Mój prywatny słownik

Poprzednie hasło

 

Powrót

 

Następne hasło

Bóg

Podjęcie się tego tematu przypomina porywanie się z motyką na słońce. A jednak wszyscy mamy jakiś stosunek do Boga. Jedni wierzą w Niego w określony sposób, inni wierzą zupełnie inaczej, jeszcze inni zupełnie weń nie wierzą. Ci ostatni to ateiści. Są także i tacy, którzy niczego w tym temacie nie są pewni, a nawet powątpiewają w możliwość osiągnięcia pewności i wyzbycia się w ten sposób swoich wątpliwości. To agnostycy. Nieliczna garstka nie musi wierzyć. Są to ci, którzy wiedzą.

Koncepcje Boga w różnych religiach

Nie można podać jednej ścisłej definicji Boga, ponieważ wymyka się On wszelkim próbom zdefiniowania. Nie da się bowiem ograniczyć do definicji tego, co nieograniczone i niepojęte. Jeśli ponadto założymy, że Bóg jest Wszystkim Co Jest, to Jego definicja staje się w ogóle niemożliwa, bo to czym definiujemy nie może się nakładać na to co definiujemy.

Jednak ludzie od zarania dziejów przeczuwali istnienie Najwyższego Absolutu i starali się jakoś go sobie wyobrazić, stworzyć jakiś pojmowalny model tego, co niepojmowalne. Początkowo prowadziło to do rzeźbienia różnych figur z drewna, z kamienia lub odlewania ich z metalu i do oddawania im czci. Niektóre społeczności upatrywały Boga również w przedmiotach i zjawiskach naturalnych, takich jak piorun, tęcza czy słońce. Z czasem wyobrażenia Boga stawały się o wiele bardziej złożone i subtelne. Obecnie nie da się przedstawić jakiegoś jednego, uniwersalnego modelu Boga – jest ich bowiem wiele. Co najmniej tak wiele, jak wiele jest różnych religii. Każda z nich inaczej odpowiada na większość podstawowych pytań, takich jak: „Kim jest Bóg?”, „Ilu jest Bogów?”, „Jaki jest Bóg?” , „Gdzie jest Bóg?” i „Jakie są relacje między Bogiem a światem?”.

Wyjątkowo na pierwsze pytanie wiele religii odpowiada na ogół zgodnie, że jest to Najwyższy Stwórca, Nadrzędna Energia stanowiąca Źródło Wszystkich Rzeczy, Najwyższa Istota, Stworzyciel Świata, Pierwsza Przyczyna Wszystkiego. Różnice pojawiają się dopiero w szczegółach pojmowania tych określeń.

Niektóre religie odpowiadając na drugie pytanie twierdzą, że bogów jest wielu i tworzą razem zbiór, zwany Panteonem – są to religie politeistyczne. Monoteizm głosi, że jest tylko jeden Bóg. Henoteizm dopuszcza wielu bogów, ale przyjmuje, że tylko jeden z nich jest tym najważniejszym.

W kwestii „jaki jest Bóg” wyraźnie zaznacza się podział na koncepcję Boga osobowego i nieosobowego. Wielkie religie monoteistyczne, takie jak chrześcijaństwo, islam czy judaizm, głoszą Boga osobowego. Chrześcijanie nawet uważają, że jest On aż w trzech osobach. Większość religii Wschodu, w tym hinduizm, ma niejednoznaczne stanowisko w tej sprawie. W wierzeniach ludowych wciąż żywe, choć coraz bardziej zanikające są tendencje politeistyczne lub henoteistyczne oparte na osobowej koncepcji Boga1. Żyjący w wiekach średnich Ramanudża głosił jedynego, pojmowanego osobowo Boga – Iśwarę. Obecnie wielu zwłaszcza wykształconych Hindusów znajduje się pod wpływem religijnych szkół, głoszących nieosobowego Boga, który może jednak przejawiać się za pomocą osobowych aspektów takich jak Brahma (Bóg stworzyciel), Wisznu (Bóg utrzymujący świat w istnieniu) i Siwa (Bóg niszczyciel). Ponadto wierzą oni głęboko, że Bóg, nieosobowa i niepojmowalna rzeczywistość, może przyjmować pojmowalne postaci osobowe, a nawet wcielać się w ludzkie ciało, jako tzw. „awatar”. Takich wcielonych Bogów było w tej religii wielu, przykładem mogą tu być Rama czy Kriszna. To co w chrześcijaństwie traktowane jest jako unikalne, jedyne i niepowtarzalne (wcielenie Chrystusa), w hinduizmie jest swojego rodzaju regułą czy normą.

W kwestii tego, gdzie znajduje się siedziba Boga, są aż trzy główne koncepcje. Teizm przyjmuje, że osobowy Bóg jest transcedentny (zewnętrzny) wobec świata, tzn. znajduje się poza światem i jest całkiem inny niż świat, choć może nań oddziaływać. Ten nurt jest reprezentowany przez wielkie religie monoteistyczne, w tym przez chrześcijaństwo2.

Panteizm utożsamia Boga ze światem, z przyrodą, pojmując go bezosobowo. Znany jest od starożytności, był głoszony m. in. przez stoików. Pogląd ten wyznawał również XVII-wieczny filozof – Baruch Spinoza. Panteizm jest niekiedy łączony z panpsychizmem, w myśl którego wszystko co istnieje ma świadomość, nawet najdrobniejszy okruch materii.

Panenteizm stanowi niejako połączenie teizmu i panteizmu. Według tego poglądu Bóg nie jest oddzielony od świata, który jest jak gdyby jego cząstką czy emanacją. Ale Bóg to znacznie więcej. Chociaż świat istnieje w Bogu, to Bóg znacznie wykracza poza świat. Według panenteizmu Bóg jest więc Wszystkim Co Jest. Ten pogląd przebija w pewnych, również współczesnych, nurtach hinduizmu, w których świat jest pojmowany jako coś w rodzaju snu czy wyobrażenia Boga. Niektórzy uważają go nawet za ciało Boga.

Podział na teizm, panteizm i panenteizm ilustrują następujące rysunki:

Jeśli chodzi o relacje między Bogiem a światem, to poglądy w tej mierze są bardzo zróżnicowane. Niektóre religie głoszą, że absolutnie wszystko co się dzieje na tym świecie jest zależne od woli Stwórcy. Takie skrajne stanowisko prezentuje np. islam. Na przeciwnym biegunie znajduje się pogląd zwany deizmem, który głosi, że Bóg w ogóle nie ingeruje w bieg wydarzeń na świecie, który działa na mocy nadanych mu praw, jak dobrze wyregulowany zegar. Większość religii głosi poglądy pośrednie, według których świat co prawda działa na ogół zgodnie z prawami nadanymi mu przez Stwórcę, ale może On dokonywać okresowych ingerencji w działanie tego świata, czy wprowadzać „poprawki” w jego funkcjonowaniu. W ten sposób tłumaczy się między innymi występowanie „cudów”, „objawień” czy działanie „opaczności bożej”. Ponadto w myśl tych koncepcji nie wszystko jest zdeterminowane do końca przez prawa, w przeciwnym razie nie byłyby możliwe akty wolnej woli.

Bogu przypisywane są różne atrybuty, które w różnych współczesnych systemach wierzeń są często podobne do siebie. Zaczynając od strony psychologicznej jest to świadomość, wolna wola, wszechwiedza i zdolność do przejawiania uczuć, przy czym najważniejszym uczuciem jest miłość. Energetycznym aspektem Boga jest wszechmoc i nieograniczony potencjał twórczy. Jego etyczne przymioty to dobro i sprawiedliwość.

Niektóre religie głoszą, że Bóg ma określone preferencje i ukierunkowaną wolę, którą ogłasza swojemu stworzeniu i której wypełnienia odeń żąda. Wszystkich, którzy działają wbrew tej woli – karze, niekiedy nawet wiecznym potępieniem i wiecznymi mękami w piekle. Jest w tym paradoks, ponieważ te same religie głoszą, że Bóg, który jest Dobrem, Miłością i Przebaczeniem, dał swojemu ludzkiemu stworzeniu wolną wolę. W okrutny sposób więc karze za wykorzystanie tego, co przedtem dał. Teologowie broniący tej dogmatyki powiedzieliby w tym momencie zgodnym chórem: „Nie za wykorzystanie, ale za niewłaściwe, błędne, wykorzystanie. Za trwanie w grzechu. Za sprzeciwienie się woli Boga, którą on przedtem ogłosił”. Ale to nie tak. Jeśli się komuś daje wolną wolę, to równocześnie akceptuje się wszelkie możliwe wybory tak obdarowanego i bierze się za to odpowiedzialność. Gdy ktoś daje komuś innemu wolną wolę, a potem go okrutnie karze za niewypełnienie jego woli, de facto wolnej woli nie daje. Taka teologia czyni z Boga obłudnika. Niestety, tego rodzaju religie funkcjonują bardzo dobrze, opierając wizerunek Stwórcy na strachu. Jest to kolejna sprzeczność. Tego, który jest Sprawiedliwością trzeba się bać. Straszna to bowiem sprawiedliwość, która za skończone przewinienie skazuje na wieczne tortury. „Bogobojność” w takich religiach urasta nawet do rangi cnoty.

Religie starają się stworzyć zrozumiałe interpretacje tego co niepojęte i dlatego posługują się pewnymi uproszczeniami, alegoriami, a nawet mitami. Niestety, chociaż te wyobrażenia Najwyższego zwykle bez trudu trafiają do ludzi, nie są to zbyt trafne wizerunki. Są również zbyt mało elastyczne i nie zmieniają się wraz z ewolucją pojmowania rzeczywistości. Może dlatego ojciec Anthony de Mello napisał, że religie nie tylko nie ułatwiają, ale czasem wręcz utrudniają dojście do prawdy. Mimo to jest faktem, że pewnym ludziom, na pewnym etapie ich rozwoju, takie łatwe do przyswojenia wyobrażenia Stwórcy są potrzebne. Chociaż określone systemy wierzeń są często sztywne i ograniczone, udzielają zwykle prostych i zrozumiałych odpowiedzi na podstawowe pytania egzystencjalne. Przekonanie, że członkowie danego ugrupowania religijnego mają jakąś wiedzę o Bogu poprzez swoich proroków, swoje święte księgi i swoje obrzędy, że wiedzą oni co należy, a czego nie wolno, prowadzi do zmniejszenia poziomu lęku i niepewności. Jeśli nawet nie mają oni pełnej wiedzy o Bogu, bo takiej wiedzy mieć nie można, to przynajmniej wiedzą w co wierzyć. Więź z innymi członkami wspólnoty oparta na wzajemnie podzielanych przekonaniach daje im również poczucie bezpieczeństwa. Jest w tym kolejny paradoks. Z jednej strony bowiem owe systemy dają do zrozumienia, że Bóg jest groźny i trzeba się Go lękać. Z drugiej mówią: „nie lękajcie się, bo trzymając się naszego kościoła i stosując się do tego czego nauczamy, jesteście bezpieczni”. Taka „dobra nowina” silnie uzależnia. Sprawia ona, że wielu regularnie chodzi do kościoła i skrupulatnie przestrzega nakazanych praktyk i obrzędów, uwalniając się przez to od strachu i zyskując w zamian nadzieję na zbawienie. Tego typu religijność stanowi jednak tylko pewien etap ewolucji świadomości. W końcu każdy, podczas swej wędrówki przez czas, prędzej czy później musi stanąć przed wyborem pomiędzy przywiązaniem do wczorajszej wiary i tradycji przodków a prawdą swego jutra.

Czy Bóg jest osobą?

Aby odpowiedzieć na to pytanie, najpierw trzeba określić, co to jest osoba. Odpowiedź nie jest prosta. Według klasycznej definicji Boecjusza „osoba to jednostkowa substancja o rozumnej naturze”. Podobnie Tomasz z Akwinu głosił, że „osoba to byt jednostkowy o intelektualnej istocie, realnej dzięki aktowi istnienia”. Inni określali osobę przez wskazanie jej więzi, działań i relacji z Bogiem (K. Rahner), z sobą przez własne przeżycia (K. Jaspers) czy przez świadomość wolności (J. P. Sartre) lub przez wskazanie jej więzi z całością (P. Teilhard de Chardin). Osobie są przypisywane też pewne cechy, takie jak: świadomość, wolna wola, twórcza aktywność, celowa działalność.

Niezależnie od różnic w rozumieniu tego pojęcia, jedno jest pewne – określenie Boga jako osoby nadaje mu pewne ramy i w jakiś sposób Go ogranicza. Określając Stwórcę jako „jednostkową substancję” czy „jednostkowy byt” zawężamy go od strony matematycznej, sprowadzając do jedności to co nieskończone. Mówiąc o Bogu jako o istocie rozumnej czy intelektualnej zawężamy Go od strony psychologicznej, bowiem rozum czy intelekt to atrybuty umysłu, a Ten Który Jest, to coś więcej niż umysł - to Źródło Wszystkiego, to Niewyobrażalna Energia tworząca Życie, to Byt istniejący w czasie i poza czasem, to Świadomość o niepojętej, duchowej naturze, nie dającej się ogarnąć rozumem. Ponadto nie możemy powiedzieć nic pewnego o Jego więziach, działaniach czy relacjach, bo ich po prostu nie znamy. Dlatego zarozumiałością byłoby upierać się, że wiemy na pewno, czy Bóg jest osobowy, czy też nie, czy jest transcendentny, czy immanentny. Możemy jedynie przeczuwać i wierzyć, że On jest, zgodnie z tym, co sam o sobie powiedział: „Jestem, który jestem”. Reszta jest zmyśleniem.

Chociaż nie wiemy na pewno, jaki jest Bóg, staramy się zawsze wytworzyć jakieś pojmowalne wyobrażenie tego, co niepojmowalne. Stąd owego określenia „zmyślenie” nie należy rozumieć w sposób pejoratywny. Osobowy model Boga jest, na pewnym etapie rozwoju, bardzo pomocny. Niektóre umysły nie mogą sobie wyobrazić swego Stwórcy inaczej, niż poprzez utworzenie jego konkretnego wizerunku, wyposażonego w pewne przymioty, cechy, atrybuty – a to prowadzi do personalizacji. Teistyczna koncepcja transcedentnego Stworzyciela sprzyja takiej jego wizji. Bóg jest tam oddzielony od świata, oddzielony od ludzi, choć wszędzie obecny i zdolny do wywierania wpływu na wszystko. Akceptacja takiej separacji musi jednak prowadzić nieuchronnie do wniosku, że oprócz Boga istnieje również coś, co Bogiem nie jest. To oczywiście Stwórcę ogranicza, ale za to można wtedy tworzyć różne teologie oparte na podziałach i głoszące walkę dobra ze złem (np. uosobionym w postaci szatana).

Istnieją również inne koncepcje, które przyjmują, że Bóg jest nieograniczony, że nie tylko jest wszędzie i w każdym czasie, ale jest Wszystkim3. Takie panenteistyczne podejście zakłada, że Bóg, jako Suma Wszystkiego, jako Całość, jest niepojmowalny rozumem i nie poddaje się ograniczającym go klasyfikacjom, ale pewne jego aspekty mogą przyjmować postać zrozumiałą, a nawet osobową. Bóg, który jest wszystkim, może się objawiać we wszystkim – w różnych osobach czy rzeczach i w różnym stopniu. Można go dostrzec zarówno w rozkwitającym pąku róży, jak i gnijących szczątkach tego kwiatu, w nowo narodzonym dziecku czy umierającym starcu. Jest obecny zarówno tam, gdzie zachwyca piękny krajobraz, jak i tam, gdzie szaleje burza. Jest wszędzie4, choć nie ma go tak samo dużo we wszystkim, np. w człowieku jest go więcej niż w mrówce. Niektóre postaci historyczne były nim wypełnione w sposób szczególny5, np. Kryszna, Budda, czy Jezus z Nazaretu.

Czy więc Bóg jest, czy też nie jest osobą? I tak i nie. Patrząc na Stwórcę z najszerszej perspektywy, widząc w nim wszystko co jest, co było i co będzie, możemy powiedzieć o nim to tylko, że jest to Ponadosobowy Absolut o niepojmowalnej naturze, Będący Wszystkim i zarazem Źródłem Wszystkiego. Oglądając Go jednak przez filtr naszego ograniczonego spojrzenia, dostrzegamy w nim osobę podobną do nas. Dlatego przypisujemy mu często typowo ludzkie cechy, np. sądzimy, że się na coś gniewa, z czegoś się cieszy, lub czegoś potrzebuje, a nawet żąda. Niektóre religie nadają mu nawet określoną płeć. Obraz Boga malowany przez poszczególne religie nie jest prawdziwym wizerunkiem Tego Który Jest ale jedynie jego fasadą, rozwijaną przez kościoły jako zrozumiała interpretacja Boga. Niestety, te „interpretacje” nie zawsze są „utrafione w swym portretowaniu”.

Każdy widzi Boga po swojemu, tak jak Go sobie wyobraża, lub jak mu dyktuje to jego religia. Jedni postrzegają Go w określony sposób, inni zupełnie inaczej, a niektórzy w ogóle nie są w stanie sobie Go wyobrazić, choć przeczuwają, że jest. Bóg jawi nam się więc zawsze w taki sposób, na jaki jesteśmy przygotowani. Ten Który Jest dostosowuje swój wizerunek do naszych możliwości poznawczych. Nigdy nie ukaże się nam inaczej niż myślimy, że się ukaże. Nigdy nie zobaczymy go innym, niż myślimy, że jest.

Czy istnienie Boga można udowodnić?

Wielu uważało i nadal są tacy co sądzą, że na gruncie rozumu i logiki można skonstruować przekonujące dowody na istnienie Stwórcy. Obserwując Wszechświat znajdujący się w ciągłym ruchu, niektórzy dochodzą do wniosku, że przecież musi istnieć Pierwszy Poruszyciel, który napędził tę Machinę Rzeczywistości. Zauważając związki przyczynowo-skutkowe w zachodzących wydarzeniach, upatrują Boga w pierwszej przyczynie. Postrzegając istniejącą rzeczywistość, a zwłaszcza życie na Ziemi, jako celowo i planowo zaprojektowane, konkludują, że musi istnieć Kreator Wszystkiego. Ludzie więc już od dawien dawna próbują tworzyć konstrukcje myślowo-logiczne, które mają przemawiać za istnieniem Stwórcy. Jednym z takich myślicieli był Tomasz z Akwinu, który przedstawił aż pięć dowodów na istnienie Boga.

Jednak wiarygodność takich dowodów może budzić wątpliwości. Aby były one w pełni przekonywujące, musiałyby mieć taką rangę, jak np. dowód matematyczny, tzn. musiałby opierać się na rozumowaniach logicznie pewnych6. W tego rodzaju dowodach prawdziwe założenia zawsze implikują prawdziwe tezy. Jednak cały problem tkwi w założeniach, które w takich dowodach przyjmuje się jako prawdy oczywiste, a które mogą być łatwo zakwestionowane. Np. w pierwszym dowodzie „ex motu” (z ruchu) Tomasza z Akwinu zakłada się, że po pierwsze każdy będący w ruchu byt jest poruszany przez inny byt, który jest jego motorem, po drugie – ciąg takich motorów jest skończony. Z powyższych założeń, oraz z empirycznego stwierdzenia, że Wszechświat (od atomów po galaktyki) jest w nieustannym ruchu, wynika wniosek, że musi istnieć pierwszy motor, czyli Bóg. Chociaż samo rozumowanie jest logicznie poprawne, to jednak przyjęte założenia, a zwłaszcza to drugie, o skończonym ciągu poruszeń, można łatwo poddać w wątpliwość. W istocie należałoby je udowodnić. Ale to spowodowałoby konieczność przyjęcia „na wiarę” kolejnych założeń. Sytuacja ta powtarzałaby się wielokrotnie, aż do momentu, gdy nie zostałoby już nic do zakładania.

Niestety, nie można wszystkiego udowodnić. Ba, nie można nawet pewnych pojęć zdefiniować. Każdy system, aby był niesprzeczny, musi być niezupełny. Żeby tak było, musi on zawierać pewną (zwykle niewielką) ilość niezdefiniowanych pojęć i nieudowodnionych zasad. Te systemowe fundamenty zawsze można próbować kwestionować. Dlatego nie można skonstruować takiego dowodu na istnienie Boga, aby założenia, na których jest on oparty, były niepodważalne. Można oczywiście wierzyć w słuszność tych założeń, ale wtedy nie mamy już do czynienia ze ścisłością logicznego wywodu, ale z przekonaniami. Można też, oczywiście, pojęcia Boga nie definiować, a fakt jego istnienia uznać za pewnik. W takim przypadku żadne dowody nie są już ani potrzebne, ani możliwe.

Istnieje jednak zupełnie inne podejście do tego zagadnienia. Jeżeli Bogiem nazwiemy (na sposób panteistyczny lub panenteistyczny) „Wszystko Co Jest”7, to wcale nie musimy w niego wierzyć, ani jego istnienia udowadniać. Nazwaliśmy bowiem Bogiem To Co Jest, a przecież wiemy, że coś jest, a po części nawet wiemy co jest, bo widzimy, słyszymy, czujemy, itp. Zaprzeczając własnemu doświadczeniu zaprzeczalibyśmy samemu sobie, co doprowadziłoby sprawę do absurdu. Nie możemy więc powiedzieć, że nic nie ma, bo przekreślilibyśmy również przy okazji siebie. Wiemy, że istniejemy, doświadczając siebie wewnętrznie i zewnętrznie. Wiemy, że jest to, czego doświadczamy. Podejrzewamy nawet, że jest może więcej, niż postrzegamy. A To Co Jest nazwaliśmy Bogiem. Bóg jest więc w tym wypadku naszą wiedzą, naszą obserwacją, a nie naszą wiarą. W szczególności dostrzegamy w świecie różne przejawy życia. Możemy więc powiedzieć, że Bóg to Życie. Widzimy, że wszystko się zmienia, a jedyną niezmienną rzeczą jest prawo zmiany. Możemy więc powiedzieć, że Bóg to Zmiana. Widzimy, że te zmiany nie są chaotyczne, przypadkowe, ale uporządkowane, zmierzające ku lepszemu przystosowaniu, zmierzające ku większej doskonałości. Możemy więc powiedzieć, że Bóg to Proces. W miarę naszej ewolucji, nasza wiedza o Tym Co Jest stale się poszerza. Możemy zatem powiedzieć, że coraz lepiej poznajemy Boga, bo coraz lepiej poznajemy Życie, bo coraz lepiej poznajemy To Co Jest. Wiemy, że MY również stanowimy cząstkę Tego Co Jest, zatem to MY również tworzymy Boga.

Nazwanie „Wszystkiego Co Jest” „Bogiem” można określić jako pewnego rodzaju „sztuczkę”, „trik”. Nazwa nie jest ważna, równie dobrze można by przyjąć „Wszechrzeczywistość”, „Wojtek”, albo „Charlie”. Jeśli używamy określenia „Bóg”, czynimy to z szacunku dla „Wszystkiego Co Jest”, w świadomości, że w powszechnym rozumieniu słowo „Bóg” oznacza coś „Najwyższego”: Najwyższą Istotę, Najwyższą Rację, Najwyższą Prawdę, Najwznioślejsze Uczucie, itp. Jeśli ktoś jednak nie lubi słowa „Bóg”, bo w jego mniemaniu zostało ono dostatecznie ośmieszone przez różne religie, może się śmiało bez niego obejść. Nie ważne bowiem jak się daną rzecz nazwie. Ważne jest tylko to, jak się ją rozumie i co się wobec niej czuje.

Jeśli nie tworzymy kultu, ani dogmatów, nie przesądzamy, nie przyjmujemy, ani też nie odrzucamy niczego z góry, ale doświadczamy, poznajemy, obserwujemy, co jest, a co nie, jak jest, a jak nie, co się sprawdza, a co nie; jeśli coraz więcej postrzegamy, uświadamiamy sobie i rozumiemy, jeśli coraz lepiej, mocniej i szlachetniej czujemy i kochamy - to urzeczywistniamy Boga w sobie. Takiego Boga, w którego nie musimy wierzyć. Takiego Boga, o którym wiemy na pewno, że jest, bo jest on Wszystkim Co Jest. Wtedy jakakolwiek religia, wraz z jej dowodami na istnienie Boga, nie jest już nam potrzebna, a nasze doświadczenie Boga staje się Nauką, Poznaniem i Wiedzą.

Dopóki nie wytworzymy w sobie takiej pewności na temat Boga, bądźmy chociaż otwarci, bowiem zarówno gorliwy wyznawca jakiejś doktryny religijnej, jak i ateista, to ludzie zamknięci8. Otwórzmy więc drzwi Prawdzie!

Czy Bóg komunikuje się z ludźmi?

Jeśli nie można w sposób niepodważalny dowieść istnienia Stwórcy, to może On sam mógłby o sobie zaświadczyć? Istotne więc staje się pytanie: Czy Bóg do nas przemawia? Są tacy, którzy twierdzą, że Bóg przekazał już w ciągu dziejów to, co miał do przekazania i nie ma potrzeby, aby przemawiał do ludzi współczesnych. Dlatego przywiązują oni olbrzymią wagę do pism świętych i wszelkich oficjalnie uznanych objawień, a odrzucają możliwość, że Stwórca mógłby obecnie coś przekazywać przeciętnemu śmiertelnikowi. Na przykład Świadkowie Jehowy uważają Pismo Święte za jedyne wiarygodne źródło wiedzy o Bogu; mają zresztą kilkadziesiąt jego tłumaczeń. Kościół katolicki do wszelkich prywatnych objawień podchodzi z dużą rezerwą i nieufnością, zwłaszcza wtedy, gdy ich treść nie w pełni pokrywa się z oficjalnie głoszoną dogmatyką lub poddaje w wątpliwość niektóre działania kościoła. Co innego, gdy ktoś spędził w klasztorze dwadzieścia lub więcej lat na umartwianiu się i modlitwach, a jego przesłanie nie odbiega zbytnio od tego, co można przeczytać w katechizmie. Ale nawet wtedy wszystko jest badane, słowo po słowie, z niezwykłą starannością. Generalnie uważa się jednak, że Bóg działa głównie w kościele i poprzez kościół, nad którym czuwa sam Jezus Chrystus. Dlatego nauczanie kościoła nie podlega krytyce, a namiestnik Chrystusa – papież – jest nieomylny w sprawach wiary i moralności. Niektóre chrześcijańskie ruchy religijne, jak np. zielonoświątkowcy, chociaż głoszą nieomylność Biblii, to równocześnie wierzą, iż osiągnięcie pełni życia duchowego wiąże się z uzyskaniem zdolności mówienia językami (glosolalia), uzdrawiania chorych, prorokowania, rozumienia prawd duchowych. Kwakrzy idą jeszcze dalej głosząc, że tam, gdzie co najmniej dwóch albo trzech zbierze się w imię Chrystusa, tam Duch Święty jest zawsze obecny. Zdają się więc na doświadczane grupowo „wewnętrzne poruszenie” i Głos Boży przemawiający w ludzkiej duszy.

A jak jest w innych religiach? W islamie tylko szyici dopuszczają natchnione kierownictwo, sunnici opierają się głównie na pismach. Buddyzm zdaje się w ogóle nie prowadzi konwersacji z Bogiem, a jedynie wskazuje drogę do samowyzwolenia, dostępną dla każdego, kto zechce ją w sposób właściwy praktykować. Hinduizm głosi, że Bóg, nieosobowa rzeczywistość, objawia się w całym swoim stworzeniu. Jednak do tego, co w Nim najistotniejsze, można się zbliżyć poprzez ćwiczenia medytacyjne, jogę, wyzwalając się przy okazji od karmana i sansary9. Ostatecznym celem takich praktyk jest zjednoczenie duszy jednostkowej z duszą wszechświata. Niezależnie od tego, zgodnie z odwiecznymi prawdami hinduizmu, Bóg może się nawet urodzić w ludzkim ciele jako awatar i w konsekwencji przemawiać jako człowiek, co zresztą czyni od czasu do czasu, po to, aby przywrócić naruszony ład.

Czy Bóg więc zwraca się do ludzi, czy też nie? Czy przemawiał tylko kiedyś, np. do Mojżesza, a teraz zaprzestał wszelkich prób komunikacji? A może kontaktuje się tylko z wybranymi? Może, aby zasłużyć na tę łaskę, trzeba być co najmniej biskupem, a najlepiej papieżem? Może trzeba w tym celu spędzić dziesięć lat na intensywnych modlitwach, piętnaście lat przebywać w klasztorze kamedułów, albo dwadzieścia lat poświęcić trędowatym?

Nie. Bóg przemawia do każdego. Nie ma ani szczególnych ludzi ani szczególnych czasów. Problem w nie tym, do kogo Stwórca się zwraca, ale w tym, kto go słucha. Są tacy, którzy coś odbierają, ale nie zdają sobie sprawy, że jest to komunikat od Boga. Innym tylko wydaje się, że Go słyszą, a to co słyszą w rzeczywistości pochodzi z innego źródła. Jeszcze inni wsłuchują się, ale nic nie są w stanie usłyszeć. Przeważająca większość w ogóle nie stara się odbierać tych przekazów. Nie wierzą, że mogliby być odbiorcami boskich komunikatów. Jeżeli nawet coś czasem uda im się usłyszeć, to natychmiast to odrzucają. Tylko nieliczni słyszą, rozumieją i akceptują to co do nich dochodzi z Najwyższego Źródła.

Dlaczego tak się dzieje? Istnieje kilka powodów. Po pierwsze, nie wszyscy wierzą w Boga, co oczywiście wyklucza wiarę w boską opatrzność.

Po drugie, niektórzy wierzący sądzą, że Stwórca jest tylko teologiczną abstrakcją bez zastosowania praktycznego i nie wchodzi On w żadne interakcje ze swoim stworzeniem.

Po trzecie, wielu uważa, że Bóg komunikuje się z nami wyłącznie za pomocą słów. Tymczasem słowa są najsłabszym sposobem przekazu, bo dopuszczają różne interpretacje. Dlatego Ten Który Jest rzadko posługuje się tym sposobem komunikacji. Częściej objawia się w tym co jest, czyli w biegu wydarzeń. Ludzie zaś oczekują słów. Neale Donald Walsh napisał, że niektórzy tak dalece zawierzyli Słowu Bożemu, że niemal pomijają Jego doświadczenie. Bóg przemawia również przez myśli i uczucia. Myśli oprócz słów mogą również zawierać obrazy, są więc skuteczniejszym od słów sposobem porozumiewania się. Najczęściej Stwórca komunikuje się przez uczucia. Niektórzy nawet twierdzą, że to właśnie uczucia są mową duszy. Jednak ludzie chętniej szukają słów wypowiadanych choćby dwa tysiące lat temu, a lekceważą własne uczucia, myśli i doświadczenia, tu i teraz.

Po czwarte, są tacy, dla których nie jest jasne, jakie słowa, myśli, uczucia i doświadczenia pochodzą od Boga, a jakie nie. Każdy może się bowiem ogłosić prorokiem, chociaż nie każdy nim jest. Zdarzają się nawet szaleńcy, którzy popełniają ohydne morderstwa, powołując się na głos boży, który ich do tego skłonił. Takie fakty jeszcze bardziej pogłębiają wątpliwości tych ludzi. Dlatego też, gdy ich myśli, uczucia i doświadczenia są sprzeczne z tym, czego ich nauczono o Bogu, odrzucają je, zdając się wyłącznie na to, co powszechnie uznane autorytety mają o Nim do powiedzenia.

Po piąte, pod wpływem różnych teologii głoszących grzeszność rodzaju ludzkiego, a nawet skażenie grzechem pierworodnym, mało kto czuje się godny bycia odbiorcą bożych przekazów. Czyż nie każe im się wciąż powtarzać: „Panie, nie jestem godzien, abyś przyszedł do mnie...”? Takim ludziom nawet nie przyjdzie do głowy, że Bóg mógłby do nich przemówić, a to, co mogliby czasem od Niego usłyszeć, gotowi są przypisać wszystkiemu tylko nie Bogu, nawet podszeptom szatana.

Po szóste, zdanie się na to, co inni mają do powiedzenia o Bogu, zwalnia od myślenia. Przekonanie, że jeśli Stwórca w ogóle porozumiewa się, to tylko z wybranymi, uwalnia od odpowiedzialności odebrania i zrozumienia boskiego przekazu. Dla wielu znacznie wygodniej jest wierzyć „na słowo” cudzemu słowu.

Odpowiadając na postawione poprzednio pytanie należy jeszcze raz stwierdzić ponad wszelką wątpliwość, że Bóg przemawia do każdego. Jednak nie każde słowo, myśl, uczucie czy doświadczenie pochodzi od Niego. Tylko najtrafniejsze słowo, najwyższa myśl, najwznioślejsze uczucie i najbardziej pasjonujące doświadczenie wypływają z Najwyższego Źródła. Gdy przynoszą radość, prawdę lub miłość, pochodzą od Boga. W innym przypadku nie. Te kryteria wykluczają oświadczenia różnych wariatów, uzasadniających bożymi nakazami ich szalone uczynki. Te kryteria odrzucają wszelką nikczemność usprawiedliwianą bożym przyzwoleniem, bo wykluczają wszelkie działania, które nie są powodowane miłością.

A więc, szukajcie, a znajdziecie, pukajcie, a będzie wam otworzone, pytajcie, a dostaniecie odpowiedź. Niekoniecznie za pomocą słów. Bóg wykorzysta do tego cały Wszechświat10.

Rola modlitwy w zwracaniu się do Boga

Chociaż tylko niewielu wierzy, że możliwa jest obustronna komunikacja z Bogiem, to jednak przeważająca większość ludzi jest przekonana o możliwości transmisji w jedną stronę11. Taką rolę przypisuje się modlitwie. Jest to akt religijny pojmowany jako myślowy lub słowny przekaz skierowany do Boga. Modlitwa to czynność kultowa, która może przybierać postać zbiorową z jakimiś stałymi formami, oraz postać indywidualną, niemal całkowicie dowolną. Modlący się używają nierzadko ustalonych tekstów modlitewnych lub tworzą własne, niepowtarzalne przesłania skierowane do Boga. Najczęściej są to różnego rodzaju prośby, np. o określone dobra, o pomyślność, o pomoc w ciężkich chwilach, o ratunek w sytuacji zagrożenia, itp. Niekiedy takim prośbom towarzyszą różne obietnice i zobowiązania. Drugą typową formą jest modlitwa dziękczynna. Można wyrazić w niej wdzięczność za konkretną pomoc lub za konkretne dobra, jak również i za całokształt życia. Poprzez modlitwę można również wyrażać wszelkie wzniosłe myśli i uczucia skierowane w stronę Stwórcy, wielbić Go lub adorować. Modlący zazwyczaj zwraca się bezpośrednio do samego Boga, czasem jednak, zwłaszcza w chrześcijaństwie, kieruje swe słowa również do świętych, z prośbą o wstawiennictwo u Boga. Najpopularniejszą świętą jest Maria, matka Jezusa.

Modlitwa jest czymś właściwym dla wielu religii, ale jej pojmowanie jest bardzo różne. W islamie zwie się salat i jest podstawowym nakazem i jednym z pięciu jego filarów. Odmawiana jest pięć razy dziennie o określonych porach dnia. Modlący powinien mieć twarz zwróconą w kierunku Mekki. Składa się ona z ustalonych formuł modlitewnych i recytowania Koranu, wyznania wiary i błogosławienia proroka, w połączeniu z pewnymi ściśle określonymi gestami jak pokłony, padanie na kolana i na twarz. W hinduizmie nie ma nabożeństw publicznych o ustalonym czasie i dlatego zbiorowa modlitwa nie występuje. Zastępuje ją pudża12, która polega na oddawaniu czci bogom przez wyciągnięcie rąk, śpiewanie hymnów, recytowanie świętych tekstów oraz składanie kwiatów, girland i owoców zarówno w domu jak i na przydrożnych ołtarzach, a także w świątyniach. Pewne powiązania z modlitwą być może ma mantra13, ale służy ona raczej medytacji niż modlitwie. O hinduizmie można jedynie powiedzieć, że to, czy i jak ktoś zwraca się do Boga, jest sprawą wybitnie indywidualistyczną. W chrześcijaństwie, podobnie jak w islamie, są pewne ustalone zachowania związane z modlitwą, jak żegnanie się, klękanie, składanie rąk w odpowiedni sposób, ale tego rodzaju czynności nie są tak istotne jak np. u muzułmanów. O wiele ważniejsza jest intencja modlącego i sama treść modlitwy. W kościele katolickim modlitwa odgrywa ważną rolę zarówno w kulcie zbiorowym jak i religijności indywidualnej, ale samo pojmowanie modlitwy może wydawać się trochę niezrozumiałe. Jest ona tam określana np. jako „dar Boga”, „odpowiedź wiary na darmową obietnicę zbawienia”, „przymierze między Bogiem i człowiekiem w Chrystusie”, „komunia z Chrystusem”14, co może budzić pewne wątpliwości interpretacyjne. Z dużą jasnością wypowiedziała się na temat modlitwy święta Teresa od Dzieciątka Jezus pisząc w swych Rękopisach autobiograficznych15: „Modlitwa jest dla mnie wzniesieniem serca, prostym spojrzeniem ku Niebu, okrzykiem wdzięczności i miłości w cierpieniu, jak i w radości”. W związku z tą wypowiedzią nasuwają się dwie refleksje. Po pierwsze, zdaje się, że najprzejrzyściej o modlitwie mogą się wypowiedzieć ci, którzy najintensywniej ją praktykują, a więc np. zakonnicy przestrzegający surowych reguł, mistycy, itp. Po drugie, to, co się tu od razu rzuca w oczy, to brak elementów prośby czy błagania. To drugie spostrzeżenie jest bardzo znaczące, ponieważ w przeciwieństwie do tego, większość chrześcijan właśnie prośby uznaje za najistotniejszy składnik swobodnej wypowiedzi w modlitwie.

Czym więc jest modlitwa, listą próśb czy uniesieniem duchowym? Recytowaniem „zdrowasiek” czy komunią z Bogiem? Oczywiście i tym i tamtym, w zależności od tego kto się modli, gdzie się modli, jak się modli i dlaczego się modli. Pomijając te przypadki, w których religia wymaga od modlącego określonych słów i określonych czynności i ograniczając się do tego, co można by nazwać modlitwą „swobodną” czy „spontaniczną”, można powiedzieć, że taka modlitwa jest zawsze wyrazem stopnia rozwoju duchowego. Słuszne wydaje się być więc stwierdzenie: „Powiedz mi jak się modlisz, a powiem ci kim jesteś”.

Są tacy ludzie, którzy wcale się nie modlą, bo albo nie wierzą w sens modlitwy, albo uważają, że nie ma do kogo.

Inni modlą się tylko na pokaz, a o Bogu przypominają sobie dopiero wtedy, gdy trzeba iść w niedzielę do kościoła. Zaczynają się naprawdę modlić dopiero w obliczu nieszczęścia czy zagrożenia, gdy strach ich do tego zmobilizuje. To na nich sprawdza się przysłowie: „Jak trwoga to do Boga”.

Są również ludzie bardzo głęboko osadzeni w realiach świata fizycznego i właśnie te realia dominują w ich świadomości, w ich myśleniu. Nierzadko dostrzegają wówczas różne braki i niedostatki w swoim stanie posiadania i w przebiegu swojej egzystencji. Równocześnie nie wierzą w własne zdolności do zmiany stanu rzeczy. Czasem są dodatkowo umacniani przez swoją religię w przekonaniu o swej marności, znikomości i niegodziwości. Tacy ludzie zawsze przejawiają postawę roszczeniową wobec Boga. Dzielą się na żebraków i handlarzy. Żebracy usiłują coś u Boga wybłagać, handlarze starają się go przekupić. Żebracy nie wierzą, że Bóg ich kocha bez względu na wszystko i zawsze pragnie ich dobra, dlatego usiłują wyprosić to, co myślą, że jest dla nich dobre. Handlarze też nie wierzą w bezwarunkową miłość bożą, ale uważają, że za spełnienie ich prośby można Mu zapłacić. Żebracy bywają zwykle tylko natrętni, handlarze posuwają się znacznie dalej - usiłują manipulować Stwórcą. Oto przykłady takich kupieckich modlitw: „Boże, uratuj mojego ukochanego od śmierci, a ja pójdę do klasztoru, będę tam do końca życia i nigdy już na niego nie spojrzę”, „Boże, uchroń nasz kraj od tej strasznej morowej zarazy, a ja wybuduję Ci wspaniały kościół”, „Boże, uzdrów mojego syna, a sprzedam samochód i uzyskaną sumę dam na kościół”, „Boże, spraw, abym dostał tę pracę, a rzucę palenie”, „Matko Boża, pomóż mi znaleźć męża, a będę regularnie, przynajmniej raz na rok chodzić z pielgrzymką na Jasną Górę”. Jak widać, preferowaną walutą jest tu wyrzeczenie lub cierpienie. Źródłem takiej postawy wobec Boga jest przekonanie, że Bóg nie jest ludziom zbyt życzliwy, a nawet gniewa się na nich, bo nie spełnili jego oczekiwań, ale można zjednać sobie jego przychylność przez jakąś ofiarę. Jest to przekonanie stare jak świat, choć mające niewiele wspólnego z prawdą.

Są również ludzie głęboko zanurzeni w świecie ducha. Wiedzą oni, że Wszechświat jest doskonałym tworem Boga i wszystko co w nim jest ma swój cel. Dlatego przyjmują każde doświadczenie życiowe, nie tylko to „dobre”, ale również to „złe”, jako sposobność do urzeczywistnienia własnego wzrostu. Wiedzą, że są obdarzeni bezgraniczną miłością bożą, że wszystko co potrzebne do ich egzystencji i rozwoju jest im dane, dlatego nie mają żadnych potrzeb. Wiedzą, że nie trzeba o nic prosić. Przejrzeli iluzję niedoboru. Ich modlitwa to żarliwe stwierdzenie tego co jest. Ich modlitwa to także podziękowanie za to co jest. Ich modlitwa to wyrażenie miłości do Tego Co Jest. Oto modlitwa świętych.

Umysł przypomina pijaną małpę lub dzikiego, nie ujeżdżonego konia. Trudno ukierunkować nieprzerwany potok myśli. Jeszcze trudniej go zatrzymać. Dlatego, aby się prawidłowo modlić, trzeba nauczyć się panować nad własnym umysłem. Modlitwa to kontrola myśli. To odrzucenie myślowego chaosu na rzecz myślenia uporządkowanego. To odrzucenie myśli niegodnych na rzecz wzniosłych. To odrzucenie myślowego defetyzmu na rzecz optymizmu. To odrzucenie myślowej brzydoty na rzecz piękna. To wznoszenie się energią miłości do Boga. To nieustanne dziękowanie Temu Który Jest za To Co Jest. Poprzez taką modlitwę miłość jest nie tylko wyrażana, ale i otrzymywana. Stwórca rzadko odpowiada słowami na słowa, ale zawsze odpowiada miłością na miłość. Zatem modlitwa w pewnym sensie jest rozmową z Bogiem – rozmową duchową prowadzoną językiem uczuć.

Nieprzerwane czuwanie nad własnym myśleniem oparte na zasadzie „myśl tylko to, co chciałbyś powiedzieć Bogu” sprawia, że modlitwą staje się każda chwila i zarazem całe życie.

Wiedza o Bogu niezależna od religii

Religijne przeżycia mistyczne są dla wielu najbardziej znaczącym źródłem wiedzy o Bogu i nierzadko zapoczątkowują powstawanie różnych pism, ksiąg, czasem uznanych po upływie wielu lat za święte. Zdarza się, że mają one wpływ na podawaną później dogmatykę, a także na sposób sprawowania kultu. Jeśli zbytnio różnią się od tego, co jest głoszone oficjalnie, to mogą nawet zapoczątkować powstanie nowego nurtu religijnego.

Jednak zawsze istnieli ludzie otwarci, którym nie wystarczała wiara w oficjalnie głoszone doktryny. Ludzie ci dążyli do wiedzy uzyskiwanej wszystkimi dostępnymi metodami, również poprzez rozwijanie intuicji i wykorzystanie pozazmysłowego postrzegania. Wielu z nich jednak ukrywało rezultaty swoich poszukiwań, obawiając się konsekwencji ich publicznego głoszenia. Dziś jest coraz więcej takich, którzy gotowi są dzielić się swoimi odkryciami z innymi. Są wśród nich tacy, którzy po to tylko przyszli na świat.

Wiara w Boga nie zawsze łączy się z religijnością, a nieuznawanie żadnego systemu religijnego – z ateizmem. Zdarzają się osoby mało religijne lub wręcz areligijne, które z różnych, czasem nawet niewyjaśnionych powodów zyskują wgląd w sprawy duchowe. Szczególnie dotyczy to tzw. „channelingów”16. Na przykład w 1965 roku pewna Amerykanka usłyszała nagle głos podający się za Jezusa Chrystusa, który przez siedem kolejnych lat dyktował jej swoje przesłanie. Powstała z tego trzyczęściowa książka zatytułowana A course in miracles” (Kurs cudów). Owa Amerykanka to Helen Schucman, profesor psychologii na uniwersytecie Columbia, ateistka, osoba zainteresowana robieniem kariery naukowej, której wówczas w najmniejszym stopniu nie pociągały zagadnienia mistyczne. A jednak coś skłoniło ją do pisania, co zaowocowało wydaniem tej książki w 1975 roku. Można by powiedzieć, że pewnej pani, przemęczonej pracą naukową, odbiło. Ale książka zyskała duży rozgłos ze względu na niebanalną treść. Stanowi ona polemikę z błędami i wypaczeniami chrześcijaństwa, która rzuca zupełnie nowe światło na nauki Jezusa. Zawiera ona zupełnie odmienny system myślenia przedstawiony zarówno teoretycznie jak i w zestawie praktycznych ćwiczeń. Treść książki jest niezwykła i wyklucza traktowanie jej jako tworu chorej wyobraźni. Jednak ze względu na niepełną zgodność przesłania tej książki z teologią katolicką, jest ona przez niektórych przedstawicieli tego kościoła dość mocno krytykowana.

Innym przykładem jest Neale Donald Walsh17, który w 1992 roku nagle, ku swojemu zaskoczeniu, zaczął metodą pisma automatycznego tworzyć książkę, będącą rozmową prowadzoną z Bogiem. Powstała z tego trylogia18, która została w końcu wydana w dwudziestu siedmiu państwach, oraz przez wiele miesięcy figurowała na liście bestsellerów New York Timesa. Porusza ona wszystkie możliwe tematy związane z życiem i śmiercią, życiem przed życiem i życiem pożyciu, z życiem w związkach jak i życiem w państwie. Omawiane są zarówno zagadnienia społeczne, polityczne jak i fundamentalne prawdy filozoficzne, religijne a nawet ezoteryczne. Opowiada o Bogu i jego relacjach z człowiekiem w sposób niebanalny i wykraczający poza dogmatykę religijnych systemów. Daje odpowiedź na wiele podstawowych pytań nurtujących ludzkość. Jednak u pewnych ludzi, zamkniętych w skorupie własnych przekonań, może wywołać wstrząs. Fundamentalistycznie zorientowanych wyznawców różnych religii może inspirować do oskarżeń o obrazę ich uczuć religijnych, a nawet o bluźnierstwo. Ci, którzy są otwarci, przyjmują ją dobrze, a nawet entuzjastycznie.

Channelingi powstawały również w Polsce. Podobną rozmowę z Bogiem przedstawił Bogdan Wołyniec w książce „Źródło życia”, jednak w porównaniu z prawie całkowicie areligijnym charakterem pracy Neale Donalda Walsha, ma ona pewne, choć być może niewielkie zabarwienie chrześcijańskie. Interesujące są również przekazy zarejestrowane przez Elżbietę Nowalską.

Nie każdy ma zdolności channelingowe. Niektórzy badacze, jak np. Raymond Moody, Elisabeth Kübler-Ross, Jean Ritchie, starali się uzyskiwać wiedzę na temat „tamtej strony życia” przeprowadzając wywiady z tymi, którzy będąc w stanie śmierci klinicznej, zostali przywróceni do życia. Niewiele udało się im dowiedzieć o Bogu, jednak uzyskana w ten sposób wizja życia po śmierci całkowicie różni się od tego, co kościoły mają do powiedzenia na ten temat. Bóg jest w tej wizji niezwykłą jasnością i zarazem miłością, która akceptuje i kocha bez względu na wszystko, a nie karze za grzechy wiecznym potępieniem.

Jeszcze inni uzyskiwali zdolność opuszczania swojego ciała fizycznego i eksploracji tamtej strony życia. Klasycznym przykładem jest tu Robert Monroe, amerykański biznesmen mający raczej obojętny stosunek do religii, który w 1958 zaczął nagle, ku swemu przerażeniu i wbrew swej woli, wychodzić „poza ciało”. Zjawisko to nazwał OBE, od angielskich słów Out of Body Experience. Z czasem nauczył się pokonywać strach, a nawet w jakimś stopniu kontrolować te odmienne stany świadomości. Założył nawet i sfinansował instytut naukowy19, którego celem było zbadanie tego zjawiska. Swoje przeżycia i doświadczenia po „tamtej stronie” opisał w trzech książkach20. Jego relacje mają szczególną wartość, ponieważ nie są oparte na wierze, lecz na wiedzy empirycznej. Oto, co napisał na temat Boga w ostatniej książce „Najdalsza Podróż21:



Nasz Stwórca:



Przykładem innego, pozareligijnego źródła wiedzy o Bogu jest tajemniczy nowojorczyk – James, który na specjalnie stworzonej stronie internetowej22 przedstawił kompletny system, zawierający poezję, malarstwo, muzykę, filozofię, a także mitologię zawartą w powieści sensacyjno-ezoterycznej, na której cały system jest osnuty. System ten ma pomóc ludzkości w otwarciu się na świat ducha. Oto co pisze on o Bogu:



Pierwszy Stwórca (Pierwszy Kreator) jest pierwotnym źródłem, z którym wszystkie istnienia ostatecznie się połączą... Reprezentuje ono panującą świadomość wszystkich zjednoczonych rzeczy. To włącza ból, radość, cierpienie, beztroskę (jasność), miłość, stan ułudy (ciemność), obawę; wszystkie przejawy i warunki są połączone i znaczące w kontekście Pierwszego Stwórcy. On otacza wszystkie rzeczy i jednoczy je we wszech-obejmującej świadomości, która rozwija się i rośnie w podobny sposób jak każdy zindywidualizowany duch rozwija się i rośnie”.

i dalej

Pierwszy Stwórca nie jest manifestacją, ale raczej świadomością, która zamieszkuje całość czasu, przestrzeni, energii, materii, formy, intencji, jak również całość nie-czasu, nie-przestrzeni, nie-materii, nie-energii, nie-formy i nie-intencji. To jest tylko świadomość, która jednoczy wszystkie stany istnienia przez jedno Istnienie. I tym Istnieniem jest Pierwszy Stwórca. Jest wzrastającą, rozszerzającą się i niewytłumaczalną świadomością, która organizuje wspólne (kolektywne) doświadczenie wszystkich stanów istnienia przez połączony plan tworzenia; rozszerzając się i osiedlając w królestwach (dziedzinach) kreacji; i przez włączanie światów (kreacji) w Rzeczywistość Źródła - dom Pierwszego Kreatora... To Istnienie przenika wszechświat jako suma doświadczenia w czasie i nie-czasie.”23



Podane tu przykłady źródeł niezależnej wiedzy o Bogu nie wyczerpują nawet w niewielkiej części tego, co byłoby możliwe do przedstawienia. Nie jest jednak dobrze w tym wypadku opierać wiedzy o Stwórcy wyłącznie na takich źródłach, bo może to jedynie doprowadzić do odrzucenia tej wiedzy, gdy pozostaje ona w sprzeczności z dotychczasowymi przekonaniami, albo co gorsza, do jej bezkrytycznego przyjęcia i wytworzenia się w ten sposób nowych przekonań. Znacznie lepiej jest dochodzić własnej prawdy, czasem nawet na przekór własnym dotychczasowym poglądom. Ta droga jednak wymaga nie tylko otwartości, ale i odwagi, której niektórym czasem brakuje. Wielu ludzi uważa, że bezpieczniej jest dać wiarę różnym autorytetom, a zwłaszcza przywódcom wielkich ugrupowań religijnych. Zwalnia ich to od odpowiedzialności za myślenie, daje poczucie bezpieczeństwa i przez to uwalnia od strachu, jednak równocześnie prowadzi do silnego uzależnienia się od religijnego systemu. Na pewnym etapie duchowej ewolucji jest to zjawisko normalne i raczej nieuniknione. Czy prędzej, czy później jednak każdy w końcu sobie uświadomi rzecz następującą: Żaden kościół nie może mieć monopolu na informowanie o Bogu, nawet jeśli jego kapłani mienią się bożymi namiestnikami, a niektórym jego przywódcom nadano przywilej nieomylności. Bóg nie jest po czyjejkolwiek stronie, nie promuje żadnej religii, ani żadnego narodu. Równocześnie jest po stronie każdego24, bo każdego obdarza swoją bezwarunkową miłością. Daje też każdemu człowiekowi szansę poznania prawdy o Nim – takiej prawdy, na którą ten człowiek jest gotowy.

W co nie wierzę

Nie chciałbym nikomu w najmniejszym stopniu sugerować w co ma wierzyć, a w co nie. Dlatego w tym miejscu wypowiadam się w pierwszej osobie, ażeby nie było żadnych wątpliwości, że są to moje bardzo osobiste poglądy, do których nie chcę nikogo namawiać.

Wychowałem się w klimacie dogmatyki kościoła katolickiego, dlatego na niej się głównie skoncentruję.



A więc w co nie wierzę?



  1. W nieomylność jakiejkolwiek księgi, nawet, gdyby nazywano ją świętą. Takie księgi, choć nierzadko inspirowane przeżyciami mistycznymi, były spisywane zwykle dużo później przez różnych ludzi, często na podstawie opowieści przekazywanych w tradycji ustnej. W ciągu dziejów księgi te były przeredagowywane a ich treść modyfikowana. Tego rodzaju księgi mogą stanowić interesujące źródła historyczne i nawet być źródłem duchowej inspiracji, ale nie mogę uznać ich jako nośnika jedynie słusznych prawd absolutnych. Określenie Biblii mianem „Słowa Bożego” uważam więc za niezbyt ścisłe a w niektórych jej fragmentach wręcz za nietrafne.

  1. W nieomylność jakiejkolwiek instytucji, choćby nazywała się Urzędem Nauczycielskim Kościoła i w nieomylność jakiegokolwiek śmiertelnika, choćby dotyczyła tylko spraw wiary i moralności. Jeżeli nawet Jezus nie pozwolił się nazywać dobrym, uważając, że tylko Bóg jest dobry, to czy jakakolwiek instytucja czy jakikolwiek człowiek może mieć czelność głosić swą nieomylność?

  2. W chrześcijańską wersję „Genesis” i obciążanie całej ludzkości „grzechem pierworodnym”. Bóg, który daje człowiekowi wolną wolę, a potem wymaga, pod groźbą wypędzenia z raju, spełnienia swojej woli, i stosuje odpowiedzialność zbiorową obciążając potomstwo grzeszników skutkami ich grzechu, wydaje się być nie tylko niesprawiedliwy ale i nielogiczny. Nawet, gdyby odrzucić dosłowną interpretację tej biblijnej opowieści i szukać w niej jakichś alegorii czy znaczeń ezoterycznych, to trudno by znaleźć coś przekonującego.

  3. W koncepcję osobowo pojmowanego szatana jako zbuntowanego anioła, będącego rzecznikiem, inspiratorem i zarazem źródłem zła, prowadzącego nieustanną walkę ze swoim stwórcą. Chociaż uznaję istnienie zła w świecie fizycznym, którego doświadcza każdy na pewnym etapie swojego rozwoju, to jednak sądzę, że nie jest ono dziełem szatana powstałym wbrew woli Boga, ale pełni rolę przewidzianą i zaplanowaną przez Stwórcę. Uważam, że lansowany przez niektóre religie mit szatana miał na celu sprawowanie kontroli nad innymi ludźmi poprzez zasiewanie strachu. Sprawcą wszelkiego zła jest nie szatan, a człowiek. Przyczyną zła jest zaślepienie, niewiedza i brak miłości.

  4. W koncepcję piekła i wiecznego potępienia. Podobnie, jak to uzasadniałem poprzednio, twierdzę w tym miejscu ponownie, że Stwórca, który daje człowiekowi wolną wolę, a potem grozi wtrąceniem go do piekła na wieczne męki za niespełnianie Jego woli, de facto wolnej woli nie daje. Ponadto takie działanie mocno pachnie hipokryzją, a z prawdziwą, bezwarunkową miłością ma niewiele wspólnego. Nie mógłbym uwierzyć w takiego Boga.

  5. W absolutną konieczność chrztu do zbawienia. Katechizm Kościoła Katolickiego podpisany przez Jana Pawła II dopuszcza co prawda wyjątki dla tych co umarli za wiarę (chrzest z krwi?), co chcieli się ochrzcić ale nie zdążyli (chrzest z pragnienia?). Mówi się tam nawet, że żyjący moralnie wyznawca innej religii też może być zbawiony25, bo gdyby wiedział, że chrzest jest konieczny do zbawienia, to chciałby być ochrzczony (chrzest z możliwości pragnienia??). Niestety, niemowlę nie ma jeszcze właściwej wiedzy ani rozumienia i tego „tricku” nie da się doń zastosować. Dlatego katechizm podaje, że w tym przypadku „trzeba mieć nadzieję, iż Bóg znajdzie jakieś rozwiązanie” i „trzeba się modlić”. A ja powiadam, że trzeba się modlić za tych, co taki tekst napisali26.

  6. W rolę przypisywaną sakramentom świętym, a szczególnie w sakrament pokuty, który jest konieczny w przypadku grzechu śmiertelnego, i bez którego trudno uniknąć piekła. Pewnym wyjątkiem ma być żal doskonały, który ma szanse zaistnieć w przypadku powolnego umierania, ale na który nie ma nadziei przy śmierci nagłej, niespodziewanej i bardzo szybkiej. Nie wierzę również w piekło jako takie. Istnienie piekła pozostawałoby w sprzeczności z koncepcją sprawiedliwego Boga, który jest miłością. Jakaż to straszna sprawiedliwość prowadzi do skazywania kogoś na wieczne męki. Dlaczego karą za, bądź co bądź, skończone winy (w czasie i w rozmiarze) miały by być nieskończone cierpienia? Czy nie prościej byłoby naprawić tych, których da się jeszcze naprawić i odsunąć od siebie tych, których naprawić się nie da (choć nie wiem, dlaczego wszechmocnemu Bogu mogłoby się to nie udać)?

  7. Nie wierzę w grzeszność związków bez ślubu kościelnego oraz w grzeszność związków osobników tej samej płci. Nie uważam również za słuszne mieszanie się kościoła w sprawy antykoncepcji. Każdy człowiek powinien mieć prawo decydować kogo chce kochać i w jaki sposób. Żaden kościół nie powinien się do tego wtrącać. Miarą bezgrzeszności związku powinno być to, czy ci, którzy go tworzą przysparzają sobie radości, czy łez, a nie to, jakiej są płci, w jaki sposób związek utworzyli, czy w jaki sposób go konsumują. Nie uważam również za konieczne, aby poślubieni musieli trwać w związku aż do śmierci, jeśli nie chcą lub nie potrafią żyć ze sobą. Powinni jednak wypełnić do końca obowiązki związane z ewentualnym rodzicielstwem, uznając za najważniejsze dobro swoich dzieci.

  8. Nie wierzę w głoszoną przez kościół katolicki teologię odkupienia (przynajmniej w takiej postaci, w jakiej jest ona podawana). Uważam, że Jezus nie po to przyszedł na świat, aby nas wykupić od tego, na co skazał nas Jego Ojciec. Idea odkupienia, osadzona na dawnych, żydowskich, krwawych ofiarach ze zwierząt27, a pierwotnie nawet z ludzi (do takiej całopalnej ofiary dziecięcej zwanej molk przygotowywał Abraham swojego pierworodnego syna Izaaka), jest moim zdaniem chora, a stosowanie kupieckiej terminologii uważam wręcz za żenujące. Potrzeba straszliwego cierpienia na krzyżu i śmierci Syna Bożego, aby uwolnić ludzkość od konsekwencji grzechu pierworodnego jest dla mnie zupełnie niezrozumiała. Sam Jezus zresztą tego tak nie przedstawiał. Mówił przecież, że po to się narodził na świat, aby dać świadectwo prawdzie. Owszem, wierzę, że umarł dla ludzkości na krzyżu, ale nie po to, aby zapewnić jej możliwość zbawienia poprzez tak pojmowane odkupienie, lecz aby unaocznić wszystkim moc ducha. Dał się ukrzyżować po to, aby pokazać, że miłość może zwyciężyć śmierć. Zresztą nie mógł postąpić inaczej. Gdyby dla ratowania życia uciekł lub zaprzeczył temu, co poprzednio głosił, zniweczyłby wszystko. On jednak zadecydował aby być konsekwentnym w głoszeniu swego przesłania do końca. Wiedział bowiem, że to, co z Nim zrobią, nie ma znaczenia, bo wszystko co się dzieje na tym świecie jest tylko iluzją, a jego prawdziwe królestwo jest nie z tego świata. Pojęcie odkupienia mógłbym zaakceptować tylko jako uwolnienie ludzkości od iluzji i skierowanie ku prawdzie.

  9. Nie wierzę w sens instytucjonalnego mianowania świętych. Świętość jest czymś, co jest widoczne samo przez się, nie trzeba więc tego ustanawiać i obwieszczać, tak jak nie trzeba ogłaszać, że słońce świeci, czy że woda jest mokra. Prawdziwi święci promieniują miłością, a ich nieskazitelność i doskonałość moralna jest widoczna w ich życiu, a nie w kalendarzu. Ponadto z codziennych obserwacji wiadomo, że święci nie stanowią zwykle wzoru do naśladowania. Mało kto żyje jak święty Franciszek z Asyżu czy Matka Teresa z Kalkuty. Najczęściej święci stają się za to celem modlitw błagalnych ze względu na wzmocnione kościelnym dogmatem przekonanie, że mogą oni zanosić te prośby do Boga. Wielbieniu świętych towarzyszy zwykle przeświadczenie, że stanowią oni trudny do osiągnięcia, a dla niektórych ludzi wręcz niedościgły wzór, którego nie da się naśladować w codziennej praktyce życiowej. Kult świętych nie zbliża więc ludzi do świętości, ale na ogół wywołuje efekt odwrotny – wielu z nich od świętości oddala.



***



Nie można udowodnić istnienia Boga w sposób niezbity posługując się wyłącznie rozumem. Jednak o Stwórcy świadczy w jakimś stopniu Jego dzieło, tak jak o drzewie świadczą jego owoce. Obserwując Wszechświat można dojść do wniosku, że nie jest on czymś chaotycznym i przypadkowym. Po dogłębnym zbadaniu jawi się jako proces kontrolowany i planowy. Życie, które na przekór wszelkim siłom destrukcyjnym i rozpraszającym opiera się nicości i stale pnie się w górę po drabinie ewolucji, jest znakiem, że za tym wszystkim kryje się Coś, co jest przeciwieństwem chaosu i przypadku.

W świecie fizycznym działają pewne uniwersalne prawa, w oparciu o które on działa i które dotyczą wszystkich i wszystkiego. Również i w tych prawach można dostrzec pewną mądrość wykraczającą poza fizyczność, która mogłaby stanowić kolejny znak ich Autora.

Tym, co świadczy o Bogu najdobitniej i co stanowi jakby Jego wizytówkę, jest miłość. Ma ona wiele odmian. To ona sprawia, że odrzucamy fałsz i szukamy prawdy, że tworzymy różne związki międzyludzkie, które nas uwznioślają, że bronimy wolności, rodziny, czy ojczyzny nawet wtedy, gdy wydaje się, że nie ma żadnych szans na zwycięstwo. W imię miłości jesteśmy gotowi oddać nawet życie. Miłość do działania, czyli pasja, jest siłą napędową Wszystkiego. Bez niej nie mógłby ani świat ani jego Stwórca istnieć i rozwijać się. Istotą boskości jest bowiem nieustanne dążenie do czegoś więcej. Miłość bezwarunkowa, która stanowi najpotężniejszą energię Wszechświata, zdolna jest przemienić wszystko. Doświadczenie miłości bezwarunkowej jest najbardziej przekonywującym, choć nie opartym na logice dowodem istnienia Tego Który Jest. Bóg zostawił w każdym z nas odcisk swojej pieczęci, który stanowi Jego obraz i podobieństwo. Możemy więc Go poznać i doświadczyć poprzez własną jaźń. W gruncie rzeczy jest to jedyny sposób.

Powrót do początku tekstu

Bóg

Honor

Jałmużna

Konopie

Kradzież

Miłość

Obraza

Polityka

Prawda

Religijność

Rozwód

Sekta

Strach

Szczęście

Terroryzm

Wymóg



1 Czci się osobowo pojmowanego boga Wisznu, boga Siwę, oraz jego małżonkę Kali. Dużym szacunkiem obdarza się także boskie awatary – Ramę i Krisznę. Czczone są również takie bóstwa zwierzęce jak: Hanuman, przedstawiany jako małpa i Ganesia, który ma głowę słonia z trąbą.

2 Przedstawiciele filozofii chrześcijańskiej głoszą, że Bóg jest transcedentno-imanentny, tzn., że chociaż wykracza poza świat i nie jest z nim tożsamy, jest w nim obecny, użycza mu swojej siły i obdarza swoją miłością.

3 Takie jego pojmowanie znajduje potwierdzenie w Apokalipsie św. Jana: „Jam jest Alfa i Omega, początek i koniec, mówi Pan Bóg, który jest, który był i który przyjdzie”.

4 Mówią o tym niektóre ewangelie apokryficzne, np. Ewangelia Życia Doskonałego: „Podnieście kamień, a Mnie tam znajdziecie. Rozłupcie drzewo, a jestem tam. Albowiem jak w ogniu i w wodzie, tak w każdym żywym stworzeniu jest Bóg objawiony jako życie i jego istota”. (Ewangelia Życia Doskonałego, przekład ks. H. Zaleski, MEFIS, Gdańsk, 1971, [19, 6].)

5 Wynikało to z faktu, że te osoby były bardziej świadome obecności Bożej w sobie niż inni. Jezus np. powiedział wprost: „Ja i mój Ojciec to jedno”.

6 Np. dedukcja i indukcja zupełna prowadzą do pewnych wyników. Indukcja niezupełna i redukcja dają tylko wyniki mniej lub bardziej prawdopodobne.

7 Określenie Boga jako Wszystkiego Co Jest utożsamia Go z całością Bytu. Jednak niektórzy myśliciele uważają, że to by ograniczało Boga, który w rzeczywistości jest czymś więcej i wykracza poza byt. Definiują więc Stwórcę jako Byt i Niebyt zarazem, jako Wszystko Co Jest i Wszystko Co Nie Jest.

8 Zamknięcie polega na tym, że ktoś wierzy i nie dopuszcza niczego innego lub nie wierzy i też nie dopuszcza niczego innego. Dla ateisty niewiara połączona z zamknięciem staje się wiarą – wiarą w nieistnienie Boga.

9 Sansara to koło istnienia, polegające na wielokrotnej reinkarnacji. Działa w nim prawo karmy (karmana), według którego skutki postępowania w danym wcieleniu decydują o następnych.

10 Neale Donald Walsh w Księdze 1 Rozmów z Bogiem na stronie 83 napisał: „Wiec dalej, śmiało. Pytaj. Pytaj Mnie o cokolwiek. Postaram się udzielić ci odpowiedzi. Wykorzystam do tego cały wszechświat. Toteż miej oczy szeroko otwarte. Ta książka to nie wszystko, na co Mnie stać. Możesz zadać pytanie i ją odłożyć. Ale uważaj. Wypatruj. Nasłuchuj. Słowa następnej piosenki w radiu. Treść artykułu w gazecie. Fabuła filmu, który obejrzysz. Przypadkowa wypowiedź osoby, którą spotkasz. Szept rzeki, oceanu, powiewu delikatnie szumiącego w uchu – wszystkie te środki są Moje; wszelkie drogi stoją przede Mną otworem. Przemówię do Ciebie, o ile będziesz chciał słuchać. Przyjdę, jeśli Mnie zaprosisz. Pokażę ci wtedy, że zawsze byłem z tobą. Wszędzie...”, i dalej na stronie 268: Nasłuchuj Mnie w prawdzie swojej duszy. W uczuciach serca. W wyciszonym umyśle.”

11 Niektórzy są przekonani, że modlitwa to rozmowa z Bogiem i tak ją określają. Ale rozmowa polega na obustronnej, bezzwłocznej komunikacji, zwykle w ten sam sposób, np. głosem, słowem pisanym czy językiem migowym. Modlitwa jednak nie przebiega według schematu: człowiek mówi, Bóg mówi, człowiek mówi, Bóg mówi, człowiek mówi..., itd. Stwórca czasem odpowiada na modlitwy, np. dając jakieś znaki czy spełniając prośby, ale nie dzieje się to na ogół na zasadzie zwykłego dialogu z użyciem słów, jaki odbywa się między ludźmi.

12 Pudża to nie to samo co modlitwa. We współczesnym hinduizmie zastępuje ona dawne wedyjskie ofiary. W indyjskim domu znajduje się na ogół mała kapliczka albo ołtarz, gdzie dokonuje się codziennej pudży.

13 Jest to krótki tekst, zdanie, wyraz, sylaba lub nawet tylko pojedyncza zgłoska, wielokrotnie powtarzana, w celu wprowadzenia się w określony stan medytacyjny. Niekiedy traktowana jest w sposób niemal magiczny jako „święta wibracja”, będąca kluczem otwierającym wyższe stany świadomości. Praktykowane w chrześcijaństwie wielokrotne powtarzanie modlitwy „Zdrowaś Mario” trochę przypomina mantrowanie.

14 Te określenia zostały zaczerpnięte z Katechizmu Kościoła Katolickiego, Wydawnictwo Pallotinum, 1994, s. 575-576.

15 Autobiografia i korespondencja świętej zawarte zostały w książce Dzieje duszy (1900, wydanie polskie 1902); cytowany fragment zaczerpnięto z Katechizmu Kościoła Katolickiego, Wydawnictwo Pallotinum, 1994, s. 575.

16 Channelingi to przekazy „z tamtej strony życia”, odebrane i zapisane przez osoby uzdolnione. Od tzw. „objawień” różnią się tym, że ich treści często odbiegają od tego, co głoszą oficjalne religie, a odbiorcy tych komunikatów nie muszą być nawet osobami wierzącymi.

17 Neale Donald Walsh wychował się w rodzinie katolickiej. Będąc dzieckiem marzył nawet o zostaniu księdzem. Jednak porzucił kościół katolicki, gdy przestała mu odpowiadać głoszona tam teologia.

18 Tytuł książki „Rozmowy z Bogiem”. Została ona wydana również w Polsce.

19 Instytut istnieje do dziś w miejscowości Faber, w Wirginii i nazywa się „The Monroe Institute”.

20Są to Podróże poza ciałem, Dalekie podróże i Najdalsza podróż. Wszystkie pozycje wydano również w Polsce.

21Robert Monroe, Najdalsza podróż, Limbus, 1995, s. 270-271.

22Nazwa strony: www.wingmakers.com

23Cytat pochodzi z polskiego tłumaczenia filozofii Jamesa znajdującego się na stronie www.wingmakers.prv.pl.

24Jest to przykład tzw. „boskiej dychotomii”: Bóg jest po niczyjej stronie, a zarazem jest po stronie każdego.

25Wkrótce po śmierci Jana Pawła II słyszałem telewizyjną wypowiedź pewnego dominikanina, który z głębokim przekonaniem twierdził, że buddysta też może być zbawiony, ale nie przez swoją religię, lecz tylko przez Jezusa Chrystusa.

26Poroniona myśl, że Bóg mógłby odtrącić małe dziecko tylko dlatego, że ktoś nie pokropił go wodą i nie wypowiedział przy tym odpowiedniej formuły, obraża Stwórcę. Tego typu chore poglądy mogą powstać tylko w zaślepionych umysłach tych, którzy Go nie znają.

27Uważano, że wszelkie winy ofiarodawcy przechodziły na to zwierzę, stanowiąc tzw. „ofiarę zastępczą”.