechnił się najpierw w Meksyku, ale na początku XX wieku został przeniesiony do Stanów Zjednoczonych poprzez imigrantów meksykańskich, którzy przywieźli również ze sobą meksykańską nazwę konopi – „marihuana”.

Początkowo Amerykanie, tak jak i reszta świata nic nie mieli przeciw konopiom. Co prawda na początku dwudziestego wieku pojawiły się lokalne zakazy na granicy z Meksykiem2, ale skierowane one były bardziej przeciw imigrantom latynoskim niż przeciw samej marihuanie. W okresie tzw. „prohibicji” nie zwracano większej uwagi na marihuanę, ponieważ głównym celem ataków był wówczas alkohol, który obwiniano o zepsucie moralne społeczeństwa amerykańskiego. Prohibicja poniosła jednak kompletne fiasko, a jedynym jej efektem było powstanie potężnej mafii alkoholowej, która po zniesieniu zakazu dystrybucji alkoholu przekształciła się w mafię narkotykową. Wówczas to przyczyn degradacji moralnej zaczęto upatrywać w narkotykach. Równocześnie w tym czasie rozwijało się coraz bardziej przemysłowe wykorzystanie włókna konopnego, które znajdowało wciąż nowe zastosowania, m. in. podjęto zaawansowane próby przemysłowego wykorzystania tych włókien do produkcji papieru. Rezultaty były zachęcające. Pewną przeszkodą w masowym wykorzystaniu były trudności w pozyskiwaniu oraz obróbce włókna, ale i z tym sobie poradzono, wynajdując bardzo skuteczne maszyny przyspieszające przetwarzanie konopi. Szczególnie w latach 30-tych zaczęto wiązać z tą rośliną duże nadzieje. Np. magazyn „POPULAR MECHANICS” przewidywał, że wkrótce uprawa konopi przyniesie miliardowe zyski oraz stworzy szansę na duży wzrost zatrudnienia, ponieważ będzie się z konopi produkować wiele różnych rzeczy. W 1937 roku wynaleziono maszynę, która dla konopi była tym, czym dla bawełny „odziarniarka”3. Maszyna ta w sposób rewolucyjny przyspieszyła i powiększyła produkcję, oraz znacznie obniżyła jej koszty.

Niestety, w dwa miesiące po wynalezieniu tej maszyny wprowadzono w USA zakaz uprawy konopi, poprzedzony kampanią na niespotykaną dotąd skalę, do której wykorzystano wszystkie środki masowego przekazu. Główną sprężyną tej kampanii był ówczesny szef Federalnego Biura do Spraw Narkotyków Harry J. Anslinger, który pełniąc swą funkcje przez ponad 30 lat (1930 - 1962) stworzył prawdziwe biurokratyczne imperium. Człowiek ten nazywał marihuanę „zabójczym zielskiem”, „zabójcą młodości”, „rośliną z piekła rodem” i twierdził, że „palenie prowadzi do aktów przemocy i do utraty zdrowia psychicznego”. To on przekonał Kongres Stanów Zjednoczonych o konieczności zakazu uprawy konopi, wygłaszając tam przemówienie o rasistowskim wydźwięku, w którym stwierdził, że „palenie marihuany propagują Murzyni, Meksykanie i niektóre kręgi artystyczne”. Za przykład podał przypadek młodego Latynosa, który zabił siekierą matkę, ojca, siostrę i dwóch braci, przypisując jego czyn wpływowi marihuany. Niestety, całkowicie pominął fakt, że ów człowiek był chory psychicznie i został zamknięty w zakładzie dla umysłowo chorych.

Dodatkowym nieuczciwym chwytem było to, że w antykonopnej kampanii używano zwykle obcojęzycznej nazwy „marijuana”, która wielu Amerykanom zupełnie nie kojarzyła się z anglojęzyczną nazwą „hemp” (konopie)4.

Zmienione w 1937 roku prawo przewidywało wysokie kary już za sam fakt posiadania marihuany. Pierwszą osobą skazaną w związku z nową ustawą antynarkotykową był 50-letni mieszkaniec Denver, który za posiadanie konopi dostał 4 lata ciężkich robót. Sędzia w uzasadnieniu wyroku stwierdził: „Marihuana jest najgorszym narkotykiem, pod wpływem którego ludzie przemieniają się w bestie”. Jednocześnie nasilono kampanię przeciw marihuanie, stosując bardzo prymitywne hasła, np. „jeżeli zapalisz, to dostajesz kręćka i zaczynasz szaleć”, „jeżeli zapalisz pierwszego papierosa będzie to pierwszy krok do samobójstwa”, „najpierw palisz a potem zabijasz”, „marihuana sprzyja rozwiązłości seksualnej i jest przyczyną demoralizacji amerykańskiego społeczeństwa”. W czasopismach publikowano opowieści o ludziach, którzy palili marihuanę i dopuścili się potem okropnych czynów. Propaganda przeciw konopiom okazała się niezwykle skuteczna zgodnie z zasadą, która głosi, że każda informacja powtórzona co najmniej 100 razy staje się prawdą.

Nagły zwrot w skierowanej przeciw konopiom polityce amerykańskiej nastąpił w 5 lat po wprowadzeniu zakazu ich uprawy, kiedy to amerykańskiej armii, biorącej wówczas udział w II Wojnie Światowej, zaczął dokuczać brak lin. Wtedy to rząd zaczął zachęcać farmerów do uprawy „diabelskiej rośliny” dla potrzeb wojska. Pojawiły się hasła „konopie na liny cumownicze”, „konopie do wielokrążków”, „konopie na buty dla amerykańskich żołnierzy”. Marihuana wróciła więc do łask, chociaż niektórzy dostrzegali w tym hipokryzję władzy. Jednak pod koniec wojny zapotrzebowanie na konopie się zmniejszyło i wtedy znowu wydano wojnę marihuanie.

Trzeba przyznać, że nie wszyscy Amerykanie ulegli antykonopnej propagandzie. Burmistrz Nowego Jorku Fiorello La Guardia nie podzielał opinii ogółu na temat narkotyku, uważał również, że nie można stanowić praw, których nie da się potem wyegzekwować. Odnosił się ze sceptycyzmem do rządowych zapewnień, że przestępczość wśród nieletnich jest spowodowana paleniem marihuany. Z inicjatywy La Guardii powstał zespół badawczy, w skład którego wchodziło 31 naukowców z różnych dziedzin. Mieli oni określić zagrożenia związane z paleniem marihuany. Badania trwały 6 lat, obejmując zarówno zagadnienia medyczne jak i socjologiczne. Komisja La Guardii ustaliła, że palenie marihuany nie prowadzi do powstania niekontrolowanych popędów seksualnych i nie narusza podstawowych struktur osobowości. Opublikowany w 1944 roku raport komisji podważał wszystkie opinie głoszone przez Harrego Anslingera. Anslinger był wściekły. Użył wszystkich swoich wpływów w mediach by zdyskredytować raport. Ograniczył też owym naukowcom dostęp do marihuany, co uniemożliwiło kontynuowanie badań. Nakazał także inwigilację zwolenników konopi.

W latach powojennych, kiedy to zaczęły się badania „działalności antyamerykańskiej” i polowania na komunistów, doszły jeszcze nowe argumenty przeciw marihuanie. Ta diabelska roślina, mówiono, jest dostarczana do Ameryki przez komunistów5, którzy chcą w ten sposób osłabić amerykańskie społeczeństwo. Walka z tym narkotykiem jest więc sprawą bezpieczeństwa państwa. Doprowadziło to ustanowienia w 1951 roku ostrzejszych kar za posiadanie narkotyku.

W roku 1956 prezydent Eisenhower podpisał ustawę wprowadzającą jeszcze surowsze kary. Za posiadanie tylko jednego „joint-a” z marihuaną groziło od 2 do 10 lat więzienia, a za handel można było dostać 50 lat (w niektórych stanach nawet dożywocie). Równocześnie propagowano nowe hasło: palenie marihuany prowadzi nieuchronnie do zażywania heroiny.

Rząd Stanów Zjednoczonych zainicjował także serię obrad w ONZ-cie, która miała na celu wprowadzenie zakazu uprawy konopi na całym świecie. Znamienne były przy tym oświadczenia przedstawicieli rządu USA, że żaden kraj nie otrzyma pomocy od Stanów Zjednoczonych, jeśli nie wprowadzi zakazu uprawy marihuany. Działania amerykańskie były nad wyraz skuteczne. Przeważająca większość krajów (ponad sto) wprowadziła zakaz uprawy tej rośliny. Jednocześnie szefowie światowych mafii zacierali ręce z radości. Cena marihuany przekroczyła cenę złota.

Richard Nixon chciał uchodzić za najbardziej nieprzejednanego obrońcę prawa z wszystkich dotychczasowych prezydentów USA. Powołał więc komisję pod przewodnictwem Raymonda P. Shafera, która miała zbadać szkodliwość marihuany. Liczył na to, że komisja uwiarygodni jego antynarkotykową politykę. Opublikowany w 1972 roku raport był jednak zupełnie inny. Komisja wyraziła przekonanie, że „nie należy traktować w kategoriach przestępstwa ani używania, ani posiadania marihuany na prywatny użytek”. Uzasadniano to tym, że „ludzie, którzy dopuszczają się eksperymentów na sobie samych nie powinni być z tego powodu karani”. Raport dalej stwierdzał: „Zażywanie marihuany samo w sobie nie powoduje wzrostu przestępczości”. Ponadto komisja zwróciła uwagę na to, że prawo jest wybiórcze i policjanci podejmując decyzje o aresztowaniu posługują się zwykle dodatkowymi kryteriami, jak wygląd, kolor skóry lub przekonania polityczne.

Po opublikowaniu raportu Nixon nie krył swojego oburzenia. Podobno nawet nie czytał tego dokumentu tylko od razu wrzucił go do kosza. Postąpił wbrew zaleceniom komisji i wydał marihuanie totalną wojnę. Walkę z narkotykami powierzył nowo utworzonej super agendzie DEA (Drag Enforcement Administration).

W latach siedemdziesiątych, zapewne w jakimś stopniu pod wpływem ruchu hippisów, w społeczeństwie amerykańskim zaczęły się coraz częściej pojawiać głosy na rzecz legalizacji posiadania konopi do użytku osobistego. Twierdzono, że istniejące restrykcje są zaprzeczeniem wolności, którą zawsze tak bardzo chlubiła się Ameryka. Palenie marihuany nikomu nie szkodzi, mówiono, a za to sprawia przyjemność. Za co więc wsadza się ludzi do więzienia na długie lata? Twierdzono również, że działania organów ścigania mają znamiona rasizmu, ponieważ często przymyka się oczy na łamanie zakazu posiadania narkotyków przez białych, natomiast bezlitośnie egzekwuje się prawo wobec kolorowych. Wówczas to powstał ruch na rzecz legalizacji marihuany. Symbolem walki o tę sprawę stał się działacz polityczny John Sinclaire skazany na 10 lat więzienia za wypalenie 2 joint-ów. John Lennon na jego cześć skomponował piosenkę.

Pod wpływem takich głosów w 1973 roku stan Oregon jako jedyny zalegalizował posiadanie marihuany. Po pięciu latach badań nie stwierdzono wzrostu spożycia narkotyku w tym stanie. Za przykładem Oregonu poszło więc 10 kolejnych stanów.

Pewna odwilż w całych Stanach nastąpiła z inicjatywy prezydenta Jimmy Cartera, który publicznie opowiedział się za legalizacją posiadania konopi i nawet podpisał decyzję o ich legalizacji w całym kraju. Jednak nie trwało to zbyt długo, bo wkrótce doradca prezydenta do spraw narkotyków został oskarżony o zażywanie kokainy. Sprawę rozdmuchały środki masowego przekazu. Prezydent J. Carter zdał sobie wtedy sprawę, że jego propozycje dekryminalizacji narkotyku nie mają w kongresie żadnych szans i całkowicie się z tego wycofał.

Wszyscy późniejsi prezydenci popierali walkę z marihuaną, przeznaczając na ten cel coraz więcej pieniędzy. Np. w latach 1948-1963 na walkę z marihuaną wydano tylko 1,5 miliarda dolarów, za to w latach 1980-1998 wydano na ten cel aż 214,7 miliarda dolarów. Tylko za prezydentury Billa Clintona aresztowano za posiadanie tej rośliny 3 miliony osób.

Czy coś się zmieniło w sprawie konopi w ostatnich latach? O tym opowiada film „Superchwast” wyprodukowany przez National Geografic Television6. Z jego treści wynika, że w kwestii polityki większości państw wobec marihuany do tej pory niewiele się zmieniło. Większość krajów utrzymała zakaz jej uprawy. Niektóre dopuszczają uprawę tej rośliny tylko w bardzo w ograniczonym zakresie, np. do produkcji papieru. Tylko w nielicznych krajach hodowla konopi jest dozwolona, np. w Chinach, które zresztą nigdy nie zakazały ich uprawy. W Europie ewenementem jest Holandia, w której od 1976 roku dozwolone jest zarówno posiadanie marihuany jak i handel tym narkotykiem. Również w Hiszpanii, we Włoszech, w Portugalii i w Belgii, a ostatnio również w Czechach prawo w kwestii konopi jest dość łagodne. W Kanadzie, chociaż prawo tak samo jak w wielu innych krajach odnosi się restrykcyjnie do konopi, to jednak nie jest ono rygorystycznie egzekwowane. Ponadto jest to pierwszy kraj na świecie, który w 2001 roku wprowadził ustawę o dostępności marihuany w celach medycznych. Wydaje się tam nawet indywidualne pozwolenia dla osób fizycznych na uprawę marihuany na własny użytek lub na potrzeby innych osób. Szacuje się, że w Kanadzie jest obecnie największa ilość palaczy trawki spośród wszystkich krajów uprzemysłowionych.

W Stanach Zjednoczonych na walkę z konopiami wciąż wydaje się miliardy dolarów rocznie. Nadal prowadzi się w tym kraju mocno restrykcyjną politykę wobec konopi opartą o drakońskie kary. Na przykład w stanie Virginia za posiadanie dwóch krzewów marihuany dostaje się dziś od 5 do 30 lat więzienia. W 2007 roku z powodu konopi aresztowano w całych Stanach ponad osiemset tysięcy osób. Należy przy tym podkreślić, że w 90% przypadków chodziło jedynie o posiadanie tego narkotyku. Amerykańskie sądy za pierwszym razem stosują zwykle kary minimalne, ale zasadą jest, że po trzecim wyroku zasądza się dożywocie7. Agencja DEA wciąż traktuje marihuanę na równi z heroiną jako substancję priorytetową. Nadal straszy się ludzi używających tego „zioła” schizofrenią i utratą pamięci.

Trzeba jednak dodać, że w USA funkcjonuje podwójny system prawny. Istnieje prawo i sądownictwo stanowe oraz prawo i sądownictwo federalne, co może prowadzić do konfliktów. Jak już wspomniano poprzednio, niektóre stany już w latach siedemdziesiątych złagodziły swój stosunek do konopi, co było niezgodne z prawem federalnym. W 1996 roku Kalifornia, a potem jeszcze kilka innych stanów dopuściło stosowanie marihuany do praktyk medycznych i susz konopny można tam dostać na receptę. Powodem zmiany kalifornijskiego prawa była troska o zwiększenie skuteczności uśmierzania bólu osób śmiertelnie chorych na raka czy AIDS, zmniejszenie nudności i wymiotów przy chemioterapii i zapewnienie chorym lepszego snu. Jednak zakres zastosowań medycznych tego „zioła” wkrótce rozszerzono i obecnie w Kalifornii około dwieście tysięcy osób pali trawkę na zlecenie lekarza. W tym celu powstało tam trzysta specjalnych ambulatoriów. Jednak rząd federalny nie akceptuje marihuany nawet do zastosowań leczniczych. Siły federalne uważają, że tworzenie takich wyjątków stwarza atmosferę nadmiernej tolerancji dla konopi i zachęca do legalizacji tej rośliny. Przepisy federalne, które zabraniają jej uprawy, sprzedaży i używania, mają wyższą rangę, dlatego wspomniane ambulatoria są stale zagrożone. Jednak jak dotychczas coś powstrzymuje władze USA przed podjęciem działań w celu ich ostatecznej likwidacji; być może chodzi tu o jakąś lukę w przepisach, która pozwala na naginanie prawa.

Trwający już od wielu dziesięcioleci zakaz posiadania, produkcji i dystrybucji konopi doprowadził jednak do wielu zmian. Zadziałało tu naturalne prawo „to, czemu się opierasz, umacniasz”. Stale istniejące zapotrzebowanie na tę roślinę wzmocnione faktem, że zakazany owoc lepiej smakuje, doprowadziło do znacznego wzrostu nielegalnej produkcji. Ryzykowny przemyt jest coraz częściej zastępowany uprawą domową, która może być kontynuowana przez cały rok i dawać w tym czasie trzy a nawet cztery zbiory. Hodowcy, w celu zwiększenia zysku, posługując się metodą zapylenia krzyżowego, doprowadzili do znacznego zwiększenia zawartości THC w konopiach. Jeśli w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych przeciętna zawartość THC w tej roślinie wynosiła 3 do 4 procent, to obecnie osiąga 18 do 20 procent. Powstało całe multum najrozmaitszych odmian tego „zioła”, których nasiona sprzedaje się w internecie, np. Early Girl, Early Misty, Early Spond, Hawaii, Holland's Hope, White Rhino, Wonder Woman, Four Way, Afghan, Northern Light, California Orange Bud, Big Bud, Haze i wiele innych.

Paradoksalnie, duży wzrost nielegalnej produkcji marihuany nastąpił, mimo drakońskiego prawa, w Stanach Zjednoczonych, które zdaje się przegrywają tę konopną wojnę, tak jak kiedyś przegrały batalię prohibicyjną. Szacuje się, że obecnie pali ją dwieście milionów ludzi na całym świecie, w tym dwa miliony Amerykanów. Jednym z wiodących stanów pod względem domowych upraw konopi jest Floryda. W Miami zarabia się cztery tysiące dolarów na funcie tej rośliny. Jednak sprawa dotyczy nie tylko Florydy, ale całych Stanów Zjednoczonych. W 2005 roku Amerykański Departament Stanu oszacował, że w szklarniach i na polach na terenie całego kraju wyprodukowano 10 milionów kilogramów marihuany. Agencja antynarkotykowa DEA nie jest w stanie zlikwidować przeważającej większości tych hodowli. Jeśli chodzi o uprawy pozadomowe, to amerykańscy hodowcy wpadli na znakomity z ich punktu widzenia pomysł, aby zasiewać to „zioło” w lasach i na terenach trudno dostępnych, co znacznie utrudnia ich wykrycie, a w razie wykrycia utrudnia ustalenie tego, kto je tam zasiał. Statystycznie na pięć takich zasiewów jeden jest niszczony przez dzikie zwierzęta, dwa zostają okradzione lub zniszczone przez odpowiednie służby, ale mimo to pozostałe dwa przynoszą duże zyski. Dla niektórych tego rodzaju hodowla stała się wielopokoleniowym interesem rodzinnym. We wspomnianym filmie „Superchwast” pokazano człowieka, który tego rodzaju uprawy prowadzi od ponad trzydziestu lat. Stolicą takich leśnych zasiewów jest Kalifornia, tam wykrywa się najwięcej plantacji, a zakłada się je nawet w lasach państwowych, np. w Sequoia National Forest. W 2007 roku wykryto i skonfiskowano w USA na terenach państwowych ponad dwa miliony krzewów konopnych. Jednak szacuje się, że w roku poprzednim w samej tylko Kalifornii zebrano aż dwadzieścia dwa miliony krzewów. Wynika więc z tego, że przeważającej większości krzewów w ogóle nie wykryto i nie skonfiskowano.

Czy warto uprawiać konopie?

Rzadko która roślina jest tak łatwa w uprawie i jednocześnie ma tak szerokie zastosowania jak konopie. Nie ma specjalnych wymagań klimatycznych, rośnie prawie na każdej glebie i jest bardzo odporna na działanie różnych szkodników, co czyni zbędnym stosowanie środków ochrony roślin (pestycydów).

Ziarno konopne jest źródłem białka i oleju, który może być użyty zarówno do celów przemysłowych jak i spożywczych. Nie ma bowiem w ziarnie narkotyku, zawiera ono za to substancje zmniejszające poziom cholesterolu we krwi.

Włókno konopi może mieć wiele zastosowań, od wspomnianej już produkcji sznurów i lin, poprzez bardzo twarde i mocne płyty paździerzowe nadające się do produkcji mebli, aż do przemysłowego alkoholu napędzającego ekologiczne silniki spalinowe. Z konopi można również otrzymać bardzo mocne tkaniny, nadające się nie tylko na worki czy żagle, ale również na bardzo wytrzymałe ubrania. Dżinsy z włókna konopnego są dziesięć razy mocniejsze od tych, które dziś można kupić w sklepach. Nie przecierają się one przez wiele lat używania i można je prać więcej niż sto razy.

Jednak największe korzyści przynosi użycie konopi do produkcji papieru. Można w ten sposób uzyskać papier doskonałej jakości, porównywalnej z jakością papieru drzewnego, przy znacznie mniejszym koszcie. Ponadto produkcja papieru konopnego nie wymaga tylu dodatkowych substancji chemicznych co produkcja papieru drzewnego. Włókno konopne może również wspomagać odzyskiwanie papieru z makulatury (recycling). Wiadomo, że po kilku cyklach wytrzymałość takiego papieru znacznie spada. Dodatek konopi bardzo wzmacnia tego rodzaju papier8.

Oprócz korzyści ekonomicznych uzyskuje się niewymierne korzyści ekologiczne, ponieważ chroni się w ten sposób lasy. Niestety, główny powód wycinania lasów to papier. Zużycie drewna przy produkcji mebli czy w budownictwie jest dużo mniejsze. Na papier zużywa się rocznie setki milionów ton drewna. Tylko niedzielne wydania gazet i magazynów wymagają ścięcia drzew z jednego, dużego, lasu. Tak więc dzień w dzień, rok w rok, ubywa nam drzew, a aby je odtworzyć potrzeba kilkudziesięciu, a w przypadku niektórych gatunków – nawet kilkuset lat. Konopie rosną tylko 120 dni.

Dziura ozonowa, pogłębiający się efekt cieplarniany to sprawy, które powinny zaniepokoić wszystkich. To paradoksalne, ale wprowadza się coraz więcej dwutlenku węgla do atmosfery i równocześnie wycina się coraz więcej lasów, które ten dwutlenek węgla mogłyby zamienić z powrotem na tlen. Coraz łagodniejsze zimy, topnienie lodów w okolicach podbiegunowych, zaburzenia pogody, huragany, gwałtowne ulewy, podczas których na ziemię w ciągu dwóch godzin spada więcej deszczu niż normalnie w ciągu miesiąca – to dowody na to, że człowiek naruszył równowagę ekosystemu. Jeszcze jest trochę czasu, aby to naprawić. Ale czy ci, którzy kierują światem, wezmą to pod uwagę?

Konopie – zabójca czy lekarz?

Substancje psychoaktywne zawarte w konopiach noszą skrótową nazwę THC (delta-9, delta-6 i delta-1-tetrahydrokannabinol). Wszystkie wymienione poprzednio odmiany tej rośliny zawierają ten narkotyk. Największa jego zawartość jest w kwiatostanie, występuje on również w liściach i w łodygach. Nasiona konopne są od niego wolne.

Wysuszona żywica z żeńskiego kwiatostanu konopi indyjskich nosi nazwę haszyszu i jest używana od dawna, zwłaszcza w krajach muzułmańskich. Wysuszone kwiaty z dodatkiem liści i łodygi różnych odmian9, to popularna marihuana, którą można palić w postaci skręta, joint-a, lub używając specjalnej fajki z filtrem wodnym zwanej bongo. Wdychanie wyziewów wydzielanych przez tę roślinę podczas jej podgrzewania to jeszcze jedna możliwość przyjmowania tego narkotyku. Marihuanę można również spożywać w postaci nalewki czy dodatku do różnych potraw10.

Jak działa marihuana, czy szkodzi czy leczy? W dwudziestym wieku przeprowadzono szereg badań naukowych. Wspomniany już zespół badawczy La Guardii nie wykazał szkodliwości tej rośliny. Również raport komisji powołanej przez Nixona całkowicie zaprzeczył obiegowym opiniom na temat konopi. Jednak nie wszystkie badania naukowe były rzetelne. Np. już w drugiej połowie lat trzydziestych znaleźli się naukowcy popierający antykonopną krucjatę, którzy głosili, że marihuana popycha ludzi do zbrodni i powoduje zmiany w funkcjonowaniu mózgu. Te badania były jednak naciągane, ponieważ opierano je tylko na retrospektywnych spekulacjach. Obywały się one tak, że np. wyszukiwano pośród przestępców tych, którzy palili marihuanę, a następnie twierdzono, że to marihuana spowodowała te przestępstwa. Innym przykładem nierzetelnych badań było wyszukiwanie ucznia, którego wyniki w szkole zaczęły się pogarszać i który palił marihuanę. Gdy znaleziono takiego ucznia, natychmiast przypisywano pogorszenie wyników paleniu marihuany, nie biorąc pod uwagę, że mogło być odwrotnie, tzn., że to złe wyniki w nauce mogły spowodować sięgnięcie po narkotyk.

Naukowcy amerykańscy do dnia dzisiejszego mają problemy z przeprowadzeniem rzetelnych badań, ponieważ za każdym razem muszą mieć zezwolenie na takie badania i na przydział konopi lub kontrolowaną ich uprawę. Jeżeli jakiś uczony występuje o zgodę na badania szkodliwości marihuany to zwykle taką zgodę dostaje dość szybko i oprócz tego może jeszcze liczyć na rządowe dotacje. Jeśli tematem badań są lecznicze właściwości tej rośliny, to wówczas długo czeka na pozwolenie, a jeśli je wreszcie dostanie, to na nic innego już liczyć nie może, nawet na firmy farmaceutyczne, które zwykle nie chcą finansować takich badań.

Tylko te kraje, które nie stosują restrykcyjnej polityki wobec konopi, popierają badania mające na celu wykorzystanie konopi do celów leczniczych czy przemysłowych. Liderem w kwestii badań nad marihuaną jest Izrael. To właśnie tam odkryto i wyizolowano w 1964 roku substancję narkotyczną zawartą w konopiach – THC. W Izraelu prowadzi się intensywne badania nad wpływem marihuany na ludzi i zwierzęta. Osiągnięto do tej pory interesujące rezultaty w leczeniu za pomocą THC urazów mózgu, cukrzycy, osteoporozy, a nawet chorób nowotworowych. Poprzez podawanie kropli z THC uzyskano również pozytywne wyniki w zapobieganiu objawom nietolerancji dla przeszczepionego szpiku kostnego. W Europie krajem najbardziej zaawansowanym w badaniach nad przemysłowym zastosowaniem konopi jest Holandia, która już wydała dużo pieniędzy na ten cel. Np. w pierwszej połowie lat dziewięćdziesiątych rząd holenderski przeznaczył piętnaście milionów dolarów na wyhodowanie beznarkotykowej odmiany konopi. Udało się w końcu taką odmianę uzyskać. Zawartość THC jest niewielka i próby palenia takiej rośliny kończą się bez efektu. Duże dawki powodują tylko ból głowy, nic więcej. Niestety, zarówno rząd Stanów Zjednoczonych, jak i rządy innych krajów które zakazały uprawy konopi, z niezrozumiałych względów nie zezwalają na uprawę tej odmiany.

Wyniki rzetelnych badań wskazują, że konopie mają właściwości lecznicze i mogą służyć do produkcji skutecznych lekarstw. Marihuana pomaga w leczeniu astmy, miażdżycy, kurczów mięśni, bezsenności. Może być stosowana jako łagodny środek przeciwbólowy. THC zawarty w konopiach zmniejsza ciśnienie śródgałkowe oka, jest więc przydatny w leczeniu jaskry. Marihuana zapobiega również mdłościom i wymiotom, zwłaszcza wtedy gdy są one skutkiem ubocznym chemioterapii. Pomaga również zwalczać dolegliwości typowe dla chorych na AIDS. Najnowsze badania wykazują, że podana w małych dawkach i w odpowiedni sposób nie szkodzi, a przeciwnie – stymuluje ośrodki pamięci w mózgu usprawniając proces uczenia się. Szkodliwe jest tylko nadużywanie marihuany. Nie powinny jej również używać dzieci, kobiety w ciąży i kierowcy. Długotrwałe palenie w dużych ilościach może, podobnie jak palenie papierosów, prowadzić do chronicznych chorób górnych dróg oddechowych, jak nieżyt, zapalenie oskrzeli, itp., dlatego można powiedzieć, iż jest to najgorszy sposób przyjmowania tej substancji. Dotyczy to szczególnie palenia skrętów, bo w dymie pochodzącym z tlącej się bibułki znajduje się szczególnie dużo substancji rakotwórczych. Można jednak nie spalać konopi, ale posłużyć się odparowalnikiem, który podgrzewa tę roślinę i wytwarza wyziewy, które są znacznie łagodniejsze i dużo mniej szkodliwe niż dym.

Działanie marihuany zależy w pewnym stopniu od psychiki przyjmującego ten narkotyk. Zwykle jest to działanie rekreacyjne, sedatywne (uspokajające), czasem lekko nasenne. Najczęściej opisywane efekty działania to: zwiększone poczucie humoru, euforia, empatia, poczucie jedności ze światem, wyczulenie zmysłów dotyku, smaku i słuchu. Większe dawki mogą powodować spowolnienie reakcji, zaburzenia w odczuwaniu mijającego czasu, kłopoty z pamięcią krótkoterminową oraz lekkie halucynacje. Do rzadko spotykanych objawów występujących w przypadku umiarkowanego przedawkowania należą: złe samopoczucie, nudności, zawroty głowy, zaburzenia widzenia i słyszenia, drżenie mięśni, palpitacje serca, utrata kontroli nad własnym ciałem, itp. Duże przedawkowanie może prowadzić nawet do śmierci. Dawka śmiertelna to około 3,5 kilograma szczytów roślin wypalonych lub zjedzonych w czasie 24 godzin11.

Zewnętrzne objawy rozpoznawcze, po których można się zorientować, że spożyto lub wypalono marihuanę, to rozszerzenie naczyń, zwłaszcza gałek ocznych (przekrwione oczy), stan głębokiego zamyślenia lub duże rozbawienie.

Jeśli chodzi o wpływ marihuany na zachowanie się człowieka, to najbardziej rzetelne obserwacje można poczynić w Holandii, gdzie użycie tego „miękkiego” narkotyku jest dozwolone. Ciekawe, że wprowadzenie takiego prawa nie spowodowało w ogóle wzrostu zainteresowania marihuaną. Nie zaobserwowano również wzrostu przestępczości, ani niczego innego, co mogłoby świadczyć o zgubnym wpływie tego środka na społeczeństwo. Przeciwnie, w USA bardzo często uczniowie strzelają do nauczycieli, zdarza się to również w innych krajach Europy Zachodniej. Nawet w Polsce były przypadki rzucania się uczennicy z nożem na koleżankę, nauczycielki z nożem na ucznia czy studenta z siekierą na wykładowcę. Czy ktoś jednak słyszał o takich przypadkach w Holandii? Nawet, jeśli się zdarzały, to znacznie rzadziej niż w innych krajach.

Dokładne badania wykazały, że marihuana nie wywołuje uzależnienia fizjologicznego, tj. zaprzestanie przyjmowania narkotyku nie powoduje skutków ubocznych określanych potocznie mianem „zespołu odstawienia”, z jakim mamy do czynienia np. przy odstawieniu heroiny, kokainy, alkoholu, nikotyny czy innych narkotyków. Rzadko zdarzają się przypadki lekkiego uzależnienia psychicznego. Większość osób, które stosowały marihuanę, twierdzi, że mogą ją odstawić na długie miesiące czy lata, bez odczuwania jakiejkolwiek potrzeby jej użycia.

Podsumowując należy stwierdzić, że marihuana na ogół nie prowadzi do uzależnienia, a jeśli nawet niektórych uzależnia, to na pewno nie więcej niż papieros. Za to wprowadza ludzi w pogodny nastrój. Nie ma tu miejsca na stany, które jej przypisywali przywódcy antykonopnej krucjaty. Już w starożytnych Indiach konopie były niezwykle cenione, ponieważ pomagały dokonywać wglądu w siebie i uzyskiwać stan oświecenia. Do czasu amerykańskiej krucjaty konopie były również dobrze traktowane w Polsce, czego mamy przykłady w literaturze, bo to już przecież pan Zagłoba wychwalał zalety konopnego oleum12. Teraz okazuje się, że marihuana może służyć również do produkcji skutecznych lekarstw.

W świetle przedstawionych faktów wydaje się zupełnie niezrozumiałe, dlaczego wywołano w USA histerię, skierowaną przeciw jednej roślinie, której nazwa brzmi konopie, skoro ta roślina ma tyle pożytecznych zastosowań, dzięki której można uratować lasy i ochronić środowisko naturalne przed dewastacją, a której szkodliwość jest niewielka. Dlaczego zakazano jej uprawy, pozwalając równocześnie na uprawę innej rośliny, zwanej tytoniem, która służy tylko do jednego celu jako używka i która wywołuje w dodatku choroby serca i raka płuc? Dlaczego wywierano naciski na inne kraje, doprowadzając do zakazu uprawy tej pierwszej rośliny niemal na całym świecie? Co się kryje za tym kolejnym przykładem hipokryzji rządu Stanów Zjednoczonych?

Dlaczego stało się to, co się stało?

Dlaczego w drugiej połowie lat trzydziestych dwudziestego wieku rozpętano krucjatę przeciw marihuanie, skoro równocześnie w tym czasie wiązano z konopiami wielkie nadzieje, spodziewano się miliardowych zysków? Dlaczego zakaz uprawy konopi wprowadzono dwa miesiące po wynalezieniu wspaniałej maszyny do ich obróbki, która pozwalała na wielokrotne obniżenie kosztów produkcji?

O co tu chodzi? Możemy się tylko domyślać. Mądrość narodów głosi, że jeśli nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze. Lata trzydzieste ubiegłego wieku to okres dynamicznego rozwoju przemysłu chemicznego. Powstawały na świecie koncerny chemiczne, które przygotowywały się do masowej produkcji tworzyw sztucznych i tkanin syntetycznych. W Stanach Zjednoczonych wiodącą rolę odgrywały wielkie zakłady chemiczne, kontrolowane przez znaną francuską rodzinę Du Pont13, które właśnie przygotowywały się do masowej produkcji nylonu. Du Pont promował nylon jak tylko mógł, ponieważ planował robić z niego niemal wszystko. Nylon miał być wielkim przebojem, Du Pont reklamował go jako „syntetyczny len” czy „syntetyczne konopie”. Potentaci przemysłu chemicznego perspektywę masowej produkcji tkanin konopnych uważali za duże zagrożenie dla potencjalnych zysków z wytwarzania włókien sztucznych, zwłaszcza wobec wynalezienia rewelacyjnej maszyny do przetwarzania konopi. Producenci drewna bali się plajty z powodu możliwości przestawienia się na papier konopny, a właściciele fabryk chemicznych obawiali się też spadku sprzedaży chemikaliów potrzebnych do produkcji papieru z drewna, a zbędnych przy wytwarzaniu papieru konopnego.

Z przedstawionych faktów wynika, że Du Pont mógł być osobiście zainteresowany w tym, aby w trosce o zabezpieczenie popytu na nylon, nie dopuścić do masowego wykorzystania konopi. Ten potentat chemiczny był powiązany ze swoim bankierem, prezesem jednego z największych banków w Ameryce, Andrew Mellonem, który mu pożyczał miliony dolarów. Mellon był w swoim czasie także ministrem skarbu USA. To on powołał na stanowisko Pełnomocnika Rządu do Spraw Narkotyków Harrego J. Anslingera, który bardziej niż ktokolwiek domagał się wprowadzenia zakazu uprawy konopi. To właśnie Anslinger, już jako szef Federalnego Biura do Spraw Narkotyków, rozpętał później krucjatę przeciw konopiom i swoimi wystąpieniami w Kongresie doprowadził do zakazu jej uprawy. Mellon był nie tylko jego szefem. Anslinger był bowiem mężem bratanicy Mellona. A więc wszystko zaczyna tworzyć logiczną całość.

Zatem wydaje się być bardzo prawdopodobne przypuszczenie, że to koncerny chemiczne doprowadziły do ustanowienia zakazu uprawy konopi, aby pozbyć się konkurencji. Właściciele tych koncernów wiedzieli dobrze, kto zagraża ich produktom nafaszerowanym chemikaliami i usunęli ich z drogi.

Ciekawe, że do dzisiejszego dnia stanowisko Stanów Zjednoczonych w sprawie konopi nie zmieniło się ani na jotę, mimo wyhodowania beznarkotykowej odmiany tej rośliny. To również świadczy samo za siebie. Zresztą trudno się było spodziewać, że prezydent G. W. Bush będzie chciał dbać o środowisko i ratować lasy, jeśli wycofał się z układu z Kioto o ograniczeniu emisji dwutlenku węgla do atmosfery. Jego następca też nie wydaje się być zainteresowany kwestią konopi. Może inne kraje jednak postąpią inaczej. Jedna Holandia to stanowczo za mało. A może następna będzie Australia14?

Powrót do początku tekstu


Bóg

Honor

Jałmużna

Konopie

Kradzież

Miłość

Obraza

Polityka

Prawda

Religijność

Rozwód

Sekta

Strach

Szczęście

Terroryzm

Wymóg


1 Niniejszy tekst został zainspirowany przez dwa filmy: film australijski - „Plon wart milion dolarów”, reż. Barbara A. Chobocky i Michael Cordell, 1996 i film kanadyjski - „Trawka”, reż. Ron Mann, 1999. Niektóre informacje zawarte w tekście, zwłaszcza na temat pewnych wydarzeń historycznych a także dotyczące pewnych wartości liczbowych, zostały zaczerpnięte z tych filmów. Autor niniejszego tekstu nie jest ani zwolennikiem narkotyków ani przeciwnikiem Stanów Zjednoczonych, ale czasami trzeba dać świadectwo prawdzie na przekór obiegowym opiniom, zwłaszcza gdy chodzi o dobro naszej Matki Ziemi, a tym samym dobro nas wszystkich.

2 Pierwsza taka ustawa weszła w życie w 1914 roku w stanie Texas.

3 Po wynalezieniu tej maszyny ceny wyrobów bawełnianych spadły tak znacznie, że wyroby te przestały być towarem luksusowym i stały się dostępne nawet dla uboższej części społeczeństwa.

4 Ten zabieg zaowocował również w Polsce. Do dziś wielu Polaków nie wie czym naprawdę jest marihuana. Nawet Słownik Wyrazów Obcych PWN z 1996 roku i później wydane słowniki komputerowe pod hasłem „marihuana” podają: „meksykańska odmiana haszyszu”. Jest to nieprawda, ponieważ haszysz to wysuszona żywica z żeńskiego kwiatostanu konopi indyjskich, a marihuana to wywodząca się z języka hiszpańskiego meksykańska nazwa konopi, których susz pali się w papierosach. Poza tym nie istnieje żadna odrębna meksykańska odmiana, wszystkie odmiany konopi zostały do Ameryki przywiezione, a przed odkryciem amerykańskiego kontynentu nie było tam żadnych konopi. Prawdą jest jednak, że w ostatnich dekadach powstało na bazie konopi naturalnych dużo sztucznych odmian wyhodowanych przez człowieka metodą zapylenia krzyżowego, które jednak z Meksykiem mają niewiele wspólnego.

5 W owych czasach podobnie absurdalne zarzuty stawiała propaganda komunistyczna głosząc, że Amerykanie zrzucili na nasz kraj stonkę ziemniaczaną.

6 Inside Marijuana, tytuł polski Superchwast, produkcja National Geografic Television, 2008. Film ten wyświetlany był między innymi na kanale National Geografic HD. Wszystkie dane liczbowe użyte w niniejszym opracowaniu i dotyczące ostatnich lat zostały zaczerpnięte właśnie z tego źródła.

7 Wydaje się to być dziwne, a nawet nieludzkie jak na cywilizowany kraj, ale taką informację podano w filmie „Superchwast”.

8 Dodawanie włókna konopnego do papieru z makulatury stosuje się w Holandii.

9 Ponieważ wszystkie naturalne, nie wyhodowane sztucznie odmiany mają THC, więc wszystkimi można się narkotyzować. Najlepsza jest odmiana indyjska, ale najbardziej rozpowszechnione są konopie siewne (Cannabis sativa). W ostatnich dziesięcioleciach powstało także wiele krzyżówek o dużej zawartości THC (sięgającej nawet 20%), wyselekcjonowanych specjalnie z myślą o podziemiu narkotykowym.

10 W filmie „Superchwast” pokazano masło z zawartością THC wyprodukowane w Kanadzie.

11 Taka ilość konopi, potrzebna do zatrucia śmiertelnego, wydaje się być bardzo duża. Dane na temat dawki śmiertelnej zaczerpnięto z Multimedialnej Encyklopedii Powszechnej, edycja 2002, hasło „marihuana”. Prawdopodobnie chodzi tu o naturalne odmiany konopi, zawierające nie więcej niż 4 % THC.

12 W Polsce, w czasach gdy uprawa konopi nie była zakazana o narkomanii konopnej w ogóle się nie słyszało.

13 Hipotezy dotyczące roli, jaką w sprawie konopi miał odegrać Du Pont, oraz informacje na temat jego powiązań z Andrew Mellonem i Harry Anslingerem zaczerpnięto z filmu australijskiego „Plon wart milion dolarów”, reż. Barbara A. Chobocky i Michael Cordell, 1996. Są to jednak tylko przypuszczenia, nie poparte, jak dotychczas, żadnymi dowodami.

14 Jednak obecnie wszystko wskazuje na to, że w kierunku większej liberalizacji bardziej zmierza Kanada niż Australia.