Mój prywatny słownik

Poprzednie hasło

 

Powrót

 

Następne hasło

Jałmużna

(Inspiracją do opracowania tego hasła było następujące zdanie: „Jałmużna jest miłością”, umieszczane na plakatach w drugiej połowie 2004 roku, przed kościołami katolickimi w Polsce.)


Jałmużna to wsparcie, zapomoga, udzielona komuś potrzebującemu, zwykle osobie biednej (lub podającej się za biedną). Słownik Języka Polskiego PWN podaje, że jest to „datek ofiarowany ubogiemu, jako uczynek miłosierny”, akcentując w ten sposób, iż ten akt darowizny jest motywowany uczuciowo.

Dzielenie się bogatych z biednymi swym dobrobytem jest praktykowane już od czasów, gdy wspólnota pierwotna została zastąpiona systemem opartym na własności prywatnej. Również obecnie, zwłaszcza w krajach, w których występują duże nierówności społeczne, jałmużna jest czymś zwyczajnym, a w islamie stanowi nawet nakaz i została wyniesiona do rangi jednego z filarów tej religii.

Trzeba w tym miejscu jednak zaznaczyć, że ludzka skłonność do pomagania innym jest niejednokrotnie wykorzystywana przez osoby, dla których żebranina stała się głównym źródłem utrzymania, a nawet zawodem. Niektórzy zbierają w ten sposób pieniądze na alkohol lub narkotyki. Ludzie tacy są zwykle dobrymi aktorami i potrafią skutecznie wzbudzać w innych litość i współczucie, symulując chorobę czy kalectwo. Z drugiej strony, ci, którzy naprawdę znaleźli się w tarapatach, często wstydzą się prosić o cokolwiek i cierpią swą biedę w milczeniu. Dlatego prawdziwą sztuką jest zdolność rozróżnienia, komu pomoc jest naprawdę potrzebna. Wydaje się, że gdy nie mamy co do tego całkowitej pewności, lepiej jest zbłądzić po stronie współczucia.

Nasuwają się tu różne pytania: Co powoduje, że ludzie pragną dawać coś biedniejszym od siebie? Jaki to ma wpływ na biorących i dających? Czy więc jałmużna - jak głosi kościół katolicki - jest rzeczywiście miłością?

Odpowiadając na te pytania musimy stwierdzić, że chociaż w myśl przytoczonej definicji jałmużna jest „uczynkiem miłosiernym”, to miłosierdzie, będąc reakcją współczucia i litości, nie jest tym samym co miłość, a już na pewno nie jest tym samym co miłość bezwarunkowa. Litość jest bowiem odpowiedzią naszego ego na opłakane warunki, w jakich znalazł się ktoś inny i wypływa nie – jak by się mogło wydawać – z miłości do tego kogoś, ale z miłości własnej. Po prostu wyobrażamy sobie, co by było, gdybyśmy się znaleźli na jego miejscu i powstałe wówczas uczucie nazywamy litością. Jeśli przyczyną litości jest czyjeś ubóstwo, to wyzwala to chęć ofiarowania owemu biednemu jakiegoś datku – czyli jałmużny. Gdy naszym jedynym celem jest udzielenie komuś wsparcia, to mamy do czynienia z pięknym przejawem utożsamienia się z cierpiącym niedostatek i chociaż nasza jałmużna nie jest wtedy - wbrew temu co głosi kościół1 – miłością2, to jednak może wypływać z miłości3, która w akcie solidarności z pokrzywdzonym przez los uznaje dobro innego za swoje dobro. Z drugiej strony, gdy kogoś kochamy prawdziwie i mocno, wówczas tego, co mu dajemy, nie uważamy za jałmużnę. Nasz ukochany też tak tego nie traktuje.

Jednak ludzkie ego nie jest zazwyczaj zdolne do czynów bezinteresownych. Nasze „ja” kieruje się najczęściej swoistą ekonomią, zmierzającą do wyciągnięcia ze swych działań wymiernych korzyści. W odniesieniu do jałmużny, najpospolitszą taką korzyścią jest duma z przejawionej w ten sposób dobroci i uzyskany dzięki temu wzrost poczucia własnej ważności. To poczucie może być jeszcze spotęgowane wówczas, gdy o naszej hojności dowiadują się inni i zaczynają spływać na nas ze wszystkich stron pochwały – niektórzy więc w tym celu podejmują regularną działalność charytatywną, z której korzystają w sposób powtarzalny pewne jednostki lub (przy dużych rozmiarach tej działalności) nawet określone grupy społeczne. Les Giblin napisał, że „siłą napędową dobroczynności jest przede wszystkim satysfakcja i przyjemność, jaka ofiarodawca odczuwa w chwili dawania, a nie dobroczynny skutek daru”. Powoduje to uzależnienie od darczyńców, którzy szybko spostrzegają, że daje im to władzę nad obdarowanymi. Jest to następna korzyść dla ich ego. Równocześnie jednak idea jałmużny ulega wypaczeniu, bo to co uzależnia, nie tylko nie pomaga, ale wręcz szkodzi. Znana jest przypowieść o żebraku, który działając w nadmorskim miasteczku portowym otrzymywał jałmużnę w postaci ryb, ofiarowywanych mu przez rybaków wracających z połowów. Pewnego razu zjawił się człowiek, którzy nauczył owego żebraka łowić ryby i ten przestał żebrać. Czyja pomoc była więc wartościowsza? Oczywiście ta ostatnia, bo przecież poprzednio rybacy tylko uzależniali tego żebraka od siebie zapewniając mu utrzymanie tylko na jeden dzień i w ten sposób go osłabiając, a ten ostatni postawił żebraka na nogi i zapewniając mu utrzymanie na całe życie, umocnił go. Podobnie, jak ci rybacy, postępują bogate państwa, które pomagają innym słabszym i biedniejszym krajom tylko w taki sposób, aby je uzależnić od siebie i w ten sposób uzyskać nad nimi władzę. Np. zamiast słać do Etiopii transporty z żywnością w okresie powtarzającej się tam co jakiś czas suszy i związanej z nią klęski głodu, najbogatsze państwa świata mogłyby skutecznie pomóc temu krajowi, np. w budowie sieci ujęć wody, zbiorników retencyjnych i systemów irygacyjnych, co zlikwidowałoby całkowicie problem. Jednak owe państwa tego nie czynią. Dlaczego?

Innym wypaczeniem jest sprowadzenie jałmużny do postaci obowiązku, jak to ma miejsce w islamie. Oczywiście to, co nie wynika z potrzeby serca, ale jest tylko stosowaniem się do nakazu, nie jest miłością, nie jest nawet miłosierdziem – jest jedynie zaliczeniem określonego wymogu.

Jałmużna jest to więc datek, który może być powodowany współczuciem, ale może też wypływać z pychy i samolubstwa, który na ogół bywa dobrowolny, ale jest czasem traktowany jako nakaz. Taka darowizna może pomóc obdarowanemu, lecz może także mu zaszkodzić. Datek ten może się się również dostać w ręce kogoś, komu się zupełnie nie należy. Wypowiadanie się o jałmużnie w sposób jednoznaczny jako o miłości wydaje się być więc niezbyt rozumne.

Z wypaczeń idei dawania jałmużny zdawał sobie w pełni sprawę Jezus i dlatego powiedział: „Kiedy więc dajesz jałmużnę, nie trąb przed sobą, jak obłudnicy czynią w synagogach i na ulicach, aby ich ludzie chwalili. Zaprawdę powiadam wam: ci otrzymali już swoją nagrodę. Kiedy zaś ty dajesz jałmużnę, niech nie wie lewa twoja ręka, co czyni prawa, aby twoja jałmużna pozostała w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie.” [Mt, 6, 2-4]

W podsumowaniu należy stwierdzić, że jałmużna rzadko wypływa z czystej miłości. O wiele częściej powodowana jest niezbyt chwalebną postacią miłości własnej czyli egoizmem i prowadzi do uzależnienia obdarowanych od dających. Prawdziwą miłością jest sprawić, aby jałmużna nie była potrzebna.

Powrót do początku tekstu


Bóg

Honor

Jałmużna

Konopie

Kradzież

Miłość

Obraza

Polityka

Prawda

Religijność

Rozwód

Sekta

Strach

Szczęście

Terroryzm

Wymóg


1 Takie kościelne sformułowania często wprowadzają w błąd. Dosłowne potraktowanie tego hasła może prowadzić do absurdalnych wniosków, co unaocznia następujące rozumowanie: „Jałmużna jest miłością”, ale też „Bóg jest miłością”, zatem „Bóg i jałmużna są tym samym (uczuciem)”.

2 Prawdziwa miłość nie daje tylko jałmużny, ale znacznie więcej – czasem nawet oddaje za kogoś życie.

3 Jest to wówczas najszlachetniejsza postać miłości własnej, która w cudzym szczęściu widzi własne szczęście, w radości innych – własną radość, a korzyść własną upatruje w korzyści dla wielu. Różnica między tak pojmowaną miłością do samego siebie i altruizmem zaciera się wtedy całkowicie.